Star Trek: 25th Anniversary

Pamiętacie ponure czasy lat 1994/1995 kiedy rozpoczął się u nas niepowstrzymany pochód pecetów? Przez chwilę wydawało się, że to zjawisko przejściowe i my, Amigowcy, wyśmiewaliśmy ówczesne 386, bzyczenie pecetowskich „kart dźwiękowych”, żałosny scrolling i potrzebę pisania osobnego autoexeca do każdej gry. Jednak z tygodnia na tydzień gierkowa przewaga PC rosła, a nasi najlepsi koledzy co chwila wbijali nam nóż w plecy pokazując kolejne Wing Commandery, Space Questy czy X-Wingi.

Większość tych gier była oczywiście niemożliwa do przeniesienia na Amigę – nie tylko z uwagi na wymaganą moc obliczeniową czy 256 kolorów, ale też wymóg instalacji na dysku twardym, który w naszym kochanym komputerze był rzadkością. Tak więc stopniowo traciliśmy pole, aż w końcu nie pozostało nic innego jak zdradzić i dołączyć do zwycięzców.

Natomiast w międzyczasie było paru wydawców, którzy do końca stawiali na Amigę i postanowili z klasą przedłużyć jej agonię portując swoje duże pecetowskie produkcje. Należał do nich Interplay, mający na koncie kilka świetnych tytułów AGA/HD only: Castles II, Dungeon Master 2, czy właśnie omawiany Star Trek the 25th Anniversary.

amiga_startrek01

Gra była (prawie) typową przygodówką point’in’click. Całość odbywała się w ramach „odcinków serialu”, czyli mieliśmy do przejścia siedem kolejnych, samodzielnych misji. Przygodówka nie była typowa, bo przed każdą „przygodą” musieliśmy odbyć uzasadniony fabularnie zręcznościowy pojedynek kosmiczny na statki – trochę w stylu wspomnianego Wing Commandera.

amiga_startrek03

ST25thA miał świetny klimat pierwszych odcinków TOSa – trochę horrorowych, trochę zagadkowych, w stylu „sprawdźmy dlaczego baza X na planecie Y nagle została opuszczona”, albo „zbadajmy wrak statku obcych”. Żeby było ciekawiej, jednym z autorów scenariusza gierki był Michael A. Stackpole, wówczas etatowy pisarz Interplaya, później autor wielu książek Star Wars (zwłaszcza serii X-Wing).

amiga_startrek02

W części przygodowej sterowaliśmy całą ekipą postaci (Kirk, Spock, McCoy + materiał eksploatacyjny, Red Shirt) a większość problemów trzeba było rozwiązać przez współdziałanie i specyficzne umiejętności konkretnych załogantów. Sterowanie odbywało się poprzez klikanie na sylwetkę w rogu ekranu, gdzie wybierając odpowiednie części ciała (oko, ręka itp.) wydawaliśmy komendy typu „obejrzyj”, „weź”. Do naszej dyspozycji było też standardowe wyposażenie Away Teamu, czyli różne tricordery, phasery i inne graty.

amiga_startrek06

Zagadki fabuły wyjaśnialiśmy zarówno przez oględziny i przeszukanie miejsca zdarzenia, rozwiązywanie kodów/szyfrów jak i rozmowy z postaciami. Te ostatnie były zorganizowane podobnie jak w Mass Effect-cie – wybieraliśmy opcje dialogowe od grzecznej do kończącej się strzelaniną. W efekcie fabuła była stosunkowo nieliniowa, co oznacza, że wiele problemów można było rozwiązać albo głową, albo butem. Dodatkowo gra przyznawała punkty za odkrywanie secretów i dodatkowych informacji podczas misji, ocenę obniżał też bodycount po obu stronach. Co ciekawe, zniszczenie Enterprise lub śmierć jednej z głównych postaci kończyła grę – i nie wynikało to z jej fabuły ani mechaniki, a z… wymogów licencyjnych Paramountu, który nie dopuszczał kontynuowania przygód naszych bohaterów w niekanonicznym kształcie.

amiga_startrek05

Zalet gierka miała multum – świetną grafikę AGA, 3D pojedynki kosmiczne, doskonały scenariusz. Wad niestety też miała kilka – po pierwsze wymagała wspomnianej AGi, po drugie wymagała twardego dysku (co akurat było tylko połowicznie wadą, gdyż biorąc pod uwagę „pecetowość” produkcji gra z dyskietek chyba byłaby tu nierealna), no i po trzecie – była powolna jak nieszczęście. Na gołej A1200 granie wymagało naprawdę sporego samozaparcia i stanowiło objaw okopowej wojny z blaszakami, w której musieliśmy udowodnić, że gramy sobie w podobne tytuły jak nasz znienawidzony oponent. Poza speedem ST25thA był właściwie 100% odpowiednikiem oryginału – jedynie podczas walk kosmicznych nieco odchudzono tło usuwając z niego np. planety, co zapewne uczyniło je w ogóle grywalnymi. Z drugiej strony warto dodać, że muzyka w wersji amigowej byłą o niebo lepsza od pecetowego AdLibowego cykania, zwłaszcza że opracował ją sam Allister Brimble (znany np. z tytułów Team17).

amiga_startrek07

Mimo, że giera nominalnie miała uczcić 25. rocznicę Treka, to jej premiera spóźniła się nieco w stosunku do tego eventu o jakieś pół roku (plus dodatkowe 2 lata w przypadku wersji amigowej), ale to właściwie nie stanowi. Natomiast zaraz po tym, jak Amiga dostała swoją wersję, pecetowcy mieli już sequel – Star Trek: Judgement Rights. Niestety Amisia nie dożyła jego adaptacji; podobnie nie doczekaliśmy się wersji CD, w której głosy podkładały oryginalne serialowe dziadki.

amiga_startrek04

Tak więc Star Trek był naprawdę ładną zwrotką w łabędzim śpiewie Amigi. A tak na marginesie – czy poza tą znacie jakąś inną DOBRĄ grę startrekową (na jakąkolwiek platformę)?

Poniżej gameplay oraz fotki amigowskiego opakowania i dyskietki, zapożyczone z MobyGames:

Komenty FB

komentarzy

Komercha

4 Komentarze(y) na Star Trek: 25th Anniversary

  1. Oto gra dla mnie. Zacząłem właśnie 3 sezon TOS wiec to będzie jak znalazł na podsumowanie pewnej całości i dobry wstęp przed filmami.

  2. Z gierek startrekowych grałem tylko w jedną, Elite Force, ale pamiętam że dobra była.

  3. Z gier ST miło wspominam DS9: The Fallen. Reprezentant wczesnego 3D, więc pewnie przeżyłby gorzej próbę czasu niż wspominane 25th Anniversary nawet w wersji amigowej :]

Dodaj komentarz