Avengers: Age of Ultron

Tytuł: Avengers: Age of Ultron
Produkcja: USA, 2015
Gatunek: Komiksowy
Dyrekcja: Joss Whedon
Za udział wzięli: Avengers, Bliźniaczka Olsen, Kick-Ass, Daniel Jackson, Mace Windu, Velma
O co chodzi: Avengers piją nawarzone przez siebie piwo

Jakie to jest: Trudno mi będzie ocenić Avengers 2. Uważam go za lepszy film od jedynki, której dałem 4 – ale nie wyobrażam sobie piątki dla Age of Ultron. Co najwyżej mocną trójkę.

Jeśli jest tak dobrze, to czemu jest tak kiepsko? Powiem tak: zanim minęły trzy minuty filmu, już patrzyłem na zegarek. Obraz zaczyna się mega bitwą z żołdakami Hydry w malowniczej Sokowii (Europa wschodnia). Joss Whedon na początek próbuje nas zachwycić niby-jednym-długim-ujęciem naszej ekipy neutralizującej kohorty hydrologów, co jednak na osobie w moim wieku nie robi już specjalnego wrażenia – cała sekwencja ewidentnie zrobiona jest pod teensów, fanboyów i kopa na dzień dobry, bo specjalnie dramatycznej roli w konstrukcji filmu nie odgrywa. Akcji towarzyszą wymęczone dialogi i cała scena generalnie sprawia wrażenie dopisanej na kolanie, aby coś się działo na początek. Do tego infantylnie potraktowana Hydra kompletnie nie przypomina złowróżbnej organizacji zła z Kapitanów Ameryk.

Proszę zgiń

Proszę zgiń

No i niestety to poczucie miernoty towarzyszy nam przez pierwszą połowę filmu. Wprowadzenie głównego enemy – Ultrona jest mega słabe i generalnie kolo sprawia wrażenie urwanego z choinki. Do samego końca nie do końca wiadomo skąd się właściwie wziął i o co mu chodzi, a i jego wygląd jest delikatnie mówiąc niepoważny – taki Generał Grievous Lite. Bez specjalnego streszczania (niestety) jest to obca sztuczna inteligencja pobrana z berła Lokiego, którą Tony Stark próbuje zaprząc do szczytnych celów. Szybko jednak oczywiście okazuje się, że inteligencja ma inny pomysł na życie i podkradając hurtowe ilości ironmanopodobnych dronów ucieka w siną dal knuć swoje niecne plany. Tak więc sam sobie ten odcinek filmu sprawiłeś, Iron Manie Dyndało.

Film najprościej można opisać przez pryzmat reżysera: jest to podkręcony odcinek Buffy, ze wszystkimi wynikającymi z tego zaletami i wadami. Z jednej strony mamy sporo fajnych i celnych dialogów i w miarę pomysłowych scen akcji; z drugiej mamy płaskiego i nudnego złego kolesia wygłaszającego serialowe komunały. Trochę to wygląda jakby Whedon cofnął się warsztatowo od czasów Avengers 1 i nie potrafił w naturalny sposób przekuć swojej telewizyjnej smykałki na duży ekran. Czy to samo pisałem o jedynce? Nie wiem, nie chce mi się sprawdzać, ale to całkiem możliwe.

Amerykańska Nasza Klasa

Amerykańska Nasza Klasa

Jak to zwykle bywa, bohater zbiorowy nie może być potraktowany po równo – stąd niektórzy członkowie Avengers są równiejsi niż inni. Idąc parami:
– Black Widow w dość serialowy sposób przeżywa swoją przeszłość i w żenujący sposób romansuje z Hulkiem; widać, że chcieli coś zrobić z tym wątkiem, ale jest on mocno nieprzekonujący, a do tego pocięty;
– Hulk współpracuje naukowo z Tonym Starkiem przy montażu i demontażu Ultrona; rozpaczliwe próby zrobienia z tej postaci czegoś więcej niż… Hulka nie przynoszą zadowalających rezultatów;
– Tony Stark kłóci się z Kapitanem Ameryką w sposób zapowiadający Civil War i na tym właściwie kończy się rola Kapitana,
– Hawkeye ujawnia swoją wielką tajemnicę i na tym właściwie kończy się również jego rola, podczas finalnej bitwy trzymamy kciuki za jego zgon,
– Thor stoi z boku i patrzy, czy wszystko gra.

Jak każdy wie, w filmie pojawiają się też nowe postacie, takie jak Scarlett Witch i jej bliźniak, Quicksilver. Są to oczywiście łże-kopie, bez wzmianki o tacie Magneto z X-Menów. Na temat porównania dwóch Quicksilverów przelano już w internecie morze gigabitów, więc nie ma się co rozwodzić, natomiast same postacie jakieś wybitnie rozbudowane nie są. Ich moment olśnienia przywodzi na myśl kluczową scenę z wiekopomnego filmu Street Fighter i zdziwko Zangiefa „Ojej, to Bison złym człowiekiem był?”. Za to inną nową postacią jest przystojna Koreanka (niestety południowa), której w filmie jest mało, więc nie ma się do czego czepić. Ciekawa, acz też chwilowa jest drugoplanowa postać w wykonaniu Golluma, który na tę okoliczność nieco przykorbił i zarósł (niezłe jest to, jak koleś, który wybił się na graniu w mo-capowej piżamie obstawia obecnie każdy większy film fantastyczny). No i nie zapominajmy o Visionie, który stanowi dobrą wersję Ultrona – jest całkiem ciekawa postacią, ale raczej z racji swojej natury, a nie dlatego, że został tak świetnie napisany i zagrany.

Trzecia twarz Golluma

Trzecia twarz Golluma

Zadziwiający jest brak konsekwencji, który spotyka Starka i Hulka za ich pomysł ożywienia Ultrona. Oczywiście są pretensje i żale w ekipie, ale zasadniczo są oni pośrednimi sprawcami licznych mordów w wykonaniu tego wroga, więc chyba kara powinna być cięższa. Może w komiksie było to pierwotnie w bardziej sensowy sposób, ale w filmie dostają tylko uwagę do dzienniczka.

Avengers funduje nam też sporo podróży po świecie. Poza Sokowią będącą połączeniem Bulgarii z jakąś post-sowiecką republiką odwiedzamy też Koreę oraz nieokreślony kraj afrykański, w którym ludność jest czarna, a policja biała. Tak poza tym całe te światowe podróże też są mocno serialowe i objechane green screenem plus odpowiednią paletą kolorów. Niby epicznie, a jednak tanio. Film kończy się tradycyjnie mega-bitwą, w której jak zwykle trudno się połapać kto jest gdzie i co robi. Generalnie ważne jest zapamiętanie, aby enemy X nie zrobił Y, a bohater Z był w określonym miejscu w momencie… Ż – no i jakoś da się to przeżyć.

Golf dwójka, czyli w Sokowii jak w Polsce

Golf dwójka, czyli w Sokowii jak w Polsce

Kolejny raz okazuje się więc, że Marvel potrafi robić dobre filmy o swoich bohaterach, ale ich jakość spada wprost proporcjonalnie do liczby postaci na ekranie. Nietrudno się domyśleć, że za dużo grzybów w barszcz to przepis na kiepski film, ale z drugiej strony spodziewaliśmy się że po tylu latach i mając Whedona na pokładzie wyjdzie to trochę lepiej. Age of Ultron jest nużący i męczący, ale w znacznie mniejszym stopniu niż jedynka – i generalnie widać postęp. Film nie jest zły – po prostu cierpi na każdą możliwą przypadłość superprodukcji z dużą liczbą bohaterów. Może gdyby go rozpisać na trzy filmy, jak Hobbita, wyszłoby lepiej.

Jest tu kilka świetnych momentów wskazujących, że w całkowicie pierwotnym kształcie faktycznie wyglądało to lepiej: zwidy naszych bohaterów i zapowiedź nadchodzących wydarzeń (aczkolwiek żal wyciętej sceny z Lokim). Jest również wiele świetnych dialogów – niektóre Whedonowskie, inne nie. Na plus oczywiście idą sceny akcji , które są poprowadzone obłędnie – w fajnym stylu, gdzie kamera podąża i przyjmuje epę akcji. Ostatecznie jednak trudno nie odnieść wrażenia, że filmowi przyświeca popularne ostatnio podejście „i tak się uda, więc nie ma się co starać”.

 

Ocena (1-5):
Tłumek na ekranie: 5
Imprezka po misji: 4
Polot i plot: 3
Fajność: 3

Cytat: We would have called ahead but we were busy having no idea you existed.

Ciekawostka przyrodnicza: W ostatniej scenie filmu Captain Marvel jest podmieniona na inną postać. Chyba już pisaliśmy na jaką, ale nie będziemy spoilerować.

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

5 Komentarze(y) na Avengers: Age of Ultron

  1. Przycisk „oceń” pod recką służy do oceny filmu czy recki? :p

  2. Ujdzie, ale nigdy nie kupowałem filmów, w których całe miasto ulega rozpieprzeniu, a mimo to ekranowi cywile nadal udają, że nie dzieje im się krzywda. To mogę zresztą powiedzieć o większości Marvelowskich produkcji. Ciężko się emocjonować.

    Każda scena akcji próbuje być zajebista i megaefekciarska przez ciężko sobie przypomnieć jakąkolwiek. Ten problem ma zresztą chyba każdy blockbuster.

    I nie mogę uwierzyć, jak CHUJOWĄ postacią był Ultron.

    Scarlet Witch i Quicksilver płascy, ale z jakiegoś powodu kibicowałem im od samego początku i miałem w dupie samych Avangersów.

    Takie słabiutkie 6/10.

  3. Recki nie czytam, by nie spoilerować sobie, aczkolwiek na zdjęciu, to ewidentnie Golf 3. Nie po czynach, lecz po światłach poznasz 🙂

  4. Ja już się wypowiedziałem na forum. Nie lubię za bardzo Whedona, ma on przebłyski, jak Firefly i Dr. Horrible ale na dłuższą metę jego sława jest mocno naciągana.
    Sam film ok, ale bez rewelki – taki obejrzyj i zapomnij.

Dodaj komentarz