Bond naszych czasów, ale to nadal Bond. Rzeczywiście druga część filmu idzie w nieco innym kierunku, w kierunku… batmanowym.
Bez zbędnego naciągania druga połowa jest pełna analogii do historii Bruce'a Wayne'a. Wystarczy wymienić: śmierć bogatych rodziców, gdy Bond był dziecięciem, służący, rezydencja rodzinna z tajnymi zakamarkami. Do tego MI6 i sprzętowi pomagierzy, to niemal Wayne Industries. Walczy z przestępcami będąc w cieniu. Nawet w finale, gdy Bond stoi w heroicznej pozie na dachu spoglądając na Londyn, brakuje mu tylko peleryny, by można nadać mu tytuł Strażnika Anglii.
Ponadto szwarc charakter miał w sobie nieco z Jokera i na upartego z Bane'a. Twist z więzieniem jak nic zaczerpnięty z TDK.
Nie wstrząsnął mną jak Casino Royale, ale też nie zmieszał jak Quantum of Solace. Całkiem spoko film, który powinien przypaść do gustu miłośnikom 007.