Terminator Genisys

Tytuł: Terminator Genisys
Produkcja: USA, 2015
Gatunek: Fanfilm
Dyrekcja: Alan Taylor
Za udział wzięli: Arnold, Daenerys, Doctor Who, Jack McClane, JK Simmons
O co chodzi: Sto przygód na trasie podróży w czasie

Jakie to jest: No i zobaczyliśmy wreszcie Terminatora Genisys, film który niemal od momentu zero był traktowany w najlepszym razie jako kuriozum, a w najgorszym jako brutalny gwałt na serii, nieporównywalny z poprzednimi eksperymentalnymi sequelami. No i niespodzianka – właściwie nie taka wielka, bo mniej więcej tego się spodziewałem.

Czy zatem TG to film dobry? Nigdy w życiu. Czy to godny następca cameronowych oryginałów – śmiech na sali. Czy dobrze się na nim bawiłem? Otóż doskonale.

Bill Paxton na miarę naszych możliwości

Bill Paxton na miarę naszych możliwości

Na szczęście większość wad filmu była oczywista już dzięki trailerom, więc oszczędziłem sobie nerwów w kinie: przeładowanie kiepskimi efektami specjalnymi, plastikowa wojna przyszłości, a przede wszystkim masakrycznie pomylona obsada, w której klucz doboru chyba był taki, aby dać rolę najmniej się do tego nadającym aktorom średniej sławy.

Więc może od tego zacznijmy: Daenerys o wyglądzie gówniary nie przypomina ani zmęczonej życiem Lindy Hamilton, ani zmęczonej życiem Cersei z serialu. Najlepiej wychodzi jej scena z młodzieżowym słuchaniem muzy na słuchawkach, ale wszelkie akcje militarne wypadają komicznie. Do jej urody oczywiście raczej przyczepić się nie można, acz szczucie cycem w nawiązaniu do scen z Defender of the Crown było dość tanie.

rec_terminatorg02

Teraz Kyle Reese, czyli John McClane Junior z ryjem oderwanego od pługa chłopa pańszczyźnianego. Facio ewidentnie aspiruje do własnej interpretacji tej postaci, gdyż ma ona zero wspólnego z kreacją Michaela Biehna. Przypomnijmy, że w T1 Reese był totalnie zagubiony w „normalnym” świecie i przez cały swój krótki w nim pobyt nawet nie próbował się dostosować czy korzystać z uroków rzeczywistości bez permanentnej wojny. Natomiast aktualny Kyle Reese w naszej teraźniejszości orientuje się równie doskonale jak w swojej i generalnie już minutę po przybyciu ucina sobie dowcipy ze ścigającymi go policjantami.

No i oczywiście John Connor to kolejny kompletnie nietrafiony osobnik z twarzy podobny zupełnie do nikogo. Jak już każdy wie, jest on bohaterem szalenie ciekawego twistu, który został już sprzedany w trailerach – i (sorry) nic bardziej zaskakującego już się w tym filmie nie wydarza. Zresztą, jak ktoś już słusznie zauważył w komentarzach na ZP, Connor, Reese i tajemniczy bojownik Alex mogliby zamienić się rolami, albo być grani przez tego samego faceta i na jedno by wyszło.

Ale to nie koniec plejady gwiazd, gdyż film ma niezwykle wielu bohaterów, z czego niektórzy występują w różnych wersjach wiekowych. Pojawia się więc stary Arnold, młody Arnold, średni Arnold, jak również zabawny policjant, agenci, dzieciak i parę innych osób.

Przyszłem naprawić ksero

Przyszłem naprawić ksero

Nad fabułą nie zamierzam się rozwodzić: różne osoby i roboty podróżują w czasie aby zapobiec/zapewnić zagładę ludzkości – a wszystko to przy akompaniamencie wybuchów, pościgów i strzelanin. Nad sensem i logiką scenariusza nie ma się co zastanawiać, tylko chłonąć ten radosny oldskulowy rajd po kanonie Terminatora. Tak – epa to drugie imię tego filmu: w ciągu pięciu minut po przybyciu bohaterów do 1984 dostajemy mniej więcej tyle akcji, co w T1 i T2 razem wziętych. Mimo, że TG trwa ledwie dwie godziny, pod koniec wydaje nam się, że mamy za sobą z 5h pełnych postaci, pościgów helikopterowych i wszelakich skynetowych zagrożeń. I ta właśnie staroświecka, klasyczna, tępa rozrywka z całkiem zabawnymi pomysłami jest główną zaletą najnowszego Terminatora.

W tym odcinku, znacznie intensywniej niż w innych, bardzo eksploatowany jest wątek podróży w czasie. Nasi bohaterowie co chwila lecą do innej epoki, co zwykle kończy się dla nich aresztowaniem przez policję. Tak więc twórcy filmu słusznie zauważyli, że ważnym motywem w cameronowskich Terminatorach była policja i dostajemy całkiem hojną porcję scen na dołku. Ale wracając do podróży w czasie – w pewnym momencie nasza ekipa buduje sobie nawet wehikuł czasu domowej roboty, z którego korzysta radośnie od pierwszego uruchomienia bez żadnych testów. Jak może pamiętacie też ze spoilerowych zapowiedzi, film miał dziać się w trzech różnych epokach – przyszłości, roku 1984 i tajemniczej trzeciej. A ta trzecia to… nasze czasy, bohoho, wielka tajemnica (a nie Terminator na dworze króla Artura, jak miałem nadzieję).

Odbudujmy Amerykę ze zgliszcz

Odbudujmy Amerykę ze zgliszcz

Ważnym problemem, który przewija się przez cały film, jest kwestia tego, żeby przenieść się w czasie trzeba być gołym, albo przynajmniej pokrytym tkanką. Nie pierwszy raz zastanowiło mnie, dlaczego bohaterowie po prostu nie sprokurują krowy z ubojni, zaszyją w niej pełno gunów albo i Terminatora i tę całą instalację wyślą w czasie. Film na to pytanie nie odpowiada, podobnie jak na całą masę innych kwestii logicznych i fabularnych. Węzeł gordyjski paradoksów czasowych zostaje po prostu rozwiązany solidną dawką technobełkotu i jasną aluzją żeby widz nawet nie próbował się tu doszukiwać jakiejś konsekwencji. Tak, też zastanawiałem się, czemu Kyle Reese przeniósł się za T-101 dokładnie w tę samą noc, zamiast przybyć rok wcześniej, przygotować i zjawić się w parku Griffitha na powitanie Arnolda w towarzystwie dwudziestu gotowych na wszystko drabów, uzbrojonych w granaty i gazrurki.

Miło cię widzieć, stary

Miło cię widzieć, stary

Jak TG ma się do reszty serii o Terminatorze? Właściwie wzmianki o T3 i T4 nie ma, ale to nie oznacza, że film je anuluje – w końcu powstało X linii czasowych i wszystko jest możliwe, nic nie jest sprzeczne z kanonem. Oczywiście film pełen jest ukłonów w stronę fanów: cofka do 1984 i alternatywna wersja wydarzeń z T1 (a także T2 i nowy sposób na T-1000), liczne cytaty, kolejne (po Terminator: Salvation) nawiązanie do nienakręconej sceny z T2 z odkryciem robociego wehikułu czasu, no i oczywiście sam Arnold. Patrząc z perspektywy czasu na poprzednie sequele, T3 to popłuczyny naśladujące nieudolnie dwie pierwsze części, Salvation to bardzo przyzwoita (choć nie bez wad) wariacja na temat świata nie udająca czegoś innego. Z kolei TG to metaloplastyka całego kanonu, popadająca w głęboką autoparodię przysłowiowa zabawa konwencją. O ile poprzednie części w mniej lub bardziej sensowny sposób starały się zachować konsekwencję czasową i fabularną, tu puszczają wszelkie hamulce, skaczemy po liniach czasowych w tę i nazad i ścinamy zakręty logiczne o 90 stopni. Gdyby ktoś mi powiedział, że TG nakręciła Troma do spółki z Kevinem Smithem – spokojnie bym uwierzył.

Mirrorman

Mirrorman

Na szczęście film sam siebie nie traktuje zbyt poważnie, o czym świadczą liczne autoparodystyczne wstawki: Bad Boys, endoszkieletor za kółkiem, motywy typu kultowa scena megazbrojenia się w wielką ilość broni, która jak zwykle jest kompletnie bezużyteczna wobec przeciwnika, ale którą z uporem godnym lepszej sprawy nasza ekipa zamierza jednak taszczyć. A na koniec mamy starcie ze złą wersją Apple’a (o ile istnieje w ogóle dobra) i złym systemem operacyjnym pragnącym opanować świat, a co gorsza nasze urządzenia mobilne. Przy tej okazji film porusza wszelkie aktualne techno-mody – aż dziwne, że jeszcze dronów nie dorzucili.

Podobnie jak Salvation, Genisys jest Terminatorem tylko z tytułu. Zapomnijmy o poczuciu zagrożenia wobec niezniszczalnego wroga i cywilizacji, atomów, odpuścimy sobie klaustrofobiczne pogonie w industrialnych plenerach, po co nam subtelne metafory „człowiek a maszyna”. Tu mamy beztroski romp o robotach z przyszłości i co z tego wynikło. I o to w tym wypadku chodzi.

 

Ocena (1-5):
Terminatoryzm: 2
Obsada: 2
Sens: 1
Fajność: 4

Cytat: You won’t be needing any clothes.

Ciekawostka przyrodnicza: @DarkMiagi podsyła film, którego aktor odmawia przyjęcia do wiadomości freestylu logicznego TG:

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

13 Komentarze(y) na Terminator Genisys

  1. Cieszę się, że odpuściłem sobie ten film.

  2. „staroświecka, klasyczna, tępa rozrywka” Rozumiem o co chodzi, ale do tego filmu za cholerę nie potrafię się tak ustosunkować. Za czysto, za bardzo CG (które najwyraźniej od czasów T2 nie uległo żadnemu postępowi, a wręcz się cofnęło), za głupkowato i zbyt fanserwisowo. Zagrane na nowo stare postacie ssą. Arni wypada dobrze, ale został sprowadzony do roli pociesznego chowańca. Sceny akcji… są. Restart uniwersum jest desperacki. To nie jest T1 ani T2, z mrocznym klimatem, zapadającą w pamięci rozróbą i skokszoną Sarą Connor. Jest filmik a’la Marvel. Da się oglądać bez zażenowania, ale niesmak pozostaje. A emocji zero.

  3. To wrzucę jeszcze to, żeby bardziej zniechęcić do pójścia do kina:
    https://www.youtube.com/watch?v=IVsvv2OFEkM

    Chyba RIP Terminator, ale potwierdzę dopiero po wyjściu tego czegoś na BR. Nie mam zamiaru łożyć na tę szmirę, żeby powstały kolejne części coraz bardziej zamazujące zajebistość T1 i T2.
    Dlaczego nie można już zrobić dobrego techno-thrillera, tylko wszystko w Holiłud musi się składać z niewymagającego pew-pew i boom-boom?

  4. Również się ubawiłem setnie i pójdę na kolejne dwie części. Z recką zgadzam się praktycznie w całości poza jedną rzeczą: dla mnie to jest bardziej pełnoprawna część cyklu, niż Salvation. Dlaczego? Bardzo uproszczony tok myślenia: jest dużo Arnolda na ekranie. I to mi wystarczy. 😉

  5. Nie przypadkiem nowe Ecto-1 to karawan.

  6. Najwyraźniej coś nabroiłem, bo żona zabrała mnie dzisiaj na Terminatora.
    Ale najwyraźniej byłem na Transformersach 5.
    Przez pierwszy akt filmu, który dział się w latach 80 pomyślałem, że nawet nie jest złe, że może te wszystkie opinie się mylą, a potem Sarah Connor odezwała się do Terminatora. Od tego momentu poziom filmu zaczął spadać a poziom głupoty rosnąć.
    Ok, było kilka fajnych motywów. Jai nie obsysał tak bardzo jako Kyle jak myślałem, że będzie. Niestety Emily Clarke jako Sarah Connor to pomyłka i jeden z gwoździ do trumny tego filmu.
    Mogę dać temu filmowi 2,5 gwiazdki na 5. Na pewno lepiej niż T3, ale może poczekajmy na kogoś kto naprawdę wie o co chodziło w 2 pierwszych filmach zanim będziemy kontynuować ten cykl.

  7. Zdecydowanie lepszy niz T3 i mierne Salvation . T3 był mocno naciąganą kontynuacją T2 z masą błędów scenariuszowych , o TS wolę już nic nie mówić. Genisys kontynuuje wątki z T1 i T2 i opowiada je na nowo zwłaszcza T1 przez powstanie alternatywnej linii czasowej ( tak, w tym filmie pojawia się kilka alternatywnych linii czasowych) . Scenę po napisach ktoś widział? Całkiem niegłupi film , choć aktorzy kijowi. Ja tam oceniam film na 7 a moze i 8/10. Bo to naprawdę najlepszy Terminator od czasów dwójki

Dodaj komentarz