UFO: Enemy Unknown

Wiszę Commanderowi reckę UFO już od 2 tygodni, może dłużej. Zwariowane były to u mnie dni i jak teraz usiadłem aby cokolwiek napisać, to czuję pustkę i niemoc. Jeżeli ktoś z Was nie kojarzy gry UFO, to chyba zabłądził i na Zakazaną Planetę trafił przypadkiem. Zatem klasyk i tytuł, który tak głęboko wżarł się w życiorys niejednego nerda, że lata później, gdy przychodzi o nim cokolwiek napisać to każde słowo brzmi jak wytarty banał.

amiga_ufo1

Historię powstania UFO ukradł nam niechcący pierwszy numer reaktywowanego Secret Service. Jest tam dość ciekawy wywiad z Julianem Gollopem i opowieść o wersji demo gry Laser Squad 2 napisanej na Atari ST, sugestiach kierownictwa MicroProse by darować sobie sequel Laser Squad, a wykorzystać w grze motyw encyklopedii, który tak dobrze się sprawdził w ich Civce i pójść w stronę strategii z elementami rozwoju, badań i napierdalania z Obcymi. I tak powstało UFO (które, o ironio, na Atari ST nigdy nie zawitało – CJJA). Na bazie sprawdzonej mechaniki Laser Squad, idei encyklopedii (UFOpaedia) z Civki i fascynacji Gollopa szarymi ludkami w roku 1994 dostaliśmy jedną z najlepszych strategii – UFO: Enemy Unknown.

amiga_ufo2

Tak więc, jeżeli streszczanie fabuły UFO i pochylenie się nad jej interfejsem czy grywalnością nie ma sensu, to o czym pisać? O poziomie trudności, który był wówczas absolutnie banalny. Wyciągano to nawet w niektórych reckach, a po premierze sequela – X-Com: Terror from the Deep – fani byli niemal zszokowani jaki jest on trudny w porównaniu z UFO. I rzeczywiście był, ponieważ UFO: Enemy Unknown wydano z bugiem resetującym poziom trudności do najłatwiejszego zaraz po pierwszej misji. Przeoczył to Gollop, przeoczyło MicroProse. Błąd nigdy nie był poprawiony oficjalną łatą, zrobił to później jeden z fanowskich patchy. Sama gra, jako open source była zresztą często modyfikowana w zakresie AI, wersji językowych, licznych niedoróbek czy kolejnych modów (nawet jednak to nie zachęciło nikogo do portu na Atari ST 🙂 Sorry, musiałem – CJJA). Problem błędu nie dotyczył raczej Amigi.

amiga_ufo3

Gra niemal została skasowana, a nawet w zasadzie to dwukrotnie. Raz przez brak kasy, drugi raz, kiedy to Spectrum HoloByte kupiło udziały w MicroProse i zaczęło się panoszyć z lepszymi pomysłami. Prace nad UFO nie zostały przerwane ponieważ białe kołnierzyki z MicroProse, mimo poleceń nowych udziałowców ze Spectrum HoloByte, nie poinformowali tworzącej UFO ekipy o tym fakcie. Uznali (głównie to szef angielskiego oddziału MicroProse, Pete Moreland), że prace są już tak zaawansowane, i na takim poziomie, że niech tam jeszcze podziubią sobie w niewiedzy i zobaczymy jaki będzie rezultat.

A ten był taki:
– GameSpot 9/10
– IGN 9,4/10 (ciekawe czego zabrakło w tych 0,6)
– Amiga Action 9/10
– Amiga Format 9/10
– Amiga Power 6,6/10 i 8,5/10 dla wersji AGA – tu warto pamiętać, że ta od wersji podstawowej była znacznie lepsza pod względem dźwięku i grafy.

(Dodajmy, że ocenom tym najwyraźniej nie zaszkodził fakt, że komputerowa AI na podstawowej A500 była koszmarnie powolna. W czasie ruchu komputera spokojnie czytałem książki i nie byłem chyba jedyny. Ten sam ruch na mocnym PC zajmował kilkanaście sekund – CJJA).

Wersja pecetowa to już inna bajka, mieliśmy wszakże rok 1994. Tutaj był animowany dym, dodatkowe animacje i dźwięki. Ponoć te ostatnie na Amidze były na płytce/dyskietce, ale przez błędy nigdy ich nie usłyszeliśmy. Na Amigach, przez zabawy z oświetleniem obiektów, ograniczone było także pole widzenia żołnierzy.

amiga_ufo7

amiga_ufo4

Szanujący się tekst o tytule tak kultowym jak UFO powinien zwrócić uwagę na spuściznę jaką pozostawił po sobie projekt braci Gollop. Kontynuacje? Szkoda czasu by je wymieniać, skoro jedyne sensowne to X-Com: Terror from the Deep (nigdy nie wydany na Amigę) i nowożytny rimejk X-Com (nie będziemy nikogo obrażać wyjaśnianiem zależności między tytułami UFO a X-COM). I tu uśmiecha się szydera życia, że taki kult został potem roztrwoniony na potworki typu Apocalypse czy Aftermatch – wszystkie porażki były efektem od odejścia od tej prostej idei Gollopa: izometrycznej turówki. Dopiero rimejk 2k Games odpicował całe UFO na nowo, ale umówmy się gra dupy nie urywała. Była, i jest, absolutnie poprawnym rimejkiem, wciągającym ale pozbawionym już tej otoczki tajemniczości i nawet samotności gracza w obliczu inwazji Obcych. Nie wiem czy to już my, bo chyba nie ma nic gorszego niż cynizm doświadczonego wyjadacza nerda, czy też faktycznie grze czegoś brakowało?

amiga_ufo5

Spuścizna UFO to nie tylko giery, ale i również książki: „X-COM: UFO Defense” – kniga z 1995 roku, równo zjechana przez wszystkich krytyków, „Enemy Unknown” – wydana u Rusków, zresztą autorstwa Vladimira Vasilyeva – gościa, który u nas jest znany z opowiadań „Wiedźmin z Wielkiego Kijowa”.

amiga_ufo6

Na własną rękę próbowali reanimować UFO bracia Gollopowie tworząc w 2001 The Dreamland Chronicles: Freedom Ridge – projektu omal nie wydała Betsheda, w końcu go jednak skasowano przez brak kasy. Bracia się nie poddali tworząc rok później Laser Squad Nemesis – hybrydę multiplayera z UFO (u nas wydano to zresztą pod nazwą UFO: Gniew Boga). Pomysł nawet wypalił na gruncie fanowskim, a turnieje odpalane są ponoć do dziś. Ostatnim powrotem Gollopów do UFO było wydane w 2005 na GameBoya Rebelstar: Tactical Command. Patrząc po fotach faktycznie przypomina to ohydne zmutowane UFO.

amiga_ufo8

Temat UFO nie kończymy oficjalnym rimejkiem tylko gierką Xenonauts. Jest to ufundowany na Kickstarterze projekt londyńskiego studia Goldhawk Interactive, którego akcja ma miejsce na Ziemi w roku 1974. Ideowo jest to UFO – mechanika, pomysł. Gra ukazała się w czerwcu tego roku, a biorąc pod uwagę, że ostatnio grywam w Baldur’s Gate 2 to nawet nie było okazji aby jej się przyjrzeć. Recki są o dziwo zaskakująco pozytywne.

Intro z Amigi CD32, którego nie było w wersji dyskowej:

Gameplay:

Okładki pożyczone z MobyGames:

Szeruj to!

Komenty FB

komentarzy

Komercha

2 Komentarze(y) na UFO: Enemy Unknown

  1. Bezsprzecznie najlepsza gra na komputr ever. Jest tak absolutnie doskonała, że powinno się o niej mówić (lub pisać) jeno na stojąco, najlepiej w pozycji na baczność.
    W każdym razie z ufem zapoznałem się ‚niedługo’ po premierze, jakoś w 1996. Oczywiście było to pięć dyskietek i ciągły problem z tą oznaczoną numerem trzy. Miałem dla bezpieczeństwa bodajże 10 ukrytych między gaciami dyskietek oznaczonych właśnie UFO-3, tak na wszelki wypadek.
    Najbardziej imo kłopotliwe (na Amidze) była płynność gry. Ekran z ruchami alienów (widoczek z czerwonym paskiem ‚thinking’ mam przed oczami jeszcze do dziś) trwał nieraz wieczność. Właściwie misje z ufami o wielkości medium i large wymagały kilku długich godzin gry. Ciągłej gry, bo tworzenie sejwów było chyba jeszcze bardziej długotrwałe a wachlowania dyskietkami było przy tym sporo. Gdy to tego załogę alienów stanowiły Etherale (na amidze niebieskie, na pc pomarańczowe) to wrażeń było pod dostatkiem.
    UFO odpalam sobie sporadycznie nawet i teraz, po wielu latach. Obecnie to raczej eksterminacja ufoludków, bo nie ukrywajmy, nie jest to tytuł aż tak wymagający nawet na najwyższym poziomie trudności, chociaż wiele psuje w tym względzie bezproblemowe sejwowanie zajmujące ułamek sekundy.
    Jako anegdotkę dodam, że gdy pewnego słonecznego kwietniowego dnia roku 1998 na półce poznańskiego empiku znalazłem UFO (oraz Terrora) w wersji na PC, zrezygnowałem ze szkolnej wycieczki aby tylko móc własny egzemplarz nabyć i się doń mocno przytulić.

  2. Ufo, master of orion, master of magic – dla mnie święta trójca strategii.
    Zadziwiające, że żadne nowsze podejścia do tematów im nie dorównały.

Dodaj komentarz