Vice Versa

Tytuł: Vice Versa
Produkcja: USA, 1988
Gatunek: Komedia VHS
Dyrekcja: Brian Gilbert
Za udział wzięli: Kevin Arnold, Judge Reinhold
O co chodzi: Nieoczekiwana zamiana miejsc

Tym razem bez Kevina Sorbo

Jakie to jest: Historia tajemniczej czaszki z przemytu, której moc sprawia, że przez przypadek i niefortunny zbieg okoliczności ojciec i syn zamieniają się ciałami (przypomina się trochę All Of Me ze Stevem Martinem).

Marshall (Judge Reinhold, znany z Gliniarza Z Beverly Hills) i Charlie (Fred Savage z Cudownych lat) Seymorowie muszą stawić czoła nowej rzeczywistości: ojciec ponownie trafia do szkoły, a syn musi radzić sobie w realiach dorosłych. Sytuacja rodzi całą masę zabawnych zdarzeń tudzież pomyłek. Oczywiście mamy tu lekcję dla bohaterów, dzięki której obaj nabierają respektu do życia, zaczynają doceniać rzeczy, które dotychczas były dla nich obojętne i lekceważone. Dzięki pewnemu profesorowi odnajdują sposób na powrót do swych ciał, jednak na drodze stają im przemytnicy pragnący odzyskać skradzioną czaszkę.

Film z czasów, gdy jeszcze komedia była zabawna, a dreszczowiec faktycznie przerażał. Smak końca lat ’80 z odpowiednim tempem akcji i rockowym podkładem (Malice), choć padają tu zapytania o bilety na Van Halen! Doskonała gra aktorska – reżyser trafił w odpowiedni moment możliwości i popularności obu aktorów. Ktoś powiedziałby, że to historia dla dzieci i młodzieży – ha, chciałoby się by w obecnej młodzieżowej telewizji pojawiały się takie filmy zamiast pseudozabawnych seriali typu Hannah Montana czy Camp Rock.

Warto zaznaczyć, że reżyser Brian Gilbert po latach nakręcił np. Gathering z Christiną Ricci.

Ocena (1-5):
Fred Savage Vs Judge Reinhold:
5
Pomysł: 3
Klimat: 5
Fajność: 4

Written by: Paweł L.

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

3 Komentarze(y) na Vice Versa

  1. Moja kaseta z tym filmem (no nie oryginalna przecież) poszła na przemiał, oczywiście recyklingowy. A w Polsce DVD nie wyszło i pewnie już nie wyjdzie… Wspominam go dobrze, przychylam się do ocen. Obaj aktorzy nie zagrali już niczego zbyt wielkiego, a tutaj choć i film to nie arcydzieło, ale stworzyli udany duet.
    To te "Hannah Montana" są naprawdę takie złe? Kojarzę tylko jakieś seriale z drętwym polskim dubbingiem na Disney XD. Przykuwają mnie na całe 5 sekund do telewizora…

  2. Oryginalna ścieżka dźwiękowa też jest drętwa- mam w rodzince nieletnie fanki tego chłamu, to wiem:D
    A film podobał mi się.

Dodaj komentarz