Człowiek, który lubił złe intra
Technika idzie ciągle do przodu. Również w zakresie intr do gierek. Demko, które jeszcze parę lat temu oglądało się jako mega kult z wypiekami na twarzy, teraz budzi wymioty politowania. Z drugiej strony z łezką w oku wspominamy filmiki z żywymi aktormi zamiast współczesnych renderowanych manekinów…
Zapraszam Was na krótką wycieczkę w świat kiedyś-super-teraz-złych intr. Zaczynamy od matki kultowych filmików czyli intra do Resident Evil na PSX. Mega komandosi w akcji, genialne wprowadzenie ekipy na końcu i „No, don’t go!!!”:
A teraz tzw. „filmik na Amidze” – kultowe intro do Cannon Foddera w wersji na Amigę CD32 – MPEG-1, te klimaty. Czad były czasy, kiedy występy w filmikach autorów gier uznawane były za atut:
Niektórzy do dziś pamiętają zapewne intro do Jedi Knighta jako dobre. Niestety muszę zdruzgotać Wasze wspomnienia – zwróćcie uwagę na niebanalną pracę kamery, wyszukaną choreografię walk, a co najważniejsze – oscarowe aktorstwo:
Znowu Amiga – tym razem kultowy Epic. Tu wrażenie robi oszałamiająca liczba kolorów i rozbudowanie modeli 3D, a wszystko okraszone wcale nie bombastyczną muzyką:
Space Hulk – to było intro! Epicka muzyka, czad głosy marines, atmosfera napięcia i zagrożenia – prawie jak film! Czyżby?
Znowu Star Wars i znowu tzw. syndrom wczesnego CD-ROMu. Wyobraźcie sobie, że ludzie ładowali niewiarygodne pieniądze w sprzęt, aby móc oglądać te rewelacje:
I na koniec smaczek dla prawdziwych twardzieli. Amigowskie intro-legenda, czyli Alien Breed Tower Assault w wersji na CD32. Rendery, „aktorzy”, blueboxy – w tych czasach to wystarczyło, aby przeciętny amigowiec dostał ataku serca. Z jakiegoś powodu nie wiem czemu przyjęło się wówczas, że wszystkie statki muszą wyglądać jak z Babylonu 5, a to co mówią postacie tak naprawdę nie jest super istotne:
Dziękuje wszystkim, którzy wytrwali do końca! Za tydzień zamieścimy najciekawsze intra hackerskie na C64, na czele z IKARI.
Co Ty garrett po sieci szukasz? 😛
Dobra, walnalem sie. Przepraszam autora 🙂
No właśnie!