Reply To: Mass Effect Trilogy

Homepage Forumy Od rzeczy Blubry Mass Effect Trilogy Reply To: Mass Effect Trilogy

#5432

Cholera Miket, jak mogłeś! Skończyłem ME3 dzisiaj przed południem. Chciałem podzielić się własnymi spostrzeżeniami, ale naprawdę nie wiedziałem co napisać. Muszę przyznać że jestem, sam nie wiem. Czuję się przygnieciony, jak gdyby mnie ściana cegieł przygniotła.
[b]Chciałem poczatkowo nie spoilerować, ale to się nie udało zatem jeżeli ktoś jeszcze nie skończył, to niech nie czyta.[/b]
Cóż tu powiedzieć. Właściwie takiego końca się spodziewałem. To że Shepard skończy w ten sposób było do przewidzenia chyba dla każdego. Dodam ponadto, chociaż zapewne nikt mi w to nie będzie chciał uwierzyć, ale równoczesnego zniszczenia reaperów i przekażników też byłem jakoś pewnien.
Trudno mi również zrozumieć trwającą od tygodnia internetową nagonkę na rozczarowujące zakończenie. Czego niby mieliśmy się spodziewać? Że W ostatniej cutscence Shepard dostanie medal na klatę i pójdzie w stronę zachodzącego słońca? Nie wiem na które zakończenie się zdecydowaliście, ja osobiście wybrałem "czerwoną ścieżkę" i jestem nią naprawdę, całkowicie urzeczony. Obraz idącej ze świadomością swej zagłady Shepard chyba na trwałę wyryje mi się w pamięci. I jeszcze ten znakomity podkład muzyczny połączony z flashbackiem kompanów……. Tak zresztą wyobrażałem sobie koniec tej historii, najpiękniejszej chyba jaką kiedykolwiek widziałem na ekranie monitora, a widziałem już naprawdę wiele. Sprawdziłem że mając wysoki "galaxy readiness" (powyżej bodajże 4400) można w ostatniej cutscence spostrzec dychającą Shepard, ale chcę zapamiętać koniec tak jak go widziałem za pierwszym razem.
Cholera, od lat nie mogę zrozumieć ludzi oglądających idiotyczne filmy i seriale z chusteczkami w łapach, ale po dzisiejszym finale, sam z trudem mogę się opanować, a za każdym razem gdy słyszę w głowie główny motyw z soundtracka coś chwyta mnie od środka za gardło… Nie jest to przecież jedyna gra ostatnich lat, która happy-endu nie posiada. Wspomnieć mogę chociażby pierwsze dragon age lub L.A Noire. Ale po trzech latach z Shepard będzie trudno się z nią rozstać. IMHO kolesie z bioware wyprodukowali piękną historię z "dorosłym" i dramatycznym zakończeniem.
Jedyne co w kwestii zakończenia średnio mi się spodobało to los Normandii. Trochę niepotrzebne to było, a już w szczególności to że po crash-landzie na lesistej planecie oprócz Jokera w drzwiach pojawili się Ashley i Garrus (dwójka moich ulubionych co prawda kompanów), którzy brali z Shepard udział w misji w Londynie i 'samobójczym biegu do promienia', który zgodnie z dialogiem przez radio słyszanym w tle "nobody survived".
Co do samej rozgrywki to mam dosyć mieszane uczucia. Widać że Bioware dążyło do znaczącego rozbudowania gry, ale niestety większość z nowinek jest dość płytka i nie wykorzystuje w pełni swego potencjału. Questów pobocznych jest w przeciwieństwie do tego co niektórzy twierdzą, dość sporo. Niektóre są naprawde dobre, przy czym niemalże każdy z nich może zostać ukończony na kilka sposobów. Oczywiście tych głownych również to dotyczy. Zgadzam się że wyborów paragon/renegade jest stosunkowo niewiele (przynajmniej w porównaniu do poprzednich części), jednakże nie zmienia to faktu, że wpływ gracza na dalszy bieg zdarzeń jest naprawdę spory. Głównie dotyka to naszych obecnych lub dawnych towarzyszy. Przykładowo zaskoczony byłem śmiercią Mirandy w sanktuarium (tak wiem że to main quest), czy też Mordina, chociaż żeby uratować tego ostatniego trzeba dokonać odpowiedniego wyboru przede wszystkim w… ME1. Co do samego gameplaya to strzelanki mamy chyba dokładnie tyle samo co w częsciach poprzednich, acz imho jest ona trudniejsza. Mnie to akuratnie nie przeszkadza, bo serię kocham za fabułę a nie za "chowanie się za sprytnie porozstawianymi murkami" jak piszą złośliwcy.

Ok, to chyba na tyle jesli idzie o pierwsze wrażenia, pisane jak sami zapewne spostrzegliście pod wpływem silnych emocji.
[i]
An End Once and For All[/i]