Wasteland 2 – recka!!!

Przy okazji masowych ekshumacji gierkowych trupów, które mają ostatnio miejsce na łamach ZP, warto przyjrzeć się dla odmiany produkcji nowej, aczkolwiek na pierwszy rzut oka pochodzącej z późnych lat ’90. Wasteland 2 – cudowne dziecko Kickstartera, duchowy spadkobierca klasycznych Falloutów i najbardziej znaczące wydarzenie w świecie fanów postapokalipsy od czasu ukazania się książki „Robert Oppenheimer, cytaty zebrane”. Podobne opinie pojawiały się na stronach tzw. portali branżowych. Czy ten zachwyt jest uzasadniony?

Po obejrzeniu intra i spędzeniu pięciu minut w grze staje się jasne, że Wasteland 2 owszem jest spadkobiercą, ale przede wszystkim Wastelanda 1. Już w pierwszej lokacji mamy do czynienia z dwoma głównymi bohaterami jedynki, a jeden z nich nawet może przyłączyć się do drużyny. Ta na początku składa się z czterech postaci i może być rozbudowana do siedmiu Rangersów, tak jak w pierwowzorze. Aby awansować naszych podopiecznych, należy połączyć się przez radio z szefostwem – to kolejne podobieństwo. Ale to są tylko sprawy powierzchowne. W dwójce pełno jest mniej lub bardziej subtelnych nawiązań do oryginału, włącznie z odniesieniami do paragrafówki dołączanej do niego w pudełku.

news_wasteland201

Na szczęście nie oznacza to, że Wasteland 2 jest zupełnie nieprzystępny. Jeśli, podobnie jak ja, co kilka lat wracacie z sentymentem do Fallouta 1 i 2, atmosfera W2 pochłonie Was od pierwszych minut. Buduje ją oszczędna, w większości przypadków „wystarczająca”, niekiedy zaś zaskakująco szczegółowa szata graficzna. Wypalona, postapokaliptyczna paleta barw jest dominująca, rozsypane tu i ówdzie śmieci, wszechobecne ruiny, przetaczające się obłoki pyłu nie pozwalają zapomnieć o zagładzie, która w świecie gry miała miejsce 150 lat wcześniej. Wrażenia dopełniają całe akapity opisów, które z uporem wypluwa z siebie widoczna na ekranie drukarka igłowa, a także charakterystyczna, „falloutowa” muzyka skomponowana przez Marka Morgana.

news_wasteland202

Kiedy akcja gry przenosi się z Arizony do Los Angeles, staje się jasne, z jak ogromnym światem mamy do czynienia. Na obu mapach rozsianych jest kilkadziesiąt lokacji, w tym wiele osad i miast, na które często składa się kilka osobnych mapek. Wiele miejsc jest dobrze ukrytych – to przede wszystkim tajemnicze kapliczki dające punkty doświadczenia i umiejętności, będące jednocześnie nawiązaniami do różnych klimatów P/A (z Falloutem włącznie). Wyjątkowo dociekliwi znajdą masę easter-eggów, takich jak znajdujące się na środku pustyni składowisko bezużytecznych kartridży z pewną grą… Brzmi znajomo? Gwarantuję, że podobnych zagrań jest bardzo dużo. W efekcie wiele godzin spędzicie na badaniu każdej lokacji piksel po pikselu.

news_wasteland203

Wasteland 2 nie jest grą pozbawioną błędów i choć łatki wychodzą na bieżąco, wciąż można się do wielu rzeczy przyczepić. Dobrze budowany przez grafikę klimat burzy co najwyżej przeciętny voice acting. Tekstury naciągnięte na modele postaci, widoczne dobrze na ekranie ekwipunku, są po prostu szpetne. Kamera podczas zbliżania ma irytującą tendencję do lądowania w środku struktur, które przesłaniają akcję (brak przezroczystości tekstur). Z kolei mapek lokacji w ogóle nie można powiększać, przez co bywają nieczytelne. Do tego dochodzi tradycyjna bolączka komputerowych RPGów, czyli błędy w questach, pojawiające się bez uzasadnienia opcje dialogowe, nieprzewidywalne zachowania NPCów itp. Bądźmy jednak szczerzy – to tylko drobne niedogodności.

news_wasteland204

Od premiery Wastelanda minęło ponad ćwierć wieku. W tym czasie gierkowa postapokalipsa doczekała się takich „ambitnych” tytułów, jak Fallout: Brotherhood of Steel, czy nieco cieplej przyjęty Tactics. Fallout 3 krytykowano za konsolowe uproszczenia, New Vegas obronił się wyłącznie klimatem i tu chyba trzeba dopatrywać się źródeł sukcesu Wastelanda 2. Brian Fargo postanowił stworzyć klasycznego RPGa, gdzie forma nie wyrasta ponad treść. Powołał do istnienia produkcję, która twardo stawia graczom swoje warunki. Jeśli zdecydujecie się na nie przystać, czeka Was kilkadziesiąt godzin dobrej zabawy.

Sikorka

Komenty FB

komentarzy

Komercha

Dodaj komentarz