Guardians of the Galaxy/Strażnicy Galaktyki

Tytuł: Guardians of the Galaxy
Produkcja: USA, 2014
Gatunek: Komiksowy
Dyrekcja: James Gunn
Za udział wzięli: Nathan Fillion, Stan Lee, głos Dartha Maula, Avatarka, Vin Diesel, Buźka
O co chodzi: Wow. Grupa wykolejeńców ratuje kosmos.

Jakie to jest: No więc jest sobie komiksowa ekipa misfitów, która lata po kosmosie i ma przygody, przy okazji zgodnie z tytułem pracując na ratowanie galaktyki. I te ich przygody są naprawdę dobrze skrojone.

Rzadko kiedy spotyka się film robiony z takim, przepraszam za słowo, zaangażowaniem emocjonalnym. Tu widać, że James Gunn jest zakochany w GotG – od pierwszej sceny wprowadzenia Star-Lorda, przez wszystko co w środku, aż po scenę finałową. Tu wszystko jest poukładane, na swoim miejscu, bez czkawki scenariuszowej, która często dotyka filmy z bohaterem zbiorowym (aczkolwiek Marvelowi do tej pory udaje jej się w miarę unikać). Strukturalnie i narracyjnie bardzo porządnie – lokalizacje są faktycznie potraktowane jako miejsca, a nie tło do greenscreena (ukłon w stronę wielkiej czachy), za akcyjkami nawet stare dziadki nadążą.

Ten sam motyw był w Superman Lives

Ten sam motyw był w Superman Lives

Zacznijmy od postaci, bo do tego sprowadza się całe „być albo nie być” filmów ekipowych. Jest porządnie, choć nie bez usterek. Star-Lord jest ewidentnie potraktowany z największą pieczołowitością i jego postać ma najdłuższe ręce i nogi z całej ekipy – pierwsza scena z jego śpiewaniem do żaby idealnie wprowadza percepcję widza na właściwe tory dla reszty filmu. Lasia Gamora – różnie. Niby kilerka, ale na poziomie emocjonalnym nastolatki – może ten gatunek tak ma.

Zielona goła baba!!!

Zielona goła baba!!!

Idąc dalej: jak pierwszy raz dowiedziałem się o tym, że kręcą GotG sprawdziłem, co to jest. I jak zobaczyłem, że jest tam jakiś kurna borsuk z gunem uznałem, że to jakiś kurde idiotyzm i że Marvel tym razem przesadził. Oh, foolisheness, czyż po tylu latach nie nauczyłem się wreszcie, że motywy absolutnie niefilmowalne mogą wyjść znakomicie na ekranie (i odwrotnie)? Trigger-happy szop Rocket jest bez wątpienia czołową postacią tego filmu – zarówno aktorsko, technicznie jak i scenariuszowo błyszczy i jest jednym z czynników bardziej humorogennych. Drax to postać absolutnie płaska i zbędna – kolejny niby mega killer, a pierwsza jego akcja w filmie to zebranie po ryju. Mimo wygłaszanych mów motywacyjnych tak naprawdę większość akcji jest bierny, a jego problem komunikacyjny nie jest ani zabawny, ani konsekwentnie pociągnięty. Ostatni kolo to Ent Groot, który mimo, że powtarza w kółko tylko jedno zdanie, jest postacią milion razy ciekawszą i złożoną niż Drax, co jest dużym wyczynem, zważywszy że „gra” go komputerowo Vin Diesel. Postacie drugoplanowe są też całkiem OK, zwłaszcza siostra Gamory, borginka Nebula, która niestety IMHO jest trochę zmarnowana.

Panie drużynowy...

Panie drużynowy…

Niestety dobrego słowa nie powiem o głównym złym imieniem Ronar, który jest chodzącą autoparodią. Kolejny gość, który w filmie jest reklamowano jako ultra-zabijaka, a spędza czas głównie pierdząc w stołek, gramoląc się po ruinach, albo wdając się w bójki na ulicy. Ogólna jego koncepcja była OK, ale ma parę dziwacznych scen zalatujących znowu stylistyką telewizyjną czy wręcz Planem9, które powodują, że jego postać traci na impecie.

Byłem łaskaw wspomnieć wyżej o humorze: GotG to ewidentnie najbardziej komediowy film wśród Marveli. Poza kilkoma wymaganymi dramatycznymi momentami z ekranu non stop płyną gagi wizualne i werbalne. I to niestety do tego stopnia, że niektóre „dowcipne” dialogi ciągną się długo poza punkt kulminacyjny i nie są już tak dowcipne, popadając w chwytliwy w Ameryce humor raczej serialowy. No ale to na szczęście margines i znaczna część akcji to dobra, solidna zabawa z tekstami na poziomie.

Guardians to poza gagami przede wszystkim akcja – i na szczęście nie jest to akcja z gatunku tych męczących. Poszczególne sceny epiki są całkiem oryginalne i fajnie zrobione – poczynając od pierwszego spotkania naszych bohaterów, które jest mistrzostwem reżyserii akcji. Potem też mamy różne pościgi i bitwy, które mimo wielowątkowości dają radę narracyjnie i sensownie, a nasz błędnik nie namawia nas aż tak mocno do rzygania.

Miałbym za to lekkie pretensje co do samego świata, w którym baśń ta dzieje się: mamy zbudowaną z samych cnót planetę Xandar, która wygląda jak wyjęta z serialowego Star Treka lub SG-1. Istnieje tam grupa zawodowa jakichś Ravagersów, którzy nie wiadomo czy są łowcami nagród, piratami, kanibalami, scavengerami czy kim. Irytują też niekonsekwencje logiczne: prawie wyszedłem z kina gdy zobaczyłem, że w kiciu drzewko nie dostało żółtego dresu, chociaż dla bobra mieli – za to obaj dostali karimaciki do spania. Go figure.

Afera dresowa

Afera dresowa

Ciekawe jest nagromadzenie w GotG motywów nawiązujących do Star Wars – i to w takiej ilości, że trudno tu mówić o przypadku. Po pierwsze sama nasza ekipa (Star-Lord – Han Solo; Groot – Chewbacca, sorry – koniec analogii), po drugie Ronar, który mocno bawi się w Vadera, łącznie ze sceną hologramową, która jest idealną kopią z TESB. Można się też zastanawiać do kogo film naprawdę jest adresowany. Stosunkowo niski body count (nasi bohaterowie mordują głównie bezimiennych obcych żołdaków Ronana), liberalne podejście do zasad fizyki w kosmosie i łopatologiczna momentami narracja wskazują na młodszego widza. Z drugiej strony klasyczna muzyczka z lat ’70, podteksty i mocno pieprzny momentami humor wskazują na bardziej hmmm… dojrzałego widza. Taka widocznie specyfika widowni, że Marvel musi teraz celować w naprawdę szerokie spektrum odbiorców.

Ciekawe dla ilu widzów to też jest fantastyka

Ciekawe dla ilu widzów to też jest fantastyka

Przy tym film jest fabularnie i postaciowo bardzo luźno styczny z pozostałymi seriami Marvela i stanowi właściwie własną zamkniętą całość – zwłaszcza, że cały dzieje się w kosmosie i do wydarzeń na Ziemi praktycznie się nie odnosi. Jednak mimo braku tego związku, konsekwentnie rozwija on przyjętą filozofię „Faz” – GotG ewidentnie zahacza już o sprawy Kosmiczne przez duże „K”: mamy tu i Thanosa i dalsze rozwinięcie wątku Infinity Stones, czyli mówiąc językiem LotRa: more weird cosmic shit. A już teraz Kevin Feige odgraża się, że na Fazie 3 to się dopiero zesramy i bez dopalaczy nie ma co iść do kina. No ale to dygresja i temat na za dwa lata.

Guardian Walk

Guardian Walk

Jak wiemy filmy Marvela dzielą się na świetne, bardzo dobre i kiepskie. Ten jest świetny – może nie jest to ten rodzaj wysublimowanego humoru co Iron Man, jednak jest to dobra, zabawna space opera, nie do końca nawet marvelowska. Koniecznie w kinie, niekoniecznie w 3D (na szczęście na moim sensie 3D się zepsuło, więc mieliśmy jeden wymiar mniej). Fajnie oglądać film ze świadomością, że jest to pierwsza część zaplanowanej serii, gdzie pewne sceny są jeszcze „kameralne”, zasób postaci „ograniczony” i generalnie wszystko jest ładnie zamkniętą całością. Zobaczycie, że dwójka i trójka będą obfitować w bitwy, 10 wątków naraz, udziwnienia, tłumek postaci z innych Marveli i niekoniecznie będą już tak przyjemne do oglądania. No ale na razie cieszmy się tym, co mamy.

Ocena (1-5):
Awesome Mix: 5
Ryjówka: 5
Łajka: 5
Fajność: 5

Cytat: Old man, does your wife know where you are?

Ciekawostka przyrodnicza: Nazwa statku Petera Quilla, The Milano jest nawiązaniem do Alyssy Milano, w której Quill bujał się jako dzieciak (zapewne po jej roli w Commando).

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

21 Komentarze(y) na Guardians of the Galaxy/Strażnicy Galaktyki

  1. Z dresikami to akurat ma sens, bo (jak wynika z komiksów, filmu niestety jeszcze nie widziałem) drzewko zmienia wymiary w jedną i drugą stronę, więc trochę ciężko dla niego szyć.

  2. Poszedłem na nocny maraton Marvela z dwójką innych nerdów jak ostatni psychopata, byłem lekko zmęczony koło 4 rano, ale film był spoko. Mam tylko takie wrażenie, że niektóre osoby będą zdziwione, jeśli będą oczekiwać 100% komedii. Już pierwsze sceny w szpitalu są smutne, ale krótko po nich następuje świetna czołówka z tańczącym Star-Lordem:D. Liczę na jakąś reżyserską wersję, bo podobno wiele scen z gatunku „bohaterowie zaczynają się integrować” wyleciało z filmu. Podobała mi się jeszcze brutalność niektórych walk, bardzo w stylu Kina Nowej Przygody z lat 80-tych.

  3. 5/5/5/5 i brak ZP poleca? Skandal! Mi film podobał się, pomimo bezużytecznego Draxa i nie do końca dobrze wykorzystanej Gamory. Bądźcie jak Bacon, ratujcie świat 🙂

  4. Newsflash: Gdyby ktoś się zastanawiał, to najważniejszą rolę w ostatniej scenie filmu grał Seth Green.

  5. Kuźwa, w której scenie zielona tak półnago się pokazała? D: Chyba coś zmuliłem na filmie…?

    • To oczywiście kłamstwo trailerowe :/

    • W trailerze taka Gamora była :). Sporo ujęć z trailerów powstało tylko do celów promocyjnych i nawet nie były planowane w filmie np. opisywanie każdego z bohaterów, które miało miejsce na Xandarze. W tej wyliczance pojawiał się też w trailerze Drax, a w filmie w tym czasie siedział już w pace.

      Internety donoszą, że wersja reżyserska będzie o ok. 15 minut dłuższa. Może tam Gamora trafi w takiej formie :).

  6. Filmik spoko, fajnie coś innego od Marvela zobaczyć, tylko za bardzo wszystko idzie po maśle i nic specjalnie dramatycznego w środku filmu się nie dzieje. Cała ta historia z wielkim konfliktem i Ronanem, który niby tylu ludzi pozabijał, podana została bez większych szczegółów i w sumie mi wisiała, bo nawet nie wiadomo, o co kolesiowi dokładnie chodziło, poza jednym zdaniem pod koniec. Wiem, że wszystko miało być bez zadęcia, ale gdyby nie wysunięte na pierwszy plan elementy komediowe, fajne postacie i akcyjka, to by to za bardzo porywające nie było.

  7. Przy takim temacie aż prosi się o filmową gierkę na modłę Mass Effect.

  8. Film zacny. I zgadzam się, że zabrakło złożoności w bad guyach. O wszystkich ich złych czynach się tylko mówi, zero reprezentacji wizualnej. Gdyby pokazali, jak Ronan wymordowuję ludność Novy, film by naprawdę zyskał.

  9. Zdaje się, że najłatwiej byłoby podsumować ten film stwierdzeniem, że to pierwsza produkcja od dawna, przy której oglądaniu faktycznie się można dobrze i bez zażenowania bawić, bez szczypania się co chwilę po nogach i przypominaniu sobie, że jeszcze się nie umarło. Bardzo podoba mi się, takie kino nowej przygody w odświeżonej i bardziej rozmaszystej formie.

  10. Filmu nie widziałem. Ale recka podoba mi się.

  11. Dla tych, co jeszcze nie widzieli – kultowy plakat:
    http://goo.gl/SIEi89

  12. Film rewelacyjny! Dawno nie pokładałem się ze śmiechu w rytmie oldskula i do tego w przedniej space-operowej oprawie. W kwestii uniwersum Marvela: film bije na głowę wszystkie dotychczasowe produkcje. Nie można jednak powiedzieć, że tamte były nieudane, po prostu ten jest wyjątkowy. Ukłon w stronę Zakazanej Planety — na film wybrałem się z rodzinką (młode pokolenie zwijało się w eksplozjach śmiechu równie energicznie i często jak starsze, co z pewnością znaczy, że są jakieś odstępstwa od reguły tandety przeznaczonej dla widza 1 – 99 — niezmiernie mnie to cieszy, mogę odsapnąć w spokoju!) wyłącznie sugerując się recką waszego portalu. I podobnie jak z każdym innym filmem (niekoniecznie nową produkcją), który obejrzałem czytając wasze recenzje, również tym razem wszystko było zgodne z poczuciem estetyki intelektualnej godnym istot wyższego rzędu ;). Zakazana Planeta rządzi! John. J. Adams na prezydenta!

Dodaj komentarz