Maggie

Tytuł: Maggie
Produkcja: USA, 2015
Gatunek: Zombie-dolina
Dyrekcja: Henry Hobson
Za udział wzięli: Arnold, Abigail Breslin
O co chodzi: Trudny powrót nastolatki do domu

Jakie to jest: Już dawno przyzwyczailiśmy się, że Arnold to nie tylko strzelaniny i machanie mieczem. Jak wszyscy wiemy, jego kariera pełna jest eksperymentów, których jednak z szacunku dla aktora nie będziemy tu omawiać. Natomiast na starość mądrość Króla Conana najwyraźniej Arnoldowi się przydała i zagrał w Maggie.

Chyba każdy w pierwszej chwili miał podobne skojarzenia słysząc hasło „Arnold+Zombies”, jednak jak już można było wnieść z trailerów, w Maggie nie zobaczymy Schwarzeneggera rozłupującego głowy tłumom zombies. Zamiast tego dostajemy bardzo kameralny film, gdzie zombiegeddon odgrywa tylko pewną, ale nie główną rolę.

Subtelny obrazek postapokalipsy

Subtelny obrazek apokaliptyczny

Maggie pokazuje nam nieco inną Amerykę niż ta znana z mediów mętnego głównego nurtu. Mimo, że akcja dzieje się na kansaskiej wsi, nie ma tu żadnego glamuru i estetyki Smallville. To nie jest Ameryka, gdzie każdy młodziak jeździ camaro, z ręki nie wypuszcza komórki, a całą chatę zapełniają mu wszelakie iPrzedmioty. Nasz Arnold gra farmera nazwiskiem Vogel – najwyraźniej niemieckiego pochodzenia, co dodaje nieco realizmu jego personie. Żyje bardzo low-techowo na farmie rodem z początku XX w. i nie jest w tym zakresie bynajmniej wyjątkiem w swojej okolicy. Tutaj walka z zombies odbywa się nie nowoczesną bronią, a pięścią, siekierą lub staroświecką strzelbą. Zdobyta na roli krzepa może się zatem Vogelowi przydać.

Fabuła bazuje na swoistej odmianie zombie-ideologii: otóż ugryziony przez zombie ma jeszcze przed sobą kilka tygodni normalnego życia, podczas którego choroba stopniowo postępuje, nim chory w końcu zamieni się w bezrozumnego stwora. Do tej chwili ludzie ci mieszkają normalnie ze swoimi rodzinami, które w określonym momencie odwożą ich do tzw. kwarantanny. Oczywiście nie każdy jest wyrywny, aby odstawić bliską sobie osobę do obozu śmierci – i o tym zasadniczo jest ta historia. Maggie uciekła, aby nie narażać swoich rodziców na tę całą sytuację. Jednak Arnold odnajduje ją w szpitalu i przywozi na rodzinną farmę, aby towarzyszyć jej do końca. I przez cały film obserwujemy, jak Maggie radzi sobie z własnym końcem – i jak radzi sobie jej ojciec.

Trudny powrót do domu

Trudny powrót do domu

Samej zombie-akcji w filmie za wiele nie ma. W sumie pojawia się dosłownie kilka sztuk zombies i każdy encounter ma ważne znaczenie fabularne. Zombiegeddon nie jest tu ideą filmu , ale kontekstem, w którym osadzona jest historia. Nie jest to totalna apokalipsa – epidemia wirusa necro-ambulist jest z grubsza opanowana przez Rząd, choć nadal zombies swobodnie występują w terenie. Wraz z epidemią zombizmu pojawiła się też stowarzyszona z nią choroba roślin, która niszczy wszystkie plony, masowo wypalane. Tak więc nie jest to typowe P/A, tylko tzw. degrengolada, gdzie instytucje państwa i cywilizacji jeszcze funkcjonują, ale chyba jest już z górki. Z innych filmów klimatem Maggie przypomina najbardziej The Road. Tak więc, jeśli podobało Wam się tamto postapokalipsie z Aragornem, tutaj będziecie bawić się równie dobrze. Film to absolutna dolina, podobnie jak The Road opowiadająca losy jednej rodziny w obliczu końca wszystkiego.

Jak można się domyśleć, jest to film z określoną treścią. W tym wypadku skala interpretacji jest niezbyt szeroka i sprowadza się do refleksji nad sytuacją, gdy z jakiegoś racjonalnego powodu musimy podjąć decyzję o opuszczeniu kogoś bliskiego. Owszem, hardkor, ale widzimy tu nie tylko wątek rozstania rodzica z dzieckiem, odstawienia rodziców do domu starców, a nawet echa eutanazji czy wręcz aborcji – sytuacji, które zawsze są traumatyczne, ale w pewnych sytuacjach uzasadnione. Już sam fakt, że związek Arnolda z Maggie jest co najmniej dwuwymiarowy wskazuje, że film mówi o znacznie szerszym kontekście.

Cywilizacja z dymem

Cywilizacja z dymem

Arnold w filmie jest absolutnie mistrzowski. Nie próbuje szarżować i w roli ciężko doświadczonego dziadka wypada mega. Początkowo Vogel sprawia na nas wrażenie znającego życie twardziela doskonale wiedzącego, co robi. Jednak im bardziej w głąb filmu, tym coraz bardziej staje się jasne, że może Arnold nie do końca jednak ma koncepcję na sytuację swoją i Maggie. Arnold dostał rolę w filmie niejako przypadkiem i trzeba przyznać, że wyszło to produkcji na dobre – kontrast potencjalnie niepokonanego Arnolda z zagrożeniem, wobec którego nawet on jest bezsilny wypada świetnie.

Klimat Maggie budują dwa kluczowe elementy percepcyjne – zdjęcia i muza. Zdjęcia, które nie tylko ukazują wiecznie zachmurzony, mdły świat upadku, ale też poprzez świetne ciasne kadry, prowadzenie kamery czy manipulację głębią ostrości tworzą silniejszą narrację, niż dialogi. Ktoś może powiedzieć – tani techniczny chwyt, ja mówię: konsekwentne zbudowanie na tym całego filmu wymaga obłędnego zaplanowania i współpracy reżysera ze zdjęciowcem.

Arnold wept.

Arnold wept.

A reżyser Henry Hobson ma na swoim koncie głównie… filmiki do gierek, takich jak Resistance, Last of Us czy Killzone. Tak więc tym filmem dość daleko odszedł od tego swojego dziedzictwa, a dodatkowo wykazał się niezłym dowcipem obsadzając w roli Maggie Abigail Breslin, znaną jako… Little Rock z Zombieland. Tak więc sieć backgroundów jest tu niezła, a sama Abigail objechała rolę świetnie i zasadniczo podobnie jak Arnold: bez szarżowania, w stonowany sposób robiąc swoje. Może nie jest tak łatwo dojść do tego, jak powinna zachować się nastolatka przeżywająca swoje ostatnie dni na tym świecie, ale jej interpretacja jest świetna.

Polecam Maggie zarówno prawdziwym fanom Arnolda, jak i osobom oddającym się rozmyślaniom o sensie ludzkiej egzystencji i o tym, jak nawzajem się traktujemy – zarówno w wymiarze społecznym, jak i rodzinnym. Zostaje w głowie.

 

Ocena (1-5):
Zombiegeddon: 3
Ciężkie życie na prowincji: 4
Arnold: 5
Fajność: 5

Cytat: Do you smell that?

Ciekawostka przyrodnicza: Jest to najtańszy film z udziałem Arnolda od czasów Terminatora. Jeden.

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

2 Komentarze(y) na Maggie

  1. Nudziarstwo.

    Gorzej – przewidywalne nudziarstwo. Script przypomina wypociny studenta drugiego roku scenopisarstwa, w które wkomponowano twist w postaci zombiegeddonu.

    Zaczyna się nawet fajnie jest kilka poprawnych motywów (postapokaliptyczne miasteczko, szpital itp.). Wprowadzenie poszczególnych członków rodziny i elementów otaczającego ich świata posiada potencjał, który można było rozwinąć (symbole religijne, postępująca zapaść instytucji państwa i prowincji).

    Prawda jest jednak taka, że ten film to prosta historyjka w stylu „chore dziecko -> rodzina przeżywa -> koniec”. I nie chodzi mi o to, że w filmie brak scen rozwałki zombie. Zamienieając zombizm na jakąkolwiek inną chorobę uzyskalibyśmy dokładnie taki sam efekt. Podstawowa wada filmu jest taka, że nie wygrywa na postapokalipsie – tak jakby reżyser wstydził się tej oprawy filmu.

    Faktycznie zdjęcia w filmie lekko wychylają się ponad standardowy poziom typowego zombie-obrazu, ale w porównaniu z innymi tytułami „o chorobie” trącą „widokówkowością”.

    Postacie nudne bo lekko i standardowo zarysowane, a ich decyzje – przewidywalne. W moim przypadku skutkowało to brakiem nawiązania więzi.

    Jedyny plus to faktycznie Arnold ale już od dawna powtarzam – im mniej gada, a więcej gra ciałem tym lepiej.

    Film nie zrobił na mnie wrażenia – uleciał z głowy.

Dodaj komentarz