Avatar
Homepage › Forumy › Na naszych ekranach › Filmy, filmy, filmy › Avatar
- This topic is empty.
-
AutorPosty
-
16 grudnia 2009 o 09:22 #3693
yuti-ra
MemberMusisz być strasznie nudnym facetem skoro w czysto rozrywkowym kinie doszukujesz się jakiejś ukrytej agitacji, kto tak naprawdę będzie na to zwracał uwagę… no i gratuluje poczucia estetyki jeśli nie jesteś w stanie zauważyć piękna przedstawionego świata i docenić wkład pracy weń włożony. Lewacka propaganda… a kto choć raz nie zatęsknił do życia bez wszędobylskiej dominacji zysków i strat, gdzie życie ludzkie jest mniej warte niż ropa po której ci ludzie chodzą… wiadomo utopia ale na szczęści jeszcze wolno marzyć…
16 grudnia 2009 o 10:54 #3694yuti-ra
MemberNo i stało się to czego wielu się obawiało, prawdopodobnie przez wersję dla imaxa film został ostro pocięty, niema wielu scen z trailera, a sceny z ziemi całkiem poszły do kosza, pewno to celowy zabieg by zachęcić do kupienia directors cut na blu ray…
16 grudnia 2009 o 11:02 #3695derek
Memberyuti-ra, nie rozśmieszaj mnie, człowieku. pojęcie o lewactwie i kapitalizmie to ty masz takie samo jak autorytet w tych sprawach, czyli pan Wojciech Orliński. gołym okiem widac, że w zyciu własnego biznesu nie prowadziłeś, skoro sypiesz takimi infantylnymi hasełkami.
a że Cameron będzie ładował do łba eko-przesłanie połączone z naiwnym, ekumenicznym sloganem "kochajmy się" to już przesądzone. ciekawe, czy na końcu pojawi się plansza z napisem: "każdy dolar na walkę z globalnym ociepleniem może uratować życie twoim dzieciom".
[quote]Musisz być strasznie nudnym facetem skoro w czysto rozrywkowym kinie doszukujesz się jakiejś ukrytej agitacji, kto tak naprawdę będzie na to zwracał uwagę…[/quote]
no na pewno nie ogłupiona hołota, która po wyjściu z kina zawoła: "efekty były awesome!!!!!!111111"
16 grudnia 2009 o 11:21 #3696Rif Starfire
ParticipantEko-przesłanie może być ciekawe, jeśli zostanie zgrabnie podane przez Camerona, a na to się zanosi. Bynajmniej na ten film nie idziemy dla przesłania, a jeśli jakieś będzie, to ocenimy i pokłócimy się po seansie. Nie psujcie atmosfery przedświątecznej 🙂
Smuci mnie, to o czym napisał yuti-ra, czyli brak ziemskich scen. Jak dobrze rozumiem scena w barze i rozmowa z heroldami złych wieści (tak ich nazwę, żeby nie spoilerować) poszła się walić na… DVD? 😐
16 grudnia 2009 o 13:18 #3697Craven
MemberFilm to pewna całość. Dziwi mnie, że niektórzy potrafią go przyjmować wybiórczo. Masa ludzi zachwyca się drugimi Transformerami bo wybuchy, bo efekty a ma gdzieś totalny brak scenariusza. Inni będą się zachwycać niezłą historią, mimo, że aktorstwo ją przekreśla jeszcze inni twierdzą, ze potrafią obejrzeć film i nie zwrócić uwagi na zupełnie odjechane wykonanie.
16 grudnia 2009 o 13:55 #3698yuti-ra
MemberSam uważam że walka z globalnym ociepleniem to mit… po prostu nie widzę sensu chodzenia na czysto rozrywkowe kino by się potem rozdrabniać na temat tego czy jego autor ma takie a nie inne poglądy polityczne… poza tym chyba każdy żyjący człowiek miałby czasem ochotę urwać się do miejsca bez wszędobylskiej kontroli urzędu skarbowego ;), prowadziłem działalność, więc na pewno i ty wiesz co mam na myśli, pozdrawiam Derek.
Scena w barze chyba jest, wycieli sceny z ulic i ogólne panoramy miasta, z paru concept artów które wypłynęły do sieci miasto trąci klimatem blade runnera… żal trochę
16 grudnia 2009 o 15:27 #3699derek
Member[i]poza tym chyba każdy żyjący człowiek miałby czasem ochotę urwać się do miejsca bez wszędobylskiej kontroli urzędu skarbowego Wink, prowadziłem działalność, więc na pewno i ty wiesz co mam na myśli, pozdrawiam Derek.[/i]
a zatem nie gadaj bzdur, że lewactwo to cudowna utopia, bo lewactwo to jest nic innego jak wszechobecna kontrola fiskusa i opodatkowanie każdej twojej działalności, od kupowania skarpetek po oszczędności na lokacie w banku. kapitalizm nie ma z tym nic wspólnego.
ok, możemy wrócić do Avatara – efekty będą awesome, koniec filmu, nara:)
16 grudnia 2009 o 15:54 #3701Dickblaster
MemberFabuła fabułą, bez "killswitcha myślenia" się pewnie nie obejdzie. Ale dla niesamowitej techniki 3D nie zaszkodzi obadać. Do ajmaxów zresztą chyba nikt nie chodzi żeby dowiedzieć się jak długie glony rosną w czymś tam gdzieś tam, tylko żeby zobaczyć, jak wieloryb wypływa z ekranu. Jeżeli nie wycieli jakichś wyjątkowo epicznych scen, to mi nie szkoda.
16 grudnia 2009 o 16:09 #3702Red
ParticipantDickblaster – większość ludzi z reguły chodzi na takie filmy, by zobaczyć wyjątkowo epiczne sceny, więc o to bym się nie martwił.:)
Nie wiem, czy ktoś już zarzucił link, ale pojawiła się nowa scenka z zaklinaniem latającego jebadła:
16 grudnia 2009 o 18:28 #3703yuti-ra
MemberW tym 3 minutowym klipie jest więcej epy niż w całym 2012, ech a do 27mego tak daleko, nic już więcej nie oglądam, za dużo już tych klipów a apetyt rośnie w miarę jedzenia
18 grudnia 2009 o 15:00 #3704TrueCouchSurfer
ParticipantHmm, byłem bardzo sceptycznie nastawiony do filmu i nadal jestem – bo cukierkowy, bo za dużo CGI, bo Camerron za bardzo pod Hollywood, itp.
No i się zdziwiłem, że zamiast nowych Gwiezdnych Wojen jest film który dostaje bardzo dobre recenzje od krytyków (96% na RT – Top Critics, 81% – Overall) i 82 na Metacritic, zachowując przy tym dobry wynik na IMDB – 8,4.
Jakkolwiek by nie traktować filmu – czy rozrywkowo, czy jako formę sztuki (brzmi patetycznie, ale chodzi o wrażenie estetyczne, budowane przez muzykę, fabułę, obraz itp) przy takich reckach na pewno warto stracić chwilę czasu.
Przy okazji ocenianie filmów w demokracji przez pryzmat myśli politycznej, która może się roić gdzieś w tle, uważam za totalny bezsens.
18 grudnia 2009 o 19:11 #3706Broken Fang
Memberhttp://www.youtube.com/watch?v=78q19GuWpMw&feature=sub
Recenzja filmu by Spill.com
18 grudnia 2009 o 20:49 #3707Red
Participanthttp://www.blu-ray.com/news/?id=3932 – Cameron opowiada o wydaniach na BD i BD-3D i o usuniętych scenach.
Avatar ma teraz średnie 8.7 na imdb.com i 7.4 na Zgniłych Pomidorach (oceny użytkowników), więc wygląda na to że jest tak jak przewidywałem: bardzo dobra przygodówka, a nie druga Nowa Nadzieja.:)19 grudnia 2009 o 21:19 #3710kompan
Memberjesli widzieliscie tanczacego z wilkami i bravehearta to znacie juz fabule avatara. sry za spoilery…efekty sa spoko nawet bardzo ale imo to duuuzo za malo zeby mowic o filmie, ktory ma odnowic kinematografie. chyba, ze ktos czeka na pornole z marylin monroe i charlie chaplinem. prawdopodobnie mam wrodzona odpornosc na oczojebnosc 3d i pewnie sie naraze, ale tytul "pelnego zwrotow akcji i finezji filmowego studium miedzygatunkowego konfliktu kulturowego" otrzymuje bezapelacyjnie district 9. no i byli w nim afrykanscy, wybuchajacy komandosi, a nie romantyczne nerdy-pierdy i swiecace trawsko. jedyny plus jest taki, ze moze sie nachapia i w koncu zbiora kase na alite 🙂
maly offtop. jak to jest, ze w malzenstwie cameronow to jego zona ma od pewnego czasu jaja, zeby robic dobre, meskie kino? (ocena moja i czysto subiektywna)
22 grudnia 2009 o 00:07 #3712podloopom
Participant[b]Avatar – czyli jak w ciągu dwóch i pół godziny o mało co nie przedzierzgnąłem się w ekooszołoma.[/b]
Jakieś dwa lata czekania, największy nerdoszał od czasu Matrx: Reloaded i wreszcie nadejszła wiekopomna chwila, kiedy dane mi było obejrzeć pierwszy film Camerona od czasu Titanica.
Od razu powiem – mam cholerny dysonans związany z Avatarem – z jednej strony porażająca warstwa wizualna (parafrazując wideoreckę nerda zza oceanu: "Avatar left my eyes totally fucked" ), a z drugiej fabuła, która mimo tego iż zgrabnie poprowadzona, jest po prostu potwornie miałka i do bólu przewidywalna.
Cameron funduje widzom klasyczną opowieść o rytuale przejścia. Mamy tu wyraźny podział na trzy fazy. Fazę pierwszą – wyłączenia, kiedy to Jake Sully zostaje zabrany z ziemi na Pandorę. Owo wyłączenie jest totalne – Jake z racji swojego kalectwa początkowo jest obiektem kpin koroporacyjnych żołnierzy, dr. Grace Augustine daje mu do zrozumienia, że naukowcom również się nie przyda, bo jest zwykłym "dumbassem", w końcu – rzecz oczywista początkowo nieufni wobec niego są Na'vi. Potem następuje faza marginalna – w trakcie której nasz protagonista powoli wkupia się w łaski tak wojskowych jak i jajogłowych, oraz zdobywa kolejne naviskillsy. Na koniec faza włączenia, kiedy Jake zostaje pełnoprawnym członkiem plemienia. Nie chcę tutaj wdawać się w szczegóły, żeby przypadkiem nie wyjechać z jakimś spojlerem, niemniej jednak, jest to schemat fabularny będący swego rodzaju kodem kulturowym i jest doskonale znany większości odbiorców (nawet, jeśli ci nie mają pojęcia, że mają do czynienia właśnie z rytuałem przejścia).
Oczywiście cała historia poprowadzona jest bardzo sprawnie. Cameron odpowiednio dawkuje dowcipy (z których niektóre i tak są dość oklepane) a dialogi nie rażą nawet wtedy, kiedy bohaterowie wypowiadają wyjątkowo patetyczne kwestie. Akcja nie siada nawet na chwilę – pojawiające się przed premierą plotki okazały się niestety prawdą i w filmie nie pojawiają się sceny pokazujące ziemię – historia rusza z kopyta na orbicie Pandory i nie zwalnia nawet na chwilę. "Sceny gadane" przerywają sekwencje akcji sporadycznie i tylko na chwilę, a i tak w sporej części z uwagi na oprawę wizualną i tak potrafią zatykać dech w piersiach.
W każdym razie, Cameron potrafi opowiadać historię. Niezależnie od tego czy to romans na parostatku czy opowieść o chłopcu i jego robocie, czy też o złych kapitalistach i kucykach pony, zawsze ogląda się toto dobrze i bez szczególnego psychicznego dyskomfortu. Niemniej jednak – oglądając "Avatara" człowiek co chwila doświadcza deja vu i mamrocze pod nosem: "ku*wa, już gdzieś to widziałem". JC zbudował z prefabrykatów prościutką jak konstrukcja cepa historyjkę, żeby dostarczyć masowemu widzowi prostej przyjemności odkrywania doskonale sobie znanych elememtów. Ale cóż – jak sie wydało na film 250 milionów $ to nie miejsca na eksperymenty.Podobnie jest z postaciami – Sully to klasyczny życiowy rozbitek który w nowych warunkach zaczyna żyć pełnią życia i jedocześnie kolejny topos – bohater kulturowy. Pochodzi spoza społeczności na rzecz której działa, w pewnym momencie udaje mu się dokonać wyczynu znajdującego się poza zasięgiem przeciętnego na'vi (a jakżeby inaczej) i ujawniając swoje nadnaturalne cechy staje się opiekunem grupy. Dalej mamy Neytiri – księżniczkę obcych, "bad to the bones" Quaritcha i pilotkę śmigłowca graną przez Michelle Rodriguez, która przechodzi klasyczną przemianę wewnętrzną. Czyli na kolejnym froncie Cameron ani na jotę nie wybiega poza schemat.
Inna sprawa to motyw erotyki międzygatunkowej – twórcy Avatara na pewno bardzo się starali, żeby Neytiri wyglądała apetycznie i do pewnego stopnia im się to udało. Niemniej jednak sam wątek miłosny jest – moim zdaniem mocno naciągany. Ciężko mi uwierzyć w to, że człowiek którego umysł zostaje przeniesiony do ciała istoty innego gatunku zaczyna odczuwać pociąg do samic tegoż gatunku. To mniej więcej tak, jakby człowiek który znalazł się w ciele jelonka nagle zaczął odczuwać pociąg do łań. Doprawdy – trzeba być fanbojem pokroju morfeo z forum filmwebu, żeby ślinić się na widok niebieskiej laski z ogonem.
W ten właśnie sposób otrzymujemy wystawny i chwytający za serce paszkwil na cywilizację zachodnią. Ja rozumiem, że można odczuwać tęsknotę za naturą. Koniec końców na pewno życie w kulturze łowiecko – zbierackiej to musi być super sprawa, ale – do licha – wyczuwam tu pewien fałsz. Cameron z jednej strony zachłystuje się miłością do natury (uwierzcie mi – w niektórych momentach poziom sentymentalnych ekoblubrów przyprawia o mdłości), z drugiej strony z kolei, żeby dać upust tej miłości zaprzegnięto niesamowitą technologie i olbrzymi kapitał. Sztab grafików WETY siedząc przed komputerami i jedząc żarcie na telefon, pierdząc zapewne emitował do atmosfery tyle gazów cieplarnianych co elektrociepłownia Bełchatów. Ja bynajmniej tego nie kupuje – kupie dopiero jak JC pokaże papier, że w trakcie kręcenia nie wyprodukowano choćby metra sześciennego CO2. Wtedy sam zostanę Avatar – worshipperem.
Dobra – ponarzekałem sobie, to teraz pora powiedzieć o tym, co dobre. Jak już napisałem na wstępie wizualnie "Avatar" po prostu poraża. Gość z którym byłem na seansie po wszytskim stwierdził, że "to była heroina podawana doocznie". I miał sto procent racji. Rozmach scen akcji i bijąca z nich epa jest wręcz niesamowita. Efekt 3D sprawdził się doskonale. Przez większość filmu jest niemal niezauważalny w tym sensie, że brak chyba jakichkolwiek scen nakręconych (wyrenderowanych???) specjalnie po to, żeby zachłystywać się trójwymiarem. Nie ma wyskakujących w strone kamery potworków ani lecących przedmiotów. Cameron nie szpanuje nawet w scenach dziejących sie w powietrzu. To po prostu, zupełnie nowa forma doświadcznia rozrywki.
Uważam, że tym filmem Cameron na nowo zdefiniował pojęcie kina akcji.
Osobną sprawą jest jakość CGI i głęboko już dyskutowany "fotorealizm". Nie ma cienia przesady w stwierdzeniu, że Cameron nie zrobił tej dżungli w komputerze tylko znalazł w kosmosie porośnietą drzewami planetę i pojechał tam z kamerą. W scenach rozgrywających sie w dżungli widz po prostu się zatraca. Trudno mi powiedzieć, czy to dlatego, że odwzorowanie rzeczywistości jest tak dobre, czy po prostu w ogólnym natłoku CGI człowiekowi zaczyna być wszystko jedno – po prostu tak jest i już.
Podobnie jest z wirtualnymi aktorami. Jak już pisałem po avatardeju – nie wiem, czy to rewolucja, ale na pewno o kilka długości wyprzedza wszystko co do tej pory pokazano w kinie. Neytiri i Jakie (z akcentem na Neytiri) to jak do tej pory najbardziej szczegółowe i najlepiej zanimowane postaci CGI jakie dane mi było oglądać. Także w ich przypadku po niedługim czasie człowiek zampomina że ma do czynienia z animkami. Ich ruchy, gra mięśni pod skórą, mimika, w końcu spojrzenie, są niesamowite.Trochę przydługi mi wyszedł ten post i odonoszę wrażenie, że w kilku miejscach przeczę sam sobie, ale – jak napisałem na wstępie – odczuwam w związku z tym filmem zajebisty dysonans.
Tyle.
-
AutorPosty
- You must be logged in to reply to this topic.