Reply To: Aliens: Colonial Marines

Homepage Forumy Od rzeczy Blubry Aliens: Colonial Marines Reply To: Aliens: Colonial Marines

#5870
John J Adams
Keymaster

I moja finalna recka, pierwotnie opublikowana na innym forum:

No więc skończyłem to dzieło. Powiem tak: szkoda, że przy ilości pracy, która poszła w grę, fajnych levelach i scenerii na koniec dostaliśmy taką żenadę.

Scenariusz mogę określić tylko jednym słowem – kuriozum. Ewidentnie koncepcja fabuły zmieniała się parę razy i na koniec wyszło to co wyszło: brak wyjaśnienia podstawowych wątków, kwiatki w stylu "facio nie wiedzieć czemu wysadza się granatem w łączniku razem z kumplami", czy rzucane w powietrze dialogi pozostałe po wyciętych scenach (atak crushera w magazynie). Jak dla mnie zero klimatu Aliens i Marines: APC, dropy i sentry skandalicznie niewykorzystane. Kompletny brak klimatu zagrożenia i jakiegoś celu misji: pan dowódca siedzi na luzie w Operations i wydaje rozkazy, generalnie panuje demokracja, cały czas jest mowa o jakiejś wielkiej liczbie Marines na planecie, której niestety w realu nigdy nie spotykamy.

Potraktowanie kanonu też już genialne. Poza powrotem zza grobu znanej postaci mamy jakieś blubry na temat niemożności usunięcia chestburstera (o ile Aliena 4 uznać za kanon). Zjawisko kwasu w ogóle nie istnieje, a sam system obrażeń jest idiotyczny. Fanom Prometeusza, o ile są tacy, spodoba się nawiązanie do tego wspaniałego filmu. Natomiast nie czepiałbym się braku zniszczenia Hadley's Hope przez wybuch reaktora – oczywiście to bez sensu, ale w kategoriach gry do przyjęcia.

Co do zakończenia: całymi latami dokładnie tak sobie wyobrażałem to niesamowite pierdolnięcie w końcowym filmiku Colonial Marines 🙂

o AI nie będe pisał, bo wszystko już powiedziano – zdecydowanie największa wtopa gry.

Technicznie A:CM to katastrofa. Demo z 2011 bazowało na podobnym designie leveli, jednak renderowane było na zupełnie innym poziomie detali (a może i innym enginie/sofcie) niż docelowy, dodatkowo ze skryptowanymi akcjami raczej nie do zrealizowania w normalnej grze.
Na koniec dostaliśmy tekstury o gigantycznych pikslach, brak możliwości niszczenia otoczenia, nie wiem też co tam robi licencja PhysX – w grze nie ma chyba żadnej sceny wymagającej liczenia bezwładności. Oświetlenie, ryje postaci, płomienie, woda – na poziomie gier przedwojennych. Może po to, aby chodziło pięknie na max detalach na takich kompach jak mój 5-letni trup.

Z nielicznych zalet:
– fajne levele (Sulaco, Hadley's Hope), pierwszorzędny level z kanałami, poza głupkowatym designem ślepych alienów
– sama końcówka (od momentu ucieczki Królówki) pod względem akcji zrobiona całkiem znośnie i odstaje od reszty gry. Widać, że był to jeden z pierwszych zrobionych leveli, w którym już potem wiele nie zmieniano i mieli czas się do niego przyłożyć

Final word: Colonial Marines było robione pod wyraźnym wpływem Call of Duty, jednak bez żadnych zalet tej serii: bez dramatycznych scenek, akcji, nie wspominając o poziomie graficznym. Dobrym przykładem jest scena ewakuacji dropshipem podczas jednego z ostatnich leveli: tu powinniśmy mieć dramatyczny last stand, gdzie zalewani Alienami w ostaniej chwili wskakujemy na rampę dropa, odstrzeliwując Obcych, którzy wskoczyli za nami, przy akompaniamencie czad muzyczki. Zamiast tego mamy biegająych chaotycznie Alienów i dropa, który nagle spada z nieba i wystarczy stanąć pod nim, aby zakończyć level. Szkoda, że gra robiona 8 lat jakościowo odstaje od każdego CoD, które trzaskane są w tempie jednego rocznie.

Sorry, ale AVP3, które ledwie pamiętam jako grę, zrobiło na mnie lepsze wrażenie niż ten niedopchany chłam.