Jakiś czas temu było na ZP. Film obejrzałem i sprawił mi wielką radochę. Całość jakby żywcem wyjęta z dawnych czasów, Fx nie walą po oczach, aktorzy nie skaczą jak małpy po planie…klasyczna zdaje się opowieść, prosto przeprowadzona od punktu A do B. Dodatkowo Purefoy daje jak najbardziej radę, gościnnie pojawia się Rycerz Antonius Block w roli surowego tatusia oraz Pete Postlethwaite. Całość okraszona epicką muzą Klausa Badelta.
Może nie jest to majlstoun filmowej fantastyki, ale przyzwoite oglądadło, do którego z pewnością w swoim czasie powrócę