Crov

Forum Replies Created

Viewing 7 posts - 1 through 7 (of 7 total)
  • Autor
    Posty
  • #2670
    Crov
    Member

    [quote][b]John J Adams napisał/a:[/b]
    – powtarzający się zarzut co do głosu Rorschacha – o ile znam się na ikonografii komiksowej, stosowny kształt dymka w komiksie taki właśnie głos komunikuje;[/quote]
    Akurat kształt dymka Rorschacha w komiksie jest unikalny. Osobiście nie spotkałem się z takim dymkiem nigdzie indziej. Chodzi przede wszystkim o to, że w komiksie wyraźnie zaznaczone jest to, że Kovacs mówi monotonnie i przez to – w pewnym sensie – nieludzko. Nie jest dla mnie jakoś super ważne, ale wolałbym to niż batmańsko-metalowe charczenie. 😉
    [quote]- skróty i uproszczenia – zgoda, ale Snyder mógłby przekazać wszelkie subtelności komiksu gdyby miał na to 20 godzin, a nie 2,5.[/quote]
    Tak, tylko że niektóre rzeczy nie musiały być powiedziane wprost. Na przykład to, że Comedian zamordował Kennedy'ego czy dziennikarzy od Watergate było zasugerowane raz czy dwa w komiksie. To fajny "smaczek", który smakuje lepiej, kiedy jest subtelny. Wtedy ludzie mają dodatkowy powód, żeby jeszcze raz obcować z komiksem/filmem.

    #2668
    Crov
    Member

    [i]"Who watches next Snyder's movie? Not me."[/i]

    "Przybyłem, zobaczyłem i nie uwierzyłem", jak rzekł w Juliusz Cezar w jednym z animowanych Asteriksów. Nie uwierzyłem, dlatego że twór Snydera potwierdził wszystkie moje obawy.

    Zaczęło się pozytywnie. To znaczy fajnym zwiastunem Transformers 2, a potem był początek "Strażników" i było tylko gorzej. Jeffrey Dean Morgan (który w tym momencie wygląda jakby razem z gościem grającym Nixona i Carlą Gugino urwał się z nowego odcinka "Saturday Night Live") zostaje zamordowany przez tajemniczego napastnika. Napastnika, który najwyraźniej jada dużo szpinaku, ponieważ rzuca stu kilowym Comedianem jak szkolnym plecakiem z zeszytami. Brutalna walka wygląda jak parodia przez idiotyczne, przerysowane motywy w stylu rozwalenie kawałka ściany pięścią i rzut przez pokój. Komediant wylatuje z okna. Werble.

    Kurtyna.

    Zaczyna się jedna z dwóch najlepszych sekwencji filmu – napisy początkowe. Inteligentne i przemyślane z dobrym zastosowaniem zwolnionego tempa. Wchodzi Rorschach i udowadnia mnie, wielbicielowi oryginału, że to, co prezentuje się dobrze w komiksie czy książce, nie musi się prezentować dobrze na ekranie. Jego przydługi monolog rozprasza i przeszkadza w budowaniu klimatu. Wróć. W komiksie monolog Rorschacha skończył się, gdy ten wszedł do budynku. Jednak Snyder to spieprzył. 🙂 Dziennik Rorschacha sprawdza się w dwóch momentach filmu – podczas odwiedzin u Laurie i Manhattana oraz na końcu.

    Jackie Earle Haley jako Rorschach sprawdza się bardzo dobrze – ma odpychającą, brudną gębę i zimne spojrzenie. ALE. Czy gdzieś było powiedziane, że Walter Kovacs razem z Bruce’em Waynem chadzał na koncerty heavy metalowe? A może obaj są synami Clinta Eastwooda z nieprawego łoża? W komiksie wyraźnie zaznaczone było, że Rorschach mówi monotonnie i obco (coś, jak filmowy Manhattan), a w filmie właśnie wrócił z koncertu, gdzie chlał i jarał na potęgę. Oprócz tego Haley zagrał świetnie, ale nie podobają mi się wybuchy Rorschacha. Tym, co go odróżniało od większości typowych, fikcyjnych psycholi było to, że Rorschach był całkowicie spokojny i opanowany – to przecież Kovacs krzyknął "O, matko!", kiedy Rorschach mordował psa. Był jak John Ryder czy John Doe, a nie jak Stansfield. Tutaj się to zmienia, przez co postać nie jest aż tak przerażająca i intrygująca jednocześnie. Powiedziałbym nawet, że przez swój ludzki gniew jest trochę wygodniejsza dla widza.

    Z resztą obsady już jest średnio. Patrick Wilson i Jeffrey Dean Morgan sprawdzają się w swoich rolach dobrze. Nie licząc paru słabszych momentów Wilsona i początkowej sekwencji Morgana (głównie to "zasługa" mejakpu) jest porządnie. W okresie wietnamskim Comedian wypada świetnie, a dodanie "fucków" do jego dialogów (w komiksie są tylko "shity" i "goddamny") to duży plus. To jedyne, czego zawsze brakowało mi w "Watchmen". Billy Crudup prawie nie gra, ale gdy pojawia się na ekranie to trudno było mi nie przeżywać jego historii. Cała opowieść Manhattana jest rewelacyjna i nie mogę się doczekać aż ktoś ją wytnie z wydania DVD i wrzuci na YouTube. 🙂

    Matthew Goode jako Ozymandias prezentuje się jak pipa. Jedyny przebłysk charyzmy prawdziwego Veidta mamy przed spotkaniem z Dreibergiem, gdy Adrian rozmawia z dziennikarzem. Jego sepleniący obcy akcent i wygląd emo nastolatka jest absurdalny. Czy Goode przespał się z kimś żeby dostać tę rolę? Tak jak przewidywałem, w większości filmu wypada jak socjopata i faktyczny "evil genius", a nie ciepły, naprawdę chcący dobrze humanista. Jego strój łaskawie przemilczę.

    Najsłabszym ogniwem aktorskim tego filmu są panie. Malin Akerman i Carla Gugino w niemal każdej scenie wypadają sztucznie i amatorsko. Gugino ma chociaż jedną dobrą scenę (gwałt), ale kiedy pojawia się w parze z Tą-Co-Pokazuje-Cycki (to, zdaje sie, pseudonim artystyczny Malin Akerman) to wszechświat eksploduje. Ich pierwsza wspólna scena to żenada. W przypadku Akerman nawet nie będę pytał czy się z kimś przespała, żeby dostać tę rolę, bo to pytanie retoryczne. 😉

    W filmie znajdują się raptem dwie świetne sekwencje (opowieść Manhattana i intro), a do tego większość scen z Rorschachiem wypada zadowalająco. Niestety, oprócz tego oglądamy całe mnóstwo scen, które albo są miałkie i nijakie, albo są beznadziejne i śmieszne. Wśród śmiesznych mamy takie błyskotliwe dodatki, jak skaczący niczym Spider-Man Ozymandias, przezabawna scena seksu w rytm Hallelujah (o muzyce za chwilę) czy też hołd dla mojego ulubionego filmu z Seagalem "Out for Justice": walka w więzieniu, gdzie bandytom najwyraźnie wyłączono Sztuczną Inteligencję, bo wybiegają na Nite Owla i Silk Specter tylko po to, żeby dostać po ryju.

    Wspomniałem o muzyce. Na siłę wciśnięto muzykę z lat 80-ych w sceny, do których albo nie pasują ("All along the Watchtower"), albo są łopatologiczne ("Everybody wants to rule the world"), albo zwyczajnie niepotrzebne i antyklimatyczne ("The Sound of Silence", wspomniane "Hallelujah"). Najbardziej kuriozalne było użycie "99 luftbaloons", które ani nie pasowało, ani nie było potrzebne i spowodowało jedynie, ze wybuchłem śmiechem. Przy pozostałych miałem na twarzy "jedynie" uśmiech politowania. To jeden z najlepszych elementów filmu. Najlepszych, bo najzabawniejszych. Przecież Snyder nie zrobił tego na poważnie, prawda? Prawda?

    Nie od dziś wiadomo, że Zack Snyder ma subtelność i inteligencję młota pneumatycznego. I tak na przykład już w intrze dowiadujemy się, że Adrian Veidt jest gejem, a Edward Blake zamordował Kennedy’ego. Obie rzeczy zostały w fascynujący sposób jedynie zasugerowane i niedopowiedziane w oryginale, a tutaj po prostu są rzucone widzowi w twarz. Podobnie jest z tym jak Comedian wspomina Bernsteina i Woodwarda. Z kolei w zakończeniu zostajemy brutalnie obici łopatą z napisem "Blake jest ojcem Laurie". To jak scena z kreskówki o króliku Bugsie. Wielkie strzałki poustawiane przez kaczora Duffy'ego wskazują na króliczą norę, jednak, żeby biedny Elmer Fudd na pewno ją zauważył, Duffy musi mu powiedzieć wprost, że nora jest tam, gdzie wskazują strzałki.

    Dialogi w większości wypadają okej, chociaż – ponownie – podejście na kolanach (a może brak umiejętności) Snydera było wielkim błędem. Duża część dialogów przeniesiona w sposób, jaki on to zrobił wypada niesamowicie sztucznie. Jedna postać pozwala drugiej na monolog, podczas gdy sama stoi w miejscu. Rzadko zdarza się, by postacie zaangażowały się w żywą wymianę zdań.

    Duży plus za dbałość o szczegóły takie jak wystrój, plakaty czy sprzęt. Plastik, który tak widać w zwiastunach i slow/speed motion nie ma tak wiele. Inna sprawa, że gdy slow-motion się pojawia to jest zwykle w kompletnie debilnym momencie (skaczący z Archie'ego Comedian czy odwracająca się podczas wybuchu Silk Spectre). Z kolei charakteryzacja jest okropna. Naprawdę – dlaczego do roli Richarda Nixona zatrudniono muppeta? Kostiumy Nite Owla (brak brzucha), Silk Spectre i Ozymandiasa są beznadziejne. Oryginał był kiczowaty w przypadku Nite Olwa zamierzenie, ale to tu, to szczyt wiochy (i to jeszcze takiej, próbującej nie być wiochą).

    Parę słów o różnicach między komiksem a filmem i zakończeniu.

    Spoilery.

    Wspominałem już o zmianach w postaci Rorschacha, ale szkoda też porzucenia kompletnie pochodzenia Sally Jupiter. Sally, naprawdę na nazwisko miała Juspeczyk. Sam akcent Polski był miły, choć nie tylko o to w tym chodzi. W moim odczuciu zawsze dodawało to do postaci Sally i Laurie oraz ich relacji. Sally ukrywała swoją prawdziwą tożsamość i zaprzeczała polskim korzeniom (co zresztą w tamtym okresie było całkiem normalne) i przyjmowała klasyczną superbohaterską postawę negując wszelkie powiązania z Polakami (tj. swoim "alter-ego"). Z kolei Laurie, która zbuntowała się przeciwko matce ostentacyjnie poprawiała wszystkich, którzy nazywali ją "Jupiter" miast "Juspeczyk" i nigdy nie ukrywała prawdziwego nazwiska swej rodzicielki. To moim zdaniem jeden z wielu smacznych dodatków, o które dbał Alan Moore pisząc komiks.

    Jeśli chodzi o zakończenie to jestem zaskoczony, że jest dokładnie takie, jak przewidywałem tj. głupie. Abstrahuję już od niesamowicie komicznej sceny walki (Ozzy robiący unik skacząc w górę). Pomysł wykorzystania Manhattana do tego od początku wydawał mi się śmieszny i wcale nie zmieniło się to po obejrzeniu filmu. Ludzie żyją teraz w strachu przed czymś, czego nie da się pokonać – doświadczyli już dra i znają go. Ba, spokojnie mogą wyniknąć z tego dodatkowe konflikty, bo w końcu dlaczego jakiś kraj, w którym nie wysadzono bomby nie miałby być wspólnikiem dra? Albo nawet sama Ameryka? "Obcy" i zapisane w nim telepatyczne, straszne obrazy z komiksu są bardziej wiarygodne, bo nie tylko działa na racjonalną stronę ludzi, ale też podświadomą i emocjonalną, dzięki telepatycznemu impulsowi.

    Nie mówiąc już o tym, że istnienie Bubatisa w filmie nie ma większego sensu. Ani nie został on użyty do wzbudzenia sympatii u Veidta, ani jako dowód, że ten "kalmar" mógłby zostać stworzony. Jedyny plus w stosunku do oryginału to rozpacz Nite Owla (vaderowskie "NOOOO!" było przezabawne! :)).

    Po spoilerach. 😉

    Zack Snyder wyraźnie chciał, żeby ten film był jego opus magnum. Wielkim dziełem, które doceni Akademia, krytycy i fani. Chciał, ale nie ma do tego umiejętności, talentu, ani inteligencji. Brak mu wyczucia i subtelności. Może najwyżej trzymać kamerę albo robić zdjęcia, a potem dawać się opieprzyć Christianowi Bale'owi. W rezultacie Snyder zrobił obraz niesamowicie odtwórczy, płytki, upozowany i sztuczny, przez co często komiczny i nudny, choć wizualnie – jak na przykład "Transformers" – interesujący.

    3/10

    Wniosek: przeczytaj komiks, zamiast oglądać film.

    #2660
    Crov
    Member

    Współautor "Torso", "Powers" (za jakiś czas jako serialu na FX) i wielu innych świetnych komiksów, Brian Michael Bendis po obejrzeniu filmowych "Watchmen":

    [url]http://blogs.myspace.com/index.cfm?fuseaction=blog.view&friendId=108953353&blogId=474251264[/url]

    #2649
    Crov
    Member

    [quote][b]garret napisał/a:[/b]Wiem, że od ekranizacji komiksu trudno wymagać logiki czy akcji przzyczynowo-skutkowej[/quote]
    Poważnie? Dlaczego? Mnie nie trudno. 🙂

    [quote]Nie wierzę, że nie mozna nakrecic porządnego filmu na podstawie Punishera ale niestety 3 podejscia i 3 wtopy.[/quote]
    No właśnie. Mnie też zastanawia, że z tak zacnego i typowo filmowego pomysłu, który przecież już od wielu lat jest bardzo rzadko wykorzystywany w kinie nie zrobiono dobrego, poważnego filmu sensacyjnego. Po prostu prawa trafiły do niewłaściwych ludzi – LionsGate.

    Oni mają poprzestawiane we łbach. Dziw bierze, że, kiedy scenariusz do Punisher: War Zone napisał Kurt Sutter (jeden z głównych scenarzystów The Shield) to producenci wzieli jego tekst i kazali grupie pisarzyn praktycznie napisać od nowa. Do tego najwyraźniej żaden z producentów na planie nie stwierdził: "No, to będzię gówno…" To wiele tłumaczy.

    #2634
    Crov
    Member

    Zgadza się:

    "…ale gdyby emocje ciągle buzowały na tym poziomie to serce widzowi by eksplodowało."

    Gdybyśmy dostali emocjonalnie wybuchowe zakończenie to byłoby jak dochodzenie bez ejakulacji. 🙂 Zakończenie [i]nie powinno[/i] być tak miażdżace i druzgocące jak na przykład finał piątego sezonu. Nie mógłbym się jednak zgodzić, że emocji w zakończeniu "The Shield" nie było mnóstwo. Spotkanie rodzinne, list na kiblu, zdjęcia w pokoju przesłuchań, spojrzenie na broń? Mocne, cholernie dobre sceny.

    #2632
    Crov
    Member

    [quote][b]garret napisał/a:[/b]
    A The Shield, swietnie, wciaz pamietam jak dal mi po mordzie sam pilot ale po 7 sezonach spodziewalem sie ciekawszego zakonczenia.[/quote]
    No, też liczyłem, że przylecą kosmici i będzie więcej wybuchów. 😉 Ale poważnie – co masz na myśli? Dostaliśmy konkretne zakończenie, które ani nie spłyca wszystkich dotychczasowych problemów powiedzmy do strzelaniny, ani nie jest totalnym hejpi endem (dla pewnych osób w ogóle nie jest). Idealnie wpasowuje się do reszty obrazka. Brakuje mu może emocjonalnej miazgi, jaką był finał piątego sezonu, ale gdyby emocje ciągle buzowały na tym poziomie to serce widzowi by eksplodowało.

    I – [i]come on[/i] – "The Shield" to nie jest świetny serial. To serial wybitny. 🙂

    #2631
    Crov
    Member

    Moja pseudominiquasimikromodo-recenzja.

    Z miejsca zaznaczam: to nie jest film o Punisherze, jakiego bym chciał. Punisher zasługuje na poważny, mocny dramat sensacyjny (z Rayem Stevensonem w roli głównej).

    ALE!

    [i]"Hey, I axed you a question! You don't answer. Guess I have to axe it again."[/i]

    To idealny film do obejrzenia przy piwie z kumplami. Totalny pełen brutalnych momentów kicz. Gdybym nie kojarzył aktorów grających w tym filmie to byłbym w stanie uwierzyć, że to zremasterowane wydanie jakiegoś kultowego sensacyjniaka klasy B, który ongiś stał na półce w wypożyczalni wideo obok filmów z sensei Seagalem czy Czakiem (którego półobrót zamienił ostatnio serce L.U.Ca na głowicę Kasprzaka). Mamy maksymalnie przerysowane czarne charaktery (Jigsaw i Looney Bin Jim), które im dalej w film tym robią się śmieszniejsze. Apogeum to scena, w której Jigsaw i Looney Bin Jim przemawiają do bandytów na tle amerykańskiej flagi wyświetlanej na ścianie. Mamy mnóstwo walki i strzelanin, które ZAWSZE oznaczają mnóstwo krwi i brutalności.

    Ogółem jest tu to czego można oczekiwać od klasyki ery wideo:
    1) głupie, sztuczne dialogi
    2) głupawe one-linery i gry słowne (patrz: powyżwszy cytat)
    3) przerysowane aktorstwo
    4) sztampowe ckliwe momenty
    5) mega-hiper-brutalność
    6) FALO-LAWINO-ERUPCJO-EREKCJA pijackiej zabawy (która zapewne jest jeszcze lepsza oglądając film z kumplami przy większej ilości alkoholu – co zamierzam prędko sprawdzić :))

    Swoja droga mamy nawet motyw znany z sequeli filmów o superbohaterach – Frank Castle postanawia przestać zwalczać przestępczość. W tym wypadku twórcy wiedzieli, że widz nie jeden film widział, więc Castle po około pięciu sekundach wraca i postanawia dalej być Punisherem. Ciekawe jest też to, że Punisher nie ma oporów zabić na przyjęciu żony mafiosa i momentalnie skręca jej kark. O.

    Jedyne, czego mi szkoda to Raya Stevensona. Gość jest strasznie fajny i świetny jako Punisher (bez wątpienia najlepsza i najbardziej poważna rola w filmie). Jest idealnym Punisherem (tylko uczesanie ma cienkie, ale nie jego wina). Mam nadzieję, że chłop teraz nie zapija się w domu z powodu porażki w box office. Podobnie ma się sprawa z Dominickiem Westem, tyle że jego rola się tu nie marnuje. 🙂

    Zakończenie jest mega-zarąbiście-wyrąbiste. 🙂 Film, który kończy się słowami [i]"Oh God, now I've got brains splattered all over me…"[/i] NIE MOŻE być zły. 🙂

    Ocena? Barney Stinson mówi: [color=red][b]AWESOME![/b][/color] Absolutny kult.

    Chociaż mam nadzieję, że następny film o Punisherze nie będzie już od LionsGate i będzie robiony na poważnie (najlepiej przeze mnie :)) to ten jest ekstra! 😉

    A tu kilka fot, żeby zainteresować konserów:

    [img]http://img232.imageshack.us/img232/7935/dominicwest.png[/img]
    James McNulty (w roli Dominica Westa) jako Billy the Beaut pokazuje palcem na faceta.

    [img]http://img365.imageshack.us/img365/127/digso.png[/img]
    [i]"Billy is dead. From now on you call me… Jigsaw."[/i] – mówi Billy the Beaut aka Jigsaw. Cytaty przejdą do klasyki kina.

    [img]http://img7.imageshack.us/img7/6692/looneybinjim.png[/img]
    Brat Billy'ego, Looney Bin Jim. Na załączonym obrazku konsumuje wnętrzności szpitalnego pracownika.
    Jak powiedział Jigsaw: [i]"He's doin' just great."[/i]

    [img]http://img410.imageshack.us/img410/3708/rakietauderza.png[/img]
    Rakieta wystrzelona przez Punishera trafia w przeskakującego z dachu na dach bandziora.

    [img]http://img4.imageshack.us/img4/848/dramatycznymoment.png[/img]
    Film jest wypchany momentami pełnymi wzruszeń i łez.

    [img]http://img16.imageshack.us/img16/3295/nabolglowyapap.png[/img]
    Pani Goździkowa przed łyknięciem Etopiryny.

    [img]http://img172.imageshack.us/img172/9944/impreza.png[/img]
    To perfekcyjny film na taką imprezę…

    [img]http://img23.imageshack.us/img23/1521/impreza2.png[/img]
    …albo na taką.

    [img]http://img100.imageshack.us/img100/2756/orator.png[/img]
    Jigsaw w budującym morale przemówieniu.

Viewing 7 posts - 1 through 7 (of 7 total)