Conan the Barbarian

Tytuł: Conan the Barbarian
Produkcja: USA, 2011
Gatunek: Fantasy
Dyrekcja: Marcus Nispel
Za udział wzięli: Płk Quaritch, Ron Perlman, Rachel Nichols, Rose McGowan, Momoa, różni Bułgarzy obojga płci, Katarzyna Wolejnio jako Valeria
O co chodzi: Bułgarskie centrum chujozy *

Lutuj monstera!

Jakie to jest: Generalnie recenzowanie syfiastych filmów jest prostsze i efektowniejsze niż filmów dobrych: można się popastwić, zabłysnąć dowcipną krytyką, obśmiać i zmieszać całość z błotem zyskując poklask i uznanie czytelników, a literki same wyskakują spod klawiszy tworząc sążniste epopeje. Sam robiłem to nie raz i jeszcze nieraz zrobię – jednak nie w przypadku Conana Barbarzyńcy (3D). Miernota tego filmu jest po prostu tak przytłaczająca, że wracając do niego pamięcią czuję tylko czarną rozpacz, a nie dowcip i lekkie pióro.

Momoa, to nic nie da

Korzystając z okazji chciałbym przeprosić wszystkich za promowanie tego gówna na łamach ZP, zamieszczanie trailerów i newsów. Czuję się w jakiejś mierze moralnie (a może i politycznie) odpowiedzialny za katusze, których doznali ci z Was, którzy poszli do kina zachęceni naszymi łamami (jednak nie czuję się aż tak odpowiedzialny, aby komukolwiek takie wyjście refinansować). Nikt oczywiście po Conanie nie spodziewał się cudów ani nawet dorośnięcia do pięt oryginałowi Miliusa – ale chyba można było oczekiwać w miarę sprawnie zrobionego filmu akcji w znanym świecie i z lubianym bohaterem, zwłaszcza że Momoa zaczął w końcu nawet jakoś wyglądać. Zamiast tego dostaliśmy jakiegoś koszmarka, który jest stekiem kiepsko wyreżyserowanych scen walki w telewizyjnych lokacjach przetykanych deklamacjami „fabularnymi”. Z Conanem ma to tyle wspólnego, że jest faktycznie kafar z mieczem i są dawne czasy. Film rozpaczliwie stara się uwiarygodnić zasypując widza masą howardowskich nazw geograficznych, jednak na tym klimat się kończy. Od pierwszych chwil jest oczywiste, że ani reżyser, ani Momoa nie widzieli żadnego z poprzednich Conanów (ani nawet Red Sonji) – i nikt przecież nie wymaga od nich równania do ich poziomu. Ale kuźwa chyba mogliby chociaż mieć pojęcie do jakiego dziedzictwa się odwołują i może nie iść po najmniejszej linii popcornowego 3D-oporu.

W Elblągu kręcili

No właśnie – tym razem na ołtarzu trójwymiaru złożono nawet sceny akcji. Wszelakich przejawów przemocy w filmie nie brakuje i na ogół są one na przyzwoitym poziomie serialowym. Jednak np. walka z Wielką Ośmiornicą, ewidentnie zrobiona pod 3D to taki chaos, że trzeba być chyba robotem, żeby nadążać gdzie jest Conan, gdzie jest jego kumpel, gdzie jest zły i kto właśnie wpadł pod wodę. Kolejną potwarzą jest muza – jak wiadomo soundtrack Poledourisa z arnoldowskich Conanów to wieczny pomnik muzyki filmowej. Tutaj o muzie mogę powiedzieć tylko tyle, że chyba była, ale nawet na torturach nie potrafiłbym przypomnieć sobie choćby jednego taktu.

Landszaft może być

Szczególne uznanie należy się jednak autorom scenariusza, który udało się spieprzyć nawet mimo jego niedorozwojowej prostoty. Może faktycznie przeczytali parę opowiadań o Conanie, ale chyba rzadko w życiu wychodzili z piwnicy i uznali, że jak się napisze „facet jeździ statkiem niesionym przez słonie, który nigdy nie pływa po wodzie” to będzie w filmie fajnie wyglądało. Pomijam kwiatki w stylu „zdobywanie wieży przez pół dnia, a na górze nic nie ma”, czy „od barbarzyńców z Cymerii cywilizowane ludy mogą się uczyć elokwencji, kultury i technologii”. Dialogi pisał najwyraźniej ziom od ekranizacji Wiedźmina, który chyba był w ogóle głównym konsultantem ekipy. Sam pomysł na fabułę w deseń „Conan ratuje świat” jest mocno idiotyczny, gdyż wiadomo, że najlepsze opowiadania o Conanie to kameralne przygody w jednej lub kilku lokacjach.

Zdaj sprzęt

Sam Momoa jako Conan wypada średnio, czyli ani dobrze, ani źle. Z ryja i mułów może nawet być, ale aktorsko daleko mu do „prymitywnego inteligenta” Arnolda. Kilka conanowskich tekstów go nie ratuje, za to pogrążają go patetyczne pozy z mieczem, które Schwarzeneggerowi wychodziły naturalnie, a dla Momoy są ewidentnie nowością i atrakcją. Gość kompletnie nie czuł klimatu Conana i tego, co czyni z niego kultowca – w życiu nie dałby rady zagrać sceny „po całym dniu walki Conana otaczała wysoka na 5 stóp warstwa ciał wrogów” czy „Conan biegł 5 dni i 5 nocy”. No ale w rękach lepszego reżysera może byliby z niego ludzie. Inne postacie – różnie. Pułkownik z Avatara i Rose McGowan jako źli byliby nawet OK, gdyby nie katastrofalne dialogi. Jedna z moich ulubionych aktorek, Rachel Nichols, która dostała pierwsze ostrzeżenie po Star Treku teraz już ostatecznie powinna się udać na ławkę rezerwowych (albo do poczekalni chirurga), zaskakująco słabo wypada też Ron Perlman. Tzn. gość się stara, ale głową muru dennego scenariusza nie przebije. Pomijam kolesi Conana, czyli złodzieja „wpadłem na bezużyteczne 5 minut na ekranie” i Murzyna „wymień u mnie ekwipunek i zrób sejwa”. Jakoś totalnie olano drużynowy charakter filmu, zostawiając na ekranie tylko Conana i mimozę Nichols.

Szkoda, że to nie Raiders of Taramis

Jako mały plusik mogę wymienić sam design świata – ładne widoczki i dorysówki upiększające bułgarską wieś. Szkoda, że funkcjonują tylko one jako tło, bo próba przełożenia tych fantastycznych budowli i krajobrazów na dekoracje wypada tragicznie i wygląda albo biednie cyfrowo, albo jak skład skupionych z demobilu używanych dekoracji z LotRa. Szczytem idiotyzmu (dosłownie) jest tu komnata bez ścian złego kola na szczycie wieży – która totalnie wali blue boxem, a nie lokalizacją na zewnątrz. Dobrze chociaż, że kilka kostiumów i charakteryzacji było całkiem fajnych i widać, że ktoś tam kumał, w którym kościele dzwonią.

Tak więc na koniec – film zabił przeosioł Nispel za kamerą. Gość nie ma zielonego pojęcia o Conanie, fantasy, czy choćby kinie akcji. Facio który zrobił kilka przyzwoitych neo-slasherów zupełnie się pogubił w dużym budżecie i podjął całą masę trefnych decyzji. Stworzył swojego kalecznego potworka dodatkowo doprawiając go wetkniętym zupełnie bez sensu kretyńskimi scenami okrucieństwa, które mają wdzięk PRLowskiego erotyka i – co zadziwiające – pasują do tego Conana jak kwiatki do kożucha. Koleś mógł sie uratować robić przeciętny film, ale postanowił uwiecznić wizję przefiltrowaną przez swój mikro-rozum na zasadzie „jak totalnie zielony gość wyobraża sobie Conana”. Chwieje się lew…

* Ta boska refleksja (c) Garret

Ocena (1-5):
Kult Conana:
2
Luneta Conana: 1
Klimat Conana: 0
Fajność: 1

Cytat: Mój nos!

Ciekawostka przyrodnicza: Momoa sam napisał scenariusz sequela. Krzyż na drogę.

Written by: Commander John J. Adams

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

19 Komentarze(y) na Conan the Barbarian

  1. "i może nie iść po najmniejszej linii popcornowego 3D-oporu."

    powinno być 'po linii najmniejszego popcornowego 3D-oporu." 😉

  2. Podobno Conan pokonuje jednego przeciwnika 'waląc jego konia z bara', czy to prawda?

  3. Zauważyłeś jakiś dobry kostium?

    Fajne krajobrazy? Ja widziałem zwyczajny brzozowy lasek albo czaszkoskałę rodem z Gumisiów.

    Pierwsze ujęcie, szlachtująca kogoś rodząca mama Conana, było git, dalej tylko w dół do poziomu serialu. Dobry Conanek rewolucjonista ratuje niewolników…. Cromie…

    Świetnie że ten cały słoniostatek nie przydaje się finalnie do niczego.

    Wątek klasztoru i pochodzenia conanowej laski i jej odstawienia pod zamek Kalidora, przeszedł chyba tyle korekt iż stał się niezrozumiały nawet dla scenarzystów.

    Szanowni filmowcy, fajna przygoda Conana wygląda tak: Conan se idzie, Conan spotyka lachona, jest przygoda, Conan kogoś/coś rozwala, Conan idzie dalej.

  4. Jeszcze jedno. Zaskakuje ilość nawiązań do twórczości Planu9.

  5. Parę kostiumów było fajnych (głównie tych hero).
    Krajobrazy – jak napisałem chodziło mi o dorysówki, a nie bułgarskie widoczki.

  6. Mnie się nowy Conan skojarzył z tegorocznym Krakonem: wykorzystano obiecującą nazwę, żeby zrobić ludzi w bambuko i wyciągnąć od nich kasę :/

  7. A zapowiadało sie fun fun fun :/

  8. nic dodać ,nic ująć… trafna recenzja
    najgorsze jest to że na innych portalach ,nawet związanych z fantastyka wychwalają film pod niebiosa (w recenzjach) ,a chyba swoje teksty pisali jeszcze przed premiera bo trafiłem na zdanie że " na pewno będzie sukcesem kasowym" ha ha dobre ;))

  9. Nie poszedłem, bo ostatnio obejrzałem w TV poprzedniego "Barbarzyńcę". Jak się okazuje była to trafna decyzja i swego rodzaju objawienie.
    Uwielbiam takie soczyste recenzcje Komandora. Mimo początkowych oporów, tekst wyszedł jak malowany. Czyta się jednym tchem!

  10. Ha! A więc jednak dobrze zrobiłem, że poszedłem na kosza zamiast do kina.

  11. Właśnie znalazłem takiego newsa:
    [url]http://www.zakazanaplaneta.pl/news.php?readmore=4161[/url]

    Jak widać na etapie koncepcji film teoretycznie mógł mieć całkiem przyzwoitą fabułę.

  12. Jezu – to rzeczywiście zapowiadało się sensownie! (łapie się za głowę :o)

  13. Każdy kto wydaje pieniądze na takie filmy, zamiast ściągać z torrentów, jest sam sobie winien [evil laugh] haha :]

  14. W tym momencie dziękuję wszystkim bogom, że znajomi usłuchali i poszliśmy na przyzwoitych "Kowbojów i obcych".

  15. @Lordzie New Age – jeśli pyta Lord o Krakon, to zaiste był on kupą rzadkiej urody 🙁

  16. Conan, sronan… Geneza Planety Małp kurwa! Recka Conana przez RLM [url]http://www.youtube.com/watch?v=mFkoh3J0yMI[/url]

  17. @pFF
    O Krakon pytałem.
    Szkoda.
    Myślałem że teraz są czasy fajnych konwentów.

  18. What CONAN thinks about momoa?
    [url]http://www.youtube.com/watch?v=6stf3LqD5LM&feature=related[/url]
    Przy tytule recki przydałoby się dopisać "2011", żeby nie było wątpliwości żadnych.

Dodaj komentarz