Mist, The/Mgła

Tytuł: The Mist/Mgła
Produkcja: USA, 2007
Gatunek: Horror
Dyrekcja: Frank Darabont
Za udział wzięli: Punisher, Sherminator i inni
O co chodzi: Tajemnicza mgła terroryzuje mieszkańców kingowskiego miasteczka

Heyah

Jakie to jest: Do tej pory tylko dwóch reżyserów potrafiło nakręcić przyzwoity horror na podstawie Kinga – Stanley Kubrick i John Carpenter. Ten pierwszy dlatego, że był wizjonerem i wyciął blubranie Kinga, ten drugi dlatego, że jest mistrzem kina klasy B+ i wyciął blubranie Kinga. Frank Darabont niestety blubrania nie wyciął, więc nie dołączy w najbliższym czasie do tego elitarnego klubu.

Zamysł fabularny wszyscy znają z trailerów, które niestety pokazują znacznie więcej, niżby potencjalny widz sobie życzył: małe miasteczko (oczywiście w Maine) nawiedza gwałtowna burza, a następnie nienaturalna, gęsta w ciul mgła. Sporą grupę mieszkańców mgła ta zastaje w supermarkecie, gdzie robią zakupy po burzy. Szybko się okazuje, że wyjście poza sklep w mgłę kończy się co najmniej śmiercią – stąd nasza ekipa zabarykadowuje się w sklepie i duma nad losem jarzyny.

Protagonistą uczyniono (tradycyjnie kingowsko – artystę) malarza plakatów filmowych (Thomas Jane), który na zakupy przyjechał ze swoim (tradycyjnie kingowosko – problemowym) synkiem. Oprócz niego funkcjonuje jeszcze pani psycholog, pan kasjer-snajper, dwóch rednecków i babcia z dziadkiem. W tłumie znajdzie się też trójka kompletnie bezużytecznych żołnierzy z pobliskiej bazy, którzy przez cały film są, delikatnie mówiąc, mało proaktywni.

Człowiek pochodnia się sprawdza

Jednak to nie wszyscy: ekipa szybko się polaryzuje się na fanów pierdolniętej alleluja-baby, która uważa, że jest łącznikiem z Bogiem, a wokół dzieje się apokalipsa oraz na jej przeciwników. Baba z czasem zjednuje sobie coraz więcej fanatyków, otaczających ją sekciarską czcią, co dla pozostałych bohaterów stanowi coraz większy problem.

Wnet (jeszcze na etapie trailera) wyjaśnia się, co takiego czyha we mgle – cała menażeria przedziwnych stworów od gigantycznych jadowitych insektów, przez pająki różnych kształtów i rozmiarów, pseudo-pterodaktyle, aż po istoty mackowe i inne, też fajne, których tytułem nie spoilerowania tu nie opiszę. Natomiast nie będzie wielkim spoilerem, kiedy powiem, że cała ta afera będzie miała bardzo banalne wytłumaczenie, Half-life’owo oparte o wspomnianą bazę wojskową. No i z tego wynika właśnie mały Half-life w supermarkecie – różne stwory atakują, ludzie radzą sobie jak mogą różnymi sprzętami – przy czym np. szukając wśród ludzi najlepszego strzelca nikt nie wpada na to, by dać jedyny pistolet żołnierzom.

Seryjny zabójca potwórów

Większość akcji filmu schodzi więc na odpieraniu ataków stworów, a także na mniej lub bardziej udanych wycieczkach na zewnątrz sklepu, podczas których odkrywane są kolejne tajemnice mgły. Jednak to nie potyczki z pokrakami są główną osią fabuły – a raczej społeczne potyczki na przekonania, czyli wzmiankowane na wstępie kingowskie blubry. W grupie mamy sporo antagonizmów i nieufności, co już samo w sobie pociąga za sobą ofiary śmiertelne. Ponadto mamy sekciarski fanatyzm pani prorok, który w pewnej chwili staje się w filmie zagrożeniem nr 1. Do swojej, powiedzmy szczerze, dość topornej analizy tego fanatyzmu King dorzuca rozważania nt. upadku moralności człowieka odizolowanego w grupie od cywilizacji – i te właśnie tematy dominują na ekranie. Pomijam, że King kolejny raz wkurza swoim antyklerykalizmem, mając pewnie taką samą wiedzę o kościele jak pan Dan Brown. Pomijam też cholernie prymitywnie teksty sekciary, za którymi idzie tłum – kurde, rozumiem, że Amerykanie są głupi itp., ale na jej bredy nie nabrałyby się nawet retro-gruppies Ojca Dyrektora. King tak już ufa swojej wyćwiczonej dziesiątki razy analizie małomiasteczkowej społeczności, że tutaj już po prostu płynie po falach absurdu, a pozornie realistyczne postacie są wiarygodne tylko w umyśle Pana Pisarza i Franka Darabonta. King byłby usprawiedliwiony w swoim podejściu, gdyby zaprezentował je sensownie, ale tak nie jest. I na te głupoty tracimy 3/4 filmu, podczas gdy na zewnątrz snują się we mgle horrorze potwory! Wielki to grzech przeciw literaturze grozy, nawet zekranizowanej.

Rednecki są w porzo

Sama fabuła to wielki niewykorzystany potencjał. Aczkolwiek akcja toczy się sensowniej niż np. w 30 Days of Night, gdzie bohaterowie głównie siedzieli w chacie, daleko jej do czadu. Nie mówię, że zaraz powinna się zjawić ekipa komandosów z Black Mesy żeby pokazać potworom gdzie raki zimują, ale mogła być pociągnięta bardziej w stronę Silent Hill… gdzie we mgle czai się nieznane, niewidoczne, śmiertelne niebezpieczeństwo. Trochę tej atmosfery tu mamy i w niektórych scenach ocieramy się wręcz o doskonały kult CZEGOŚ BARDZO DZIWNEGO we mgle, ale to tylko momenty. Na dodatek, większość mglanych stworów jest tak banalna designersko, że wygląda jak stworki ze starych gierek. Oczywiście widzimy je też najczęściej w pełnej krasie, bez starego, dobrego „im mniej, tym więcej”.

Bo jak już tyle pojechałem po Kingu, czas się przesiąść na Darabonta. Nie rozumiem, jak koleś o takim doświadczeniu, robiąc film od scenariusza do reżyserii, nie mógł pozwolić sobie na nieco więcej inwencji? Czemu nie mógł lepiej wyważyć relacji w grupie? Ciut rozwinąć postaci głównego bohatera? W tych rzeczach ma chyba wprawę? Samego głównego kolesia – opanowanego, ale podszytego histerią, Jane gra całkiem dobrze. Przydałoby się jednak ciut więcej tła, które wyjaśniłoby nam jego różne postępki (aczkolwiek z drugiej strony na plus należy zaliczyć brak przydługiego wprowadzania postaci, typowego dla Kinga).

Natomiast kompletnie nie ma Darabont wprawy w reżyserii horrorowej. Sceny pełne napięcia wychodzą u niego… długo i nudno. Naprawdę nie ma nic gorszego, niż super dynamiczne ujęcie z ręki, które nagle zaczyna trwać i trwać…i przechodzi w kolejne, podobne. Sceny, które powinny trwać sekundy ciągną się tu minutami i powtarzają się w nieskończoność: Potwór atakuje kolesia 1. Potwór atakuje kolesia 2. Potwór atakuje kolesia 3. Generalnie – im na ekranie więcej akcji, tym nudniej. Hej Frank, i to że masz świetną muzykę, nie oznacza jeszcze, że załatwi ona za Ciebie całą scenę…

Naprawdę trudno to jakoś podsumować. Film jako całość jest mocno średni – i kilka razy w czasie swojego trwania potrafi widza wkurzyć, dryfując w stronę równie „udanego” Dreamcatchera. Jednak jest tu kilka tych scen i kilka momentów, które naprawdę wywołują dreszcz. Parę razy udaje się reżyserowi wykrzesać na ekranie taką atmosferę i napięcie, jakie powinny na nim panować cały czas. I może dlatego właśnie warto go zobaczyć.

Ocena (1-5):
Dramat społeczny: 2
Mgła: 4
Design stworów: 1/5 (zobaczycie, za co)
Fajność: 3

Cytat: Welcome to Sesame Street, kids. Today’s word is ‚expiation’.

Ciekawostka przyrodnicza: Był to chyba najgorzej przetłumaczony film, jaki w życiu widziałem w kinie. Praktycznie każde napisy do divxów są na lepszym poziomie niż to. Tłumacz Darek, jak sam się podpisał, nie tylko nie rozumie gramatycznej koncepcji czasów, ale też obce mu jest użycie rzeczownika w formie przymiotnika czy elementarne wręcz słownictwo. Nie dziwi więc, że wszystko co można było (i co nie można było) zrozumieć opacznie, zostało przez Darka tak zrozumianie. Jakim cudem ten chłopczyk z podstawówki mógł dostać pieniądze za coś tak skandalicznego – nie pojmuję.

Dodatkowo – jeśli ktoś ma zamiar iść na Mgłę do kina w Polsce, niech najpierw poczyta to Buractwo.

Written by: Commander John J. Adams

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

13 Komentarze(y) na Mist, The/Mgła

  1. W większości zgadzam się z autorem recki, film z potencjałem cłakiem zawodowo spieprzony, a najlepsze momenty i kierunki, w których mógł pójść zrobione po łebkach. Poniżej moje żale z innej stronki:
    Film obejrzałem w kinie, więc na moją dalszą opinię nie miał negatywnego wpływu mały ekran. Prawdę mówiąc trochę się zawiodłem (nie czytałem opowiadania Kinga ale chyba z ciekawości po nie sięgnę). Sporo dobrych recenzji, niezłe zajawki i miałem nadzieję, że z ogranego już schematu powstało coś ciekawego. A tu mimo, że film ogląda się nieźle, to wiele rozwiązań jest słabiutkich. Do dobrych zaliczyłbym głównego bohatera, nawiedzoną moherową lasię i jej nawracanych zwolenników, wielkie monstery rodem z Wojny Światów, a także co by nie mówić pewną dozę brutalności i bezkompormisowości. Jedna rzecz jest zarazem plusem jak i minusem w filmie, a mianowicie zakończenie. Z jednej strony fajnie, że

    — spoiler start–
    nie jest to amerykański happy end, a z drugiej jednak wydaje mi się zrobione na siłę – ten zadziwiający brak woli walki, takie łatwe poddanie się, a po podliczeniu naboi w pistolecie już wiedziałem jak się skończy
    — spoiler stop —

    Do pozostałych minusów dorzuciłbym potworki, zarówno te niby-pterodaktyle, jak i pająki (czy ktoś jeszcze nie oglądał z 2-3 filmów o samych pająkach ?!?!?!?) oraz scorpio-owady vel spuchnięte komary. Wykonanie potworków wręcz żenujące, bardziej śmieszyły niż straszyły i to chyba też w dużej mierze psuło horrorowy klimat filmu. Głównie właśnie brakowało mi klimatu i zaskakiwały jakies dziwne przestoje akcji ?! Jeszcze bardziej chyba brakowało mi z kolei większego wglądu w ten

    — spoiler start —
    inny wymiar, z którego pochodziły monsterki
    — spoiler stop —

    Obejrzeć można ale spokojnie na małym ekranie. Moja ocena 6/10.

  2. a ja tylko zacytuję zdanie, z którym się zgadzam:

    "ogólnie czły film średniawy, ale to zakończenie robi taka kaszke z mózgu że ma się wrażenie że film był fajny "

    :]

  3. Film podobał mi się.

    Kórna, nie wiem jak u was, ale jak ja byłem w kinie, w momencie jak ta babcia trafiła tego mohera puszką. ludzie zaklaskali 🙂 .

  4. U nas klaskali jak trafili go czym innym 🙂
    Ale baba moher była tak komiksową postacią, że na tym etapie przez nią wkurzał mnie cały film, a nie tylko ona sama.

  5. A wiecie o tym, ze dystrybitor filmu, bez wyraźnego powodu w wersji puszczenej w polskich kinach obciał 22 minuty? Obcieli duży kawałek z poczatku, kilka scen ze sklepu, moim zdaniem dosyć istotnych
    Mnie się film podobał. Tak nie mogłem doczekac się Waszej recki, ze napisałem swoją, oczywiście gorsza, niemniej bardziej na plus:)

  6. WTF!!!???
    Właśnie to zauważyłem porównując hmmm… różne wersje.
    Wygląda na to, że chłopaki zapomnieli po prostu skopiować jednej rolki….
    K**WA CO ZA SZCZYT BURACTWA!!!!

  7. Dystrybutor się nazywa KINO ŚWIAT i podobno w powyższym temacie rżnie głupa. Ni ewiem czy film byłby duzo lepszy z powodu tych scen ( których, nawiasem mówiąc nawet jeszcze nie widziałem) al en apewno spójniejszy, zwłaszcza, gdy postacie w rozmowach nawiązują do nieistniejacych wydarzeń i dialogów.
    Komandorze, nawet Pan nie odesłałł pustej internetowej koperty na te moje wypociny, które wysłyłałem. Musze przyznac, że napełniło mnie to po same brzegi głebokim smutkiem:/

  8. Już dodałem tekst w stosownym dziale…
    A kopertę odsyłam 🙂

  9. Qrde właśnie taką szmatę-film potrzebuję na zapełnienie nudnego wieczoru pt. "tęskni mi się za Maine"
    JJ ADAMS – thx za reckę

  10. Obejrzeliśmy to, w sumie dno. Kurwa, za przeproszeniem, nie pamietam juz dawno tak dennej końcówki, tak durnego antyreligijnego filmu i takiej nielogiczności w fabule. W sumie i bym mógł wybaczyć skrajną dewocję i sekciarstwo, zwłaszcza w usa… ale koncowa scena w aucie ? co to za gówno ? 4 naboje to 4 pająki. Tak to jest jak sie słucha country w Maine a nie Manowaru w Poznaniu. Dla mnie koncówka zabija i tak mocno przeciętny film. Mocno Kingowski zresztą, na jedno kopyto z Bastionem czy Komórką. Ale najgłupszej na świecie, nie mądrej i nie ludzkiej końcówki nie daruję. Nawet szkoda bo gdyby nie scena w aucie ostatnie minuty miały by niezłą epę.

  11. Widywałem gorsze 🙂

  12. Rowniez widywałem gorsze. Ale w tym przypadku zakonczenie było po prostu najbardizej idiotyczne na swiecie. A mialo byc najbardziej przerazajace wg Darabonta.

  13. Zdecydowanie wolę film Carpentera!Tutaj natomiast zawiodlo prawie wszystko,łącznie z dołującą na maxa końcówką.

Dodaj komentarz