The Last Jedi

This topic contains 2 odpowiedzi, has 3 voices, and was last updated by  RUR 5 miesięcy temu.

Viewing 2 posts - 1 through 2 (of 2 total)
  • Autor
    Posty
  • #35216

    Badus
    Participant

    No dobra, seans trochę przetrawiłem, więc pora na trochę dłuższego posta.

    Są SPOILERY – jak komuś to przeszkadza, to niech skippuje.

    Po sensie TLJ jestem zdecydowanie na tak, nawet pomimo dość sporej ilości głupot i rozwiązań, które mnie osobiście albo tylko irytowało, albo wręcz wkurwiały. Niemniej jednak w ostatecznym rozrachunki całość dostarczyła mi zdecydowanie więcej emocji i satysfakcji niż mogłem się spodziewać po tej serii (zaznaczam, że TFA mi się podobało, a RO to dla mnie co najwyżej średniak z dobrymi momentami).

    No, to jedziemy:

    1. Początek filmu to podwójny facepalm, pokazując, że Nowy Porządek jest zarządzany przez bandę debili, a dodatkowo szarża jednego X-Winga jest w stanie zadać znaczne szkody gwiezdnemu niszczycielowi.
    Ok, trzeba oddać sprawiedliwość, że świetnie pokazano tu kozaczenie Damerona, jego kowbojski charakter i wiążące się z tym poważne konsekwencje. Bueno, ale niesmak wprowadzenia pozostaje.

    2. Sytuacja wyjściowa akcji – jest debilna. Na całe szczęście uniknięto zagrywki z kolejną inkarnacją Gwiazdy Śmierci, ale sam motyw postawienia dwóch wrogich flot w sytuacji gry w kosmiczną ciuciubabkę…no jest po prostu durny w swym założeniu. Jeden przelujczy statek Snoke’a i chyba ze trzy gwiezdne niszczyciele nie mogą wypuścić swoich statków, by rozpierdolić rebelusów…bitch please…

    3. To, co napisano wcześniej ws. Finna/Rose – starcie dwóch wrogich flot i jakby nigdy nic dwójka bohaterów wyskakuje na przygody na nieznanej planecie jakby to był wyskok do Biedronki. Zamysł ok, ale strasznie kuriozalny, gdy z ekranu próbuje się piłować widza dramaturgią „Mamy tylko 6 godzin! Omg, potem idziemy na odstrzał”. Byłbym w stanie to łyknąć w Treku, gdzie mają teleportację, a tutaj wyszło…śmiesznie.
    ALE…sam wątek akcji Finna i Rose chyba jako jednemu z nielicznych naprawdę mi podszedł i nie uważam go za zapychacza, a sensowną część fabuły. Wyszła z tego spoko drużyna, a w momencie pojawienia się del Toro zrobiło się tylko lepiej. Sama lokacja kosmicznego kasyna wyglądała rewelacyjnie (naprawdę świetnie tu operowano kolorami/oświetleniem) i póki co moja ulubiona miejscówka z nowych filmów.

    4. „Odstrzał” Lei – to jedno…wielkie…WTF…Gdyby ona po prostu zginęła podczas odstrzelenia statku, to miałoby dużo więcej sensu i dramaturgii (w kontekście postaci Kylo) niż…kosmiczne fruwanie plastusia CGI przy użyciu Mocy. Jeszcze większym debilizmem wydaje się brak reakcji pozostałych postaci na zaistniałą sytuację. Nie wiem po co przedłużono jej wątek, tym bardziej, że do finału filmu (spotkania z Lukiem) ta postać nie ma praktycznie nic sensownego do roboty.
    Meh.

    5. Poe Dameron. Poprawnie rozpisany, dobrze zagrany. Jego wątek z kozaczeniem bardzo przyjemny, fajnie przez to dostaje po łapach. Zabrakło pary na pucz – niby założenie akcji sensowne, ale podsumowanie słabe. Widzisz co się dzieje na ekranie i zastanawiasz się dlaczego nikt go nie wrzucił do celi za to co odwalił.
    Zdziwienie i reakcja, gdy dostaje shota od Lei – bezcenne. Mam tylko wrażenie, że zabrakło dla tej postaci jakiejś „kropki nad i”.

    6. Rey. W sumie spoko postać, dużo ciekawsza niż w TFA, zdecydowanie dużo zyskała poprzez relację z Kylo i Lukiem. Niestety, w tej części dużo bardziej niż w TFA wychodzi Mary Sue i to taka serio wkurwiająca. Aż dziwne, że sama nie zaszlachtowała Snoke’a. Btw dostaje w tej części chyba najciekawszą artystycznie scenę, dość niespotykaną w tej serii.

    7. Kylo Ren. Naprawdę nie wiem jak można lubić i szanować tego gościa. W TFA był jeszcze całkiem spoko, bo to jego wahanie nie było aż tak wyeksponowane i drażniące. A tutaj dostajemy po prostu żałosnego pierdolca, który jako główny przezły ma zero charyzmy. To już karykaturalny Hux kiedy mógł go odstrzelić miał więcej epy niż ta rozchwiana emocjonalnie pipka. Ot, złolec dla millenialsów.

    8. Snoke. Zajebisty. Czy ktoś wie czy on był w całości CGI (włącznie z oczami)? Technicznie to jest po prostu rewelka i jeden z najlepszych plastusiów jakie wypluło kino, w całości rekompensujący swoje fatalne wprowadzenie w TFA. Jako postać również kapitalna, ale…oczywiście spartolona, bo ubita w sumie od czapy. Zdecydowanie wolałbym konfrontację Ben i Rey vs Snoke. Szkoda, że nie dano jakiejś małej historii dla tej postaci, bo tak zostaje tylko nowszą kalką Palpatine’a – Wielki Złol Znikąd Szefujący Innym Złolom ;]
    Tak z ciekawości – na czyjej liście płac byli Ci czerwoni kolesie? Po co szarżowali na Kylo do razu? Jako straż dali dupy, może powinni się trochę zastanowić co tu się odpierdoliło? ;]

    9. Yoda. Rewelacja, to znowu ten śmieszkujący gnom z TESB, który pod płaszczykiem Muppeta pokazuje, że jest uber graczem (drzewo). Piękne, mistyczne cameo, a kadr razem z Lukiem to jedna z perełek tego filmu.

    10. Luke. Czapki z głów, dla mnie świetnie rozpisana i zagrana postać. Widać, że bliżej mu miejscami do dość sceptycznego Kenobiego niż idealistycznego dzieciaka z OT. Kupuję tę postać i jej rewizjonistyczne podejście do kultu Jedi. Zdecydowanie większość rzeczy tutaj zagrała (otrzeźwianie Rey, relacja z Benem), chociaż moim faworytem póki co jest spotkanie z R2D2.
    Konfrontacja z Kylo to coś świeżego i mocno w duchu tych „mitycznych” mistrzów Jedi – potężni Mocą, a nie laserową latarką. Coś, co wciąga nosem wysrywy Lucasa w prequelach. A samo odejście Luke’a, mimo że to hollywodzkie zagranie na emocjach, jest po prostu pięknie zaaranżowane.
    Co do zarzutów, że po porażce odciął się i dał nogę na koniec Galaktyki? No do kroćset fur beczek! przyczynił się do rodzinnej tragedii siostry, najlepszego przyjaciela i osobistej porażki – ludzie z bardziej błahych powodów potrafią wycofać się z życia ;]

    11. Phasma. Dostaje tytuł najbardziej zbędnej postaci w nowych SW.

    12. Rycerze Ren. Gdzie się podziali? Powinni być zamiast Gwardzistów 2.0.

    13. Kwestie wizualne. W filmie pojawia się najlepsza rozpierducha statków w SW i jedna z najlepszych w filmach fantastycznych (yep, samobój sidekicka Lei). Stopklatki z niej można sobie oprawić i powiesić na ścianie.
    Jednak moim ulubieńcem zostanie rajd Sokoła przez sztolnie – pięknie to wyglądało, aż ciekaw efektu 3D w tej scenie jestem.
    Reszta…jest pierwszorzędna przez większość czasu. Plenery, makiety, CGI – czuć dobrze wydany blockbusterowy pieniądz. Miejscami miałem jednak dysonans, zasygnalizowany już w TFA. Pomimo olbrzymiego przywiązania do detali miejscami ten film wygląda na zbyt sterylny, zbyt wygładzony – chyba najbardziej uderzyło mnie to przy pobudce Finna i w każdym wnętrzu bazy/statku. Za wydelikacone to wszystko się wydawało. Dopiero złomy pokazane w finale trochę poprawiły wrażenie Oczko
    Dodatkowo, na szczęście w nielicznych scenach czuć greenscreena na równi z prequelami. Prym wiedzie tu finał akcji Finn/Rose w rozwalającym się hangarze, a moment gdy pędzili na oskubanym AT-ST był równie przekonujący jak Kenobi na jaszczurce w EIII Oczko

    14. Muzyka. Ciary są tylko podczas czołówki, potem coś tam brzęczy, ale brak jakiegoś nowego, wchodzącego w głowę motywu. Meh.

    15. Pokemony. Chyba w żadnej innej części pokemony nie był aż tak wyeksponowane. Z reguły nawet jak pojawiały się na pierwszym planie, to szybko znikały sprzed kamery. Tutaj jednak mają rozpisane, najczęściej humorystyczne sceny i z uwagi na pusty drugi plan są mocno wyeksponowane. Podczas seansu żałowałem, że nie miałem pokeballów ze sobą (nie tylko moja opinia). Lista poniżej:
    – Porgi – ładnie zaanimowane, sympatyczne kosmiczne gołąbki. Hodowałbym.
    – Lodowe liski – omg, wystarczyłby jeden, ale trzeba było dać całe multum. Słabe CGI
    – jakiś kosmiczny mors z cyckami – w filmie jest scena dojenia przez Luke’a. Żenadometr wyskoczył mi poza skalę.
    – spasione ET w szmatkach holenderskich osadników – opiekunki Mocy. Meh.
    – biegające koto-konie na planecie z kasynem – słabe CGI, brzydkie to, z chęcią bym wywalił z filmu albo ograniczył do trzeciego planu.
    Generalnie Disney przesadził.

    16. Disney. Czuć ducha politpoprawności studia. W TFA można było machnąć ręką, aktorzy byli spoko. A tutaj…wprowadzenie Laury Dern – jakby dać jej tęczową flagę podczas początkowej przemowy, to można by wrzucić ten kadr jako fake news z relacji wiecu wiadomego środowiska Oczko
    Gówniaki. Jakiś z dupy wątek dzieci w stajniach, wepchnięty na chama i totalnie tam niepasujący. Jakiś bełkot o biednych/bogatych, handlarzach bronią (nudna ekspozycja) – jak to dobrze, że pojawiła się zdroworozsądkowa postać del Toro Oczko
    Dobór aktorki do roli Rose…dopowiedzcie sobie resztę sami Oczko Aha, jej wątek wyszedłby dużo fajniej, gdyby zginęła w finale Oczko
    No i epilog filmu – tak bardzo słodko-disney’owski, że gdy już człowiek cieszy się z udanego seansu, to dostaje takiego cukierkowego rzyga. Oliver Twist approves.

    17. Film w niektórych momentach sprawiał mi wrażenie takiego reversed-TESB z elementami ROTJ.
    Zamiast desperackiego ataku na DS2 na końcu ROTJ mamy dość poważną potyczkę już na starcie z sukcesem rebelusów.
    Rozdzielenie bohaterów na prawie cały film.
    Tam normalny trening Jedi, tutaj „lekcje” i demitologizacja Jedi.
    Tam Bespin i „zdradziecki” Lando, tutaj planeta-kasyno i już normalnego zdrajcę del Toro.
    Tam atak na czynną bazę Hoth na starcie filmu, tutaj atak na identyczną, reaktywowaną bazę w finale filmu na planecie, która wygląda bardzo podobnie (śnieg, sól – jeden ch…).
    Część to może przypadek, jednak to ostatnie to imo celowy zabieg.

    To tyle po pierwszym seansie. Jak hype opadnie, to przejdę się jeszcze raz na bardziej pustą salę i być może część rzeczy przestanie tak wkurzać po oswojeniu. Ale dla Johnsona i tak szacunek za film z charakterem oraz trolling ultrasów SW.

    Btw warto iść na 3D?

    #35682

    Kilgore_Trout
    Participant

    Filmu jeszcze nie widziałem, co może wydawać się czymś nad wyraz dziwacznym (patrz na datę tego posta oraz datę premiery filmu). Opinie jednak docierały do mnie zewsząd i z różnych źródeł. Planuję obejrzeć. Ale już z rezerwą. Rezerwa pojawiła się po TFA. Po opiniach tylko się pogłębiła.

    W chwili obecnej cierpię na pogłębioną rezerwę.

    Opinia/Recka Badus’a bardzo ciekawa. Jestem przekonany, że już nie będzie odwrotu i podczas seansu zwrócę uwagę na to, na co on zwrócił.

    Z SW stało się coś niedobrego. I trwa to już od VI epizodu. Wpierw wpadliśmy w wesołą opowiastkę o dzieciach w technikolorze (I-III) a od epizodu VII mamy wyprawę w poprawną politycznie, nadmuchaną karykaturalność. Rouge One nie był wyjątkiem. Zbliża się również film o Hanie Solo – zwiastuny obiecują naprawdę słaby szajs, ale już nie w technikolorze, ale również o dzieciach, lecz zamkniętych w odcieniach pastelowych szarości. Będzie nowocześnie. W każdym aspekcie. Klasyka umarła…

    I pisząc za klasykiem:
    „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to będzie?”
    A później nas rozdziobią kruki i wrony…

Viewing 2 posts - 1 through 2 (of 2 total)

You must be logged in to reply to this topic.