Iron Sky

Tytuł: Iron Sky
Produkcja: Finlandia, 2012
Gatunek: Nazi UFO
Dyrekcja: Timo Vuorensola
Za udział wzięli: Udo Kier, Julia Dietze, Christopher Kirby, Götz Otto
O co chodzi: Nazi przylatują w swoich UFO z księżyca na Ziemię

Infanterie, du bist die Krone aller Waffen!

Jakie to jest: Każdy chciałby zobaczyć (a ja chciałbym napisać) entuzjastyczną reckę Iron Sky. Taplać się w blasku sukcesu reżysera, który tak niszowy nerdowsko motyw jak Nazi UFO wyniósł do mainstreamu i jako jeden z nielicznych przekroczył granicę między amatorką a oficjalnym pełnometrażem, który leci w kinie nawet w Polsce. Niestety nic z tego – Iron Sky to film po prostu kiepski.

Nie można odmówić Timo Vuorensoli, że się starał i generalnie czapki z głów, że swój projekt dociągnął do końca, a nie odpadł jak wielu innych na etapie trailerów i pierwszych scen. Niestety, jak się okazuje, nie każdy ambitny reżyser-amator, mimo wizji i pomysłów daje sobie radę po skoku na głęboką wodę. Najwyraźniej cała ta zabawa przerosła go, co widać dokładnie w tych słabościach, których można się spodziewać, gdy film przerasta twórcę.

Lubię też zeppeliny z kuchni kresowej

Sama koncepcja na dzień dobry jest jasna i klarowna – nazi mają bazę na księżycu. Niestety na tym klarowność się kończy. Skąd się tam właściwie wzięli? Coś tam bełkoczą na ten temat nazi-dzieci w księżycowej szkole – ale ewidentnie jakiś konkretny rys historyczny by się przydał. Rozumiem, że w filmach nie zawsze trzeba wszystko łopatologicznie wykładać, jednak tu akurat byłoby to na miejscu. Zwłaszcza, że dla nerdów hitlerowcy na księżycu nie są specjalnym szokiem, ale dla przypadkowego widza równie dobrze mogliby to być kosmici, którzy przyjęli nazi estetykę. Żeby było zabawniej, sceny z UFAmi startującymi na księżyc z Antarktydy w 1945 i astronautą zatykającym flagę z hackenkreuzem na księżycu były w pierwszych teaserach filmu. Niepojęte jest dla mnie, czemu nie znalazły się w finalnej wersji.

Co dalej: Na księżycu ląduje amerykańska ekspedycja potajemnie szukająca helu-3 i natrafia na rzeczonych nazioli, którzy na owym helu oparli całą swoją technologię. To znaczy tak myślę – bo nigdzie nie jest powiedziane, do czego ten hel właściwie jest. Czy jest odpowiednikiem legendarnego Vrilu czy Oryszalku? Domyślnie tak, ale fabularnie niewiele na to wskazuje. Nie mamy żadnej wspaniałej helowej broni, a same Nazi statki równie dobrze mogą być na parę. Złapany przez selenonazistów amerykański astronauta-Murzyn wywołuje spore zdziwienie, gdyż jak się okazuje, ich wiedza o Ziemi (w tym o mieszkających na niej rasach) jest prawie żadna. Cały czas gadają o Prezydencie Stanów Zjednoczonych Ameryk, co w sumie też nigdy nie jest wyjaśnione. Przybycie astronauty prowokuje nazioli do inwazji na Ziemię, chociaż nie wiadomo właściwie po co i czemu akurat w tym momencie. Wierchuszka nazi chce podbijać, prosty księżycowy lud wierzy, że niosą pokój i zjednoczone przywództwo światowe.

Murator poleca:
100 gotowych projektów domów

Do tego zupełnie zmarnowana jest postać aktualnego Fuhrera, Kortzfleischa. Wygląda na to, że odtwarzający go Udo Kier wpadł na plan na 2 godziny i nakręcił wszystkie swoje zbliżenia z nieokreśloną miną i szczątkowymi dialogami. Z filmu wypadła nawet znana z trailerów scena jego zabawy z makietami sterowców i planowania inwazji. Z tego powodu do końca nie wiemy ani o co właściwie chodzi nazistom, ani co reprezentuję Fuhrer, poza tym, że jest zły. Jego potencjał jako villaina jest praktycznie zerowy.

Skoro już o postaciach mowa, niestety pozostałe są również kiepskie. Trudno określić, kto jest głównym bohaterem, ale należy obstawiać, że jest to chyba szlachetna nazistka-nauczycielka, Renate. Twórcy chyba zamierzali zrobić z niej ikoniczną nazi-lasię, ale niestety pani nie jest suczą, a jej przaśna uroda też niespecjalnie pasuje do owej roli. Jej towarzysz, czarnoskóry kosmonauta/model Washington niestety tylko pozornie aspiruje do głównego bohaterstwa, znikając z akcji filmu na dłuższe okresy. I do jego fizjonomii też muszę się przyczepić, gdyż koleś ma kompletnie niefilmowy (i niemodelski) pysk, który dodatkowo po fabularnych przemianach wygląda zupełnie groteskowo. Zakładam, że to jakiś znajomy twórców, fiński Murzyn, a nie profesjonalny aktor.

Wziuuu

Kolejną osobą nie na swoim miejscu jest doradczni prezydentowej Vivian, która też ma być za lasię, ale niestety nie ma żadnych predyspozycji fizycznych po temu (przykro mi, jeśli Pani to czyta). Aczkolwiek nawiązanie do pewnego netowego memu w jej wykonaniu jest całkiem zabawne, przyznaję – a dodatkowo dowodzi, że pan Vuorensola miewa przebłyski postmodernistycznego geniuszu. Tak naprawdę jedyną sensowną postacią jest przystojny główny naziol Klaus Adler. Koleś pasuje i z ryja i z czynów na ekranie i właściwie ciągnie cały film – no ale z drugiej strony umówmy się, że jego postać niekoniecznie jest najbardziej złożonym bohaterem w dziejach kina.

Skoro już o Prezydentowej Palin wspomnieliśmy – w filmie jak wiadomo jest również dość siermiężny wątek polityczny, z całą spóźnioną krytyką anty-republikańską. Byłoby to zabawne jako poboczny motyw, ale niestety jest głównym tematem filmu, bardziej w sumie wyeksponowanym, niż nazi inwazja. Z drugiej strony trzeba przyznać, że nawiązania do dorobku wuja Adolfa w tym wątku wypadają całkiem zabawnie.

Nic z tych rzeczy

No a co z samą inwazją? Technicznie i designersko jest zrobiona świetnie – kosmiczne sterowce, nazi UFA, wszystko na swoim miejscu. Efektom też daleko do amatorki i wszystko na ekranie wygląda znakomicie. Niestety reżyseria scen batalistycznych to absolutna klapa. Po pierwsze sama inwazja jest rozwleczona w czasie, bez wyraźnego początku, zwrotów akcji, punktu kulminacyjnego. Po drugie samo starcie jest mega anty-dramatyczne: ludzie stawiają opór wysyłając samoloty przeciw nazi UFOm, ale samoloty te po prostu pojawiają się i toczą kilka chaotycznych strzelanin w tle. Z łezką w oku wspominam Skyline, gdzie przy wszystkich słabościach filmu, sceny bohaterskiej obrony i kontrataków Ziemian były zrobione pod względem reżyserii fenomenalnie. Bitwa w kosmosie cierpi na podobne przypadłości – fajne efekty pokazujące chaotyczną strzelaninę bez początku, końca i sensu.

Na pewno atutem filmu jest muza Laibacha – choć niestety nie powala. Nie jestem wielkim znawcą owych piosenkarzy, nad czym ubolewam, ale w miarę mainstreamowa muza dochodząca zza ekranu nie kojarzyła mi się specjalnie z ich twórczością. Jeśli faktycznie to oni skomponowali całość, to głównie aranżując na 100 sposobów Walkirie i kawałki z Parsifala Wagnera, a także, w nie do końca dla mnie jasnym celu, chyba któryś z marszy weselnych. Koncepcja może i ciekawa, ale po Laibachu spodziewałbym się ciut bardziej urywającej dupę muzy – zabrakło nawet kawałka znanego z trailerów.

Ile wziąłeś?

Cały film niestety cierpi na syndrom Sky Captaina – pomysł był dobry na 20-minutowy short. Po sztucznym rozdęciu go do pełnego metrażu niestety zapada się pod własnym ciężarem i traci siłę świeżości. Iron Sky przez większość czasu jest po prostu nudny, a tak naprawdę wygląda jak sklejone w jeden ciąg filmiki z jakiejś gierki (którym w końcu wiele można wybaczyć).

Tak więc kolega Timo miał kilka dobrych pomysłów, ale potem musiał do nich dopisać więcej już mniej dobrych. Liczne nawiązania do klasyki są OK, ale jako smaczki. Humor waha się na skali od Benny Hilla (lasce spada kiecka i świeci gaciami) po całkiem zabawne żarty z tej fajniejszej Korei. Świetny design nazi-cywilizacji zderza się z tragiczną parodią Star Treka. Nigdy nie byłem w stanie łyknąć późniejszych Star Wrecków Vuorensoli (zwłaszcza w języku suomi), ale te pierwsze były całkiem zabawne, jak na internetową amatorkę. Jednak ktoś po tylu latach kręcenia trekowych fanfilmów powinien mieć ciut lepsze wyczucie tematu. W pierwszej chwili chciałem też twórcom zarzucić kompletną nieznajomość mitologii Nazi UFO (Vril, Nowa Szwabia na Antarktydzie) – ale po obejrzeniu starych materiałów video widzę, że wszystko to było. Może uznano, że ze względów komercyjnych ludność chętniej pójdzie na kiepską satyrę z Busha i Sary Pallin, niż na czyste studium Nazi UFO, stąd zrezygnowano z tych scen. Wielka strata i wielki błąd.

Tyle śniegu spadło w Zakopanem!

Powiem krótko: każdy śmieje się z utartych schematów i klisz hollywoodzkich, ale owe schematy i klisze powstały po latach standaryzacji i „komercyjnego urzemiosłowienia” sztuki filmowej, zapewniają podstawowy wzorzec postaci i podstawową strukturę dramatyczną. Jeśli nie masz nic ambitniejszego do zaoferowania, to lepiej trzymaj się tych schematów, bo inaczej wyjdzie ci takie Iron Sky, z kiepskimi postaciami, nudne i z kompletnie rozczarowującym finałem. Finowie nie udźwignęli też technicznie ciężaru takiej produkcji – montaż jest jak spod tasaka, rażą oczy szczegóły, na które w amatorce nie zwracamy uwagi, a których w zorganizowanej produkcji po prostu nie ma (krzywe krawaty w kostiumach, masa blooperów wynikających z kiepskiej obsługi na planie itp.). Co zabawne, mainstreamowi krytycy potraktowali (jeszcze podczas Berlinale) film dość pobłażliwie, traktując go jako zabawną ciekawostkę i dzieło twórcy-pasjonata. Niestety nerdy nie wybaczają – jak się gościu zabierasz za Nazi UFO, to lepiej zrób to porządnie.

Czy więc warto zobaczyć Iron Sky? Na pewno – mimo, że wszystko co warto w nim zobaczyć, widzieliśmy w trailerach. Mimo wszystkich słabości film jest wydarzeniem i dowodem na to, że jak się chce to można. Nie każdy musi być oczywiście od razu Cameronem, ale ewidentnie wcześniejsza praca w hollywoodzkim systemie pomaga w takich debiutach. Jeśli odbiera się film przez pryzmat „nerdowskiego czynu”, można się na nim dobrze bawić – z drugiej strony ten sam duch nerda nie pozwala nam na jego akceptację w tej formie.

A moją ostateczną refleksją jest: Niech Worst Case Scenario zostanie w takiej formie, jak jest. Nie róbcie z tego filmu.

Ocena (1-5):
Nazi UFO:
5
Pomysł: 5
Wykonanie: 2
Fajność: 3

Cytat: Universelle Systemische Bindung!

Ciekawostka przyrodnicza: Jedno z prawdziwych Nazi UF powstawało w Breslau (obecnie Polska) jak dzieło inżyniera Richarda Miethe. Inne wymyślił Rudolf Schriever w Pradze (obecnie Czechy). Czy poleciały? Nie wiadomo.

Written by: Commander John J. Adams

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

13 Komentarze(y) na Iron Sky

  1. Ja się srogo rozczarowałem, film nudny i rozwleczony, i przy okazji zupełnie nieśmieszny.

    E, Komandorze, popraw babola w pierwszym akapicie – "między X a Y" bez przecinka.

    kurde balans czemu ja napisalem kapitanie

  2. "…każdy śmieje się z utartych schematów i klisz hollywoodzkich, ale owe schematy i klisze powstały po latach standaryzacji i "komercyjnego urzemiosłowienia" sztuki filmowej, zapewniają podstawowy wzorzec postaci i podstawową strukturę dramatyczną. Jeśli nie masz nic ambitniejszego do zaoferowania, to lepiej trzymaj się tych schematów…"
    Święta Prawda i dobrze powiedziana. To bardzo uniwersalny tekst. Takie rzeczy krzewią w ludziach zdrowe podejście. Dzięki za kolejną recenzję!

  3. Sporo w tym filmie o nazi, a o Niemcach chyba nic.

  4. Eeee, sorry ale już zestawianie słów sztuka i film nie dla wszystkich jest do przyjęcia (żeby nie było – dla mnie osobiście istnieją filmy zaliczane do dzieł sztuki).

    Po pierwsze jeżeli chodzi o kinematografię to najpierw pojawiła się standaryzacja i schematy (zaczerpnięte z teatru i powieści), a dopiero później obok nich wyrosła "sztuka".

    Po drugie: mowa o "komercyjnym urzemiosłowieniu sztuki filmowej" i do tego w odniesieniu do jankesów to IMO niezbyt usprawiedliwiona próba podniesienia rangi filmów, które same w sobie były/są dobrą rozrywką i niczym poza tym. Ja bym raczej powiedział o "inkorporacji środków oddziaływania na widza zaczerpniętych z doświadczeń kina autorskiego (przede wszystkim europejskiego) w celu opracowania nowego standardu komercjalizacji".

  5. Mi chyba udało się przymknąć we właściwych momentach nerdowskie trzecie oko, i jakoś nie doznałem komandorskiego rozczarowania. Owszem, bywało słabo, ale plusy przesłoniły mi minusy. I tyle.

  6. @Atue – ciekawe to co piszesz, i oczywiście to prawda, że kino na początku – jak każde nowe medium – siedziało w jakimś już ukonstytuowanym medium – w tym przypadku w teatrze, powieści, malarstwie itp., ale to było daaaaawno temu. Kinematografia od długiego już czasu jest samodzielną dziedziną sztuki, i jak w każdym przypadku, tak tutaj są chały i arcydzieła. Nie wiem skąd się u Ciebie biorą jakieś wątpliwości w tej materii 🙂 Dyskusje na ten temat zaczęły się i skończyły się dobre kilkadziesiąt lat temu.
    Teraz się raczej dyskutuje nt. tego, czy gry komputerowe są już sztuką, czy jeszcze nie (wg rządu USA – są, jako że można się starać już o rządowy grant na stworzenie "artystycznej" gry komputerowej), ale to temat na inną rozmowę 😉

  7. Swoją drogą, budowla nawiązująca kształtem do bazy selenazistów jest również w Polsce. Polecam rzucić okiem na szpital kliniczny nr 1 w Szczecinie. Wygląda jednak na to, że ostatnie remonty i przebudowy zniszczyły oryginalny zamysł autora projektu.

  8. Wy tu gadu gadu o teorii filmu i sztuki, a tymczasem uwolnili do sieci finalny trailer Prometeusza [url]http://www.youtube.com/watch?v=1byZkbNB3Jw&feature=player_embedded[/url] są holo space dżokeje jest impreza:)

  9. @watson
    Polecam wyszukać też w GMaps to "Naval Amphibious Base Coronado, Coronado, CA, United States". Śmieszne jest to, że architekt po latach stwierdził, że "nie zauważył, że tak wyszło".

  10. No oczywiście, że sprawdziłem na googlu wszystki "swastika shaped buildings" – ale chyba najbardziej podoba mi się jeden dom spokojnej starości, kształtu wiadomego oczywiście.

  11. Tzn. akurat coś takiego jak Hel-3 naprawdę istnieje i jest to izotop, oczywiście helu i występuje on na księżycu. Jest świetny do syntezy termojądrowej, znacznie bardziej kaloryczny a przy tym mniej produkuje odpadów.

Dodaj komentarz