Predators

Tytuł: Predators
Produkcja: USA, 2010
Gatunek: Postmodernistyczna komedia
Dyrekcja: Kontrolerzy-men
Za udział wzięli: Pianista, ninja, Machete, Morfeusz, Venom
O co chodzi: Chudy koleś i jego znajomi muszą pokonać Predatorów

Single blade in grass

Jakie to jest: Zacznijmy od podstawowych wrażeń: Predator był Arnold-filmem. Kafar z Ziemi walczył z kafarem z kosmosu, więc ich okładanie się po ryjach było jak najbardziej na miejscu. Podobne sceny w wykonaniu wątłego Brody’ego niestety muszą wywołać wśród publiczności radość. Brody oczywiście dobrze daje sobie radę jako zgorzkniały żołnierz szybko adaptujący się do wrogiej sytuacji, ale kiedy dochodzi do męskiego starcia, powinien raczej zostać w domu i grać na pianinie. Scena, w której Adrien ściąga koszulę, żeby pokazać, że chodził na tę samą siłkę, co Leonidas z 300 niewątpliwie przejdzie do annałów największych kuriozów kinematografii.

Ale od początku: Predators jest filmem niezłym, o wiele lepszym niż się spodziewałem po ostatnich wycieczkach w wykonaniu Paula W.S. Andersona. Mimo, że oczywiście oryginałowi do pięt nie dorasta, w odróżnieniu od bełkotu AVP Rodrgiuez i Antal zrozumieli o co chodzi z Predatorami i jak zrobić z nich kultowców. Nie są to już nieruchawe przesterydowane szafy walczące pokracznie z Aliensami, ale fajnie schoreografowane SOBs, które bynajmniej nie chcą się przyjaźnić z ludźmi (choć tylko niestety do pewnego stopnia). Mimo wyraźnego odcięcia się od AVP niestety w kanonie pozostało kilka pozostałości, które Dzięki Uprzejmości Pana Andersona zauważamy i w Predators: mapy 3D w nadgarstku, mega długie spury, czy kretyńskie „Wróg ,mojego wroga…”. Cóż, chyba dobrodziejstwo inwentarza.

Gdyby miał ogon, to by nim też machał

W miarę niezły scenariusz mocno odcina się od poprzedniego rodriguezowego potworka i wyciska właściwie wszystko co się da z konwencji „grupa osób w dżungli, w której właściwie nic nie ma”. Postacie mimo swojej sztampy są całkiem nieźle poprowadzone i mamy kilka miłych zakrętów fabularnych – nie jakichś powalających rewelacji, ale na tyle ciekawych, aby nam się w kinie nie nudziło. Niestety film bardzo stara się nawiązać do swojego dziedzictwa i jak dla mnie jest to jego największa wada. Ekipa jest niemal pełną kalką z pierwszego Predatora: minigun-man, dwa MP5-man, latynoska lasia (tu innej nacji), twardy łysy Murzyn, milczący fan broni białej, nerdoidalny dziwak. Muza jest kopiowana praktycznie w 100% i nawet parę riffów za bardzo nie dodaje jej oryginalności. Wiele scen jest skopiowanych 1:1, łącznie z podłożoną tą samą muzą – nie będą spoilerował, ale na pewno każdy sam zobaczy co i jak. Na kalecznym rimejkowaniu starego Preda się nie kończy – w dialogach mamy cytaty nie tylko z oryginału i AVP, ale też… Aliena, co chyba świadczy o tym, że przeklęty filmowy związek obu serii został ostatecznie zalegalizowany również przez przyzwoitych twórców. Zresztą szczytem postmodernizmu jest Larry Fishbourne cytujący… Czas Apokalipsy. Wszystko to powoduje, że znaczna część filmu ma aspekt wyraźnie komediowy – co ciekawe, chyba po części zamierzony przez twórców.

[Tu puść muzę z LotRa]

Jednak jak wspomniałem, to żenujące czerpanie z poprzednich filmów jest wielką wadą Predators. Jego scenariusz jest na tyle ciekawy, a postacie na tyle sensowne, że film obroniłby się sam bez problemu bez tych ostentacyjnych protez. Koniec końców odnosimy jednak wrażenie, że Rodriguez i pan Węgier nie byli pewni jakości własnego dzieła, więc postanowili je na siłę wspomóc nawiązaniami do klasyki, poniekąd ustawiając się w jednym szeregu z Andersonem. Natomiast jestem w stanie przyjąć nawiązania do starego scenariusza Rodrigueza, bo jak nie patrzeć jest to materiał autorski. Nie mamy tego za wiele – sama idea rzucenia Ziemian na obcą planetę, uwięziony Pred, budowle Predatorów, a także gościnny występ modliszka-mana.

Pamiętamy, że stary Predator w pierwszej połowie pokazywał nam akcję w wyluzowany sposób z punktu widzenia oddziału, natomiast w drugiej – już bardziej mrocznie, od strony ich oponenta. W Predators od samego początku Antal buduje klimat osaczenia filmując naszą grupę integracyjną z daleka i unikając zbliżeń, dodatkowo fundując nam mocno wyblakłą paletę kolorów. Wrażenie to zresztą budowane jest od pierwszej „spadanej” sceny, która dużą epą wciąga nas w akcję – a ponieważ właściwie 100% filmu dzieję się wyłącznie na obcej planecie – wrażenie izolacji i oderwania od świata jest przyzwoite. Nie zostajemy też nigdy na ekranie sam na sam z Predatorem (jak to np. było w scenie pierwszej pomocy w jedynce), co jest o tyle fajnym zabiegiem, że film jest ciekawy nawet dla znawców serii, gdyż Predy długo pozostają nieujawnione i tajemnicze. Co prawda pierwsza scena ich prezentacji zalatuje znowu komiksową masturbacją PWSA, ale to wyjątek. Cały film jest kręcony mocno w stylu oryginału – bez finezyjnych lotów kamery, bezsensownego CGI. Wszystko kręcone jest kameralnie w lasku, z oldskulowymi kostiumami Predów i zbudowanymi dekoracjami. Kostiumy Predatorów są bardzo spoko, mocno w duchu dwóch pierwszych filmów – jak się okazuje, da się coś tuj jeszcze myśleć bez przesadnych udziwnień. Nie jestem pewien co prawda, co w filmie robi Pred z jedynki – może potem przyleciała po niego kosmiczna karetka i wyzdrowiał, a może to po prostu bardzo podobny koleś. Niestety samo tempo filmu, choć przyzwoite jest schematyczne: scena akcji – scena głębokiego dialogu postaci – scena akcji – i tak w kółko.

Typowy kosmiczny korytarz

Niestety postacie, mimo że koncepcyjnie nawet atrakcyjne, są potraktowane bardzo nierówno. Po pierwsze film ma wysoki współczynnik syjonizacji, jako że dwójka głównych bohaterów prezentuje określoną przynależność etniczną – no ale czego się spodziewać po Hollywoodzie. Tak czy inaczej, jedynie ta dwójka cechuje się w miarę sensowną złożonością, jeszcze może Morfeusz. Reszta kolesi stanowi jedynie tło – postacie typu ruski paker czy Trejo robią na ekranie wyłącznie sztuczny tłok. Pomijam postać Japońca Hanzo, który jest tak tajemniczy, że kiedy ekipa spotyka go w lesie, nikt nawet nie próbuje go zagadać.

Na szczęście sceny akcji to hard R – obcięte członki, głowy, strumienie krwi, brzydkie wyrazy, wybebeszone korpusy to miła odmiana po bredniach Andersona. Szkoda tylko, że naśladując tak mocno jedynkę, nie dostaliśmy odpowiednika radosnej strzelaniny w obozie rebeliantów.

Predators to kalka owinięta dookoła w miarę oryginalnej koncepcji – i film, który byłby dużo lepszy, gdyby Rodriguez zaufał własnej kreatywności. Idea sztandarowego tytułu lat ’80 zaskakująco dobrze zniosła przeniesienie w rok 2010 – choć nie ukrywam, że prostackie dialogi i grubo ciosane postacie oryginału są bardziej przekonujące niż wydumani bohaterowie Predators. Może dwójka się poprawi, bo póki co kultu Aliens, do której film próbował nawiązać tytułem, jeszcze daleko.

Ocena (1-5):
Ekipa: 3
Predators: 4
Oryginalność: 2
Fajność: 4

Cytat: 5pm? Bitch raping time.

Ciekawostka przyrodnicza: Trailerowe kłamstwa:

Written by: Commander John J. Adams

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

20 Komentarze(y) na Predators

  1. >W miarę niezły scenariusz mocno odcina się od poprzedniego rodriguezowego potworka (…) film, który byłby dużo lepszy, gdyby Rodriguez zaufał własnej kreatywności.

    Proszę bez sprzecznych i mocno kontrowersyjnych uwag!!!

  2. Na widok spasionego Morfeusza miałem ochotę zrobić Sad Keanu. Film słaby, znacznie poniżej i tak nienajwyższych oczekiwań (wiadomo, galleony, mrówki, cadillaki – groźba wisiała). Rodriguez zabawił się kosztem uniwersum, wymyślił jakieś psy (szariki?) które służą tylko do odtworzenia kultowej napierdzielanki w las czym-się-da. Tak samo zresztą jest z całą ekipą, jak w reality show. Nawet pan Yakuza-samuraj z włączonym teleportem stawia się brutalnemu Predowi i wypada całkiem śmiesznie (jak sam Black Predator).

  3. Dla mnie wszystko na 2…chociaż nie za oryginalność dałbym 0.

  4. Byłem, widziałem i….. muszę się z recką całkowicie zgodzić. Pomysł całkiem niezły, jednakże z każdą mijającą minutą jest niestety coraz słabiej. Ponadto przyznam że jak dla mnie Rodriguez zbyt przekombinował niektóre elementy fabuły. Sam bowiem już nie wiem kto kogo, w czym i po co zrzucał na lesistą planetę. Z drugiej jednakże strony, w porównaniu do tego co zafundował nam pan Anderson i bracia S., to 'Predators' to właściwie arcydzieło.

  5. Nadspodziewanie pochlebna recka powstała chyba pod wpływem upałów które jak widać mocno dały się JJA we znaki.
    Jedyne co mi pozostało po Predators to niesmak tak głęboki, że aż muszę upić się przed komputerem, żeby go z siebie zmyć.
    Film nie ma ani jednej zapadającej w pamięć sceny. Finałowy pojedynek nie ma w sobie za grosz epy ani napięcia.
    Morfeusz oprócz tego, że utuczony jak wieprz, przebywając w dżungli już jakiś czas jest świeżo po wizycie u fryzjera i nie omieszkał się ogolić tuż przed spotkaniem z naszą dziarską ekipą.
    Scena w której ginie japoniec jest tak żenująca, że część widowni w kinie (zapewne doceniając jej komizm) zaczęła bić brawo na cześć dzielnego jakuzy.
    Wspomniana już przez snappika sekwencja "napierdzielania w co się da", mimo tego, że wzbogacono ją o predopsy, nie jest godna wiązać sznurówek scenie z jedynki, w której banda kafarów po prostu stała i napierdalała do drzew.
    Eka na poziomie drużyny RPG + zadziwiający brak wyczucia proporcji. Kiedyś Jesse Ventura był na jeden strzał dla zwykłego preda, dziś na kolesia z nożem z łyżki super-ultra-nadpredator musi poświęcić całe 10 sekund.

    Podsumowując – 0/10

  6. Być może wszystcy spodziewaliśmy się niesamowitości i kosmosów (podobna klasyczna pułapka, niczym przed premierą nowego IJ)? Człowiek szedł do kina na lekkim wzwodzie, spodziewając się klasycznych lat '80. Też tak poszedłem. A gdy zaczął się film i usłyszałem motyw muzyczny z jedynki (to tydy dy dy dyd dy) to już wiedziałem na jakim filmie jestem. Miejscami nawiązania do jedynki biły po pysku aż nadto (tytułowe Over here, albo jak Pred oglądał ryło Pianisty) i kuły mnie te przemyśleniówki latyno-lasi w stronę Brodiego. Moim szwedzkim okiem film dał radę i miejscami powodował u mnie ciary na plecach i głupi uśmiech na ryju. Być może jest on jak Obcy 3: trzeba go obejrzeć kilka razy i zasmakować.

  7. ja tam mega rozczarowany nie jestem, zawsze bylem bardziej w strone Obcych niz predów…mi sie film nawet podobał, choc fakt, ma pare smiesznych scen vide smierc japońca – na poczatku fajny klimacik, a koncowka lame. Ogolnie filmik im plus ale taki mały, natomiast w porownaniu z avp i avp:r – jak juz wspomniano – arcydzieło.

  8. Jak dla mnie film słaby.Początek dawał mi nadzieje ale im dalej tym gorzej.Pianista grając na siłę twardziela wyglądał jakby mu to ból sprawiało a widok spasionego morfeusza wzbudził śmiech na sali do tego miałem wrażenie że w walce Predatory Brodiego nie dorastały do pięt predatorowi Arnolda jak i Glovera:).

  9. Imho, nikt nie zrobi już filmu takiego dobrego jak Predator, bo temat się wyeksploatował. Siła filmu tkwiła w jego tajemniczośći (dobrze połączonej z zabobonnym strachem przed naturą) i umiarkowanym dawkowaniu Preda. Przez dobre 3/4 filmu nie było go widać. Po 23 latach karmienia nas historiami o predach w komiksach, książkach, gierkach wiadomo już prawie wszystko.

    Dodatkowo klimat napierdalanki jednego uber goscia z predem mocno się wyeksploatował po drodze, nawet w samych filmach.

    Dlatego uważam, że Predators nie jest złe, a wręcz dobre:

    – Predy nie są jakimiś karykaturami samych siebie
    – Jest dużo mrugnięć okiem do widza (predo czacha, czacha aliena)
    – Kilkanaście fajnych motywów – dobry początek, znalezienie klatek, statek, znalezienie martwego Arnolda (szkoda, że nie użyczył facjaty), obczajenie, że to inna planeta w połowie filmu
    – Rodrigezowye klimaty (samuraj, 5 bitch raping time, serial killer, schizomorfeusz)
    -karaluchman

    Minusy, to:
    – xerowanie z Predatora, ale jest dość umiejętne
    – niektórzy bohaterowie (więzień? nie wygląda jakby mógł tydzień w pierdlu wytrzymać, a akcje z nożykiem, ecchhhh…/ murzyn co panikuje, a pewnie robił takie masakry, że powinien być po maksa znieczulony, itd./ trejo co jest klonem indiańca z 1)
    – niewiarygodna latynolasia co płacze nad swoimi kompanami i drętwe dialogi o tym, że my – ludzie jesteśmy drapieżcami
    – za mało uberfajnego kasowania ludzi przez predów

    Ja tam z kina wychodziło z bananem na twarzy, bo wreszcie ktoś zrobił film, który nie obrzydził klasyka, wzbudził fajne nostalgiczne skojarzenia i nie przynudzał. Mam nadzieję, że będzie 2 i to porządna, może być robiona/ pisana przez Rodrigueza.

  10. 2x MP5 u Trejo to raczej nawiązanie do występu Dillona w jedynce, Billy'ego udawał tu Hanzo, co chyba jest oczywiste dzięki wiadomej scenie.

    A nożowanie Preda więziennym nożykiem to genialna komediowo scena, na którą miałem nadzieję cały film.

  11. Hehe, zgadzam się, ale w sumie dużo tych powiązań:

    2x MP5 – Dillon/Cuchillo
    etnicznie – Billy/Cuchillo
    śmierć – Billy/Stans – kręgosłup Billy/Hanzo – sam z maczetą.

    Co do Hanzo to ubił preda chyba, ze względu na kult miecza samurajskiego + właśnie już totalne posądzenie o plagiat.

    Komediowo nożyk ok, ale chciałem więźnia kafara, co by szczoteczką do zębów nawet zabił, szczególnie, że za wypłocha robił już lekarz.
    Co do komediowej sceny to dobra była ze zdjęciem dzieci.

  12. Takie sobie to bylo. Nie profanacja ale tez nic specjalnego.
    Wyglada jak remake Predatora 1 tylko gorsze – lepiej obejrzec oryginal.

    Pare uwag:
    – Muza dobra bo taka sama jak w P1.
    – efekty i gore ok
    – postaci drugoplanowe dawaly w miare rade
    – duuuuzo rzeczy z jedynki, niektore nawet 1 do 1 kopiowane, lacznie z praca kamery i muzyka
    – dodatkowo szereg motywow z Aliens
    – Postac Brodiego nawet nie taka zla, gosc nie za bardzo sympatyczny.
    – Skad predy wiedza ze jakis koles z pudla albo ten drugi psychol jest dobrym zabojca? ? Chyba musieli czytac akta jego sprawy.
    – Morfeusz spasiony, jakby predojagód sie nażarł, ale jego watek nie byl najgorszy
    – lopatologiczne wciskanie ze ludzie to jeszcze gorsi zabojcy niz predy
    – co 15 minut marszu inna strefa klimatyczna
    – te wszystkie planety i ksiezyce tak blisko siebie krazac dawno by sie pozderzaly
    – Adrien =/= Arnold

  13. Plusy filmu:
    -design predów renegatów
    -mroczna atmosfera
    -ciekawe sceny akcji (Hanzo)
    -otwarte zakończenie

    Minusy:
    -skąd predy banici wzięli spadochrony dla ludzi?
    -no i ich bronie?
    -planeta z ziemską roślinnością?
    -ni to dżungla, ni to las podzwrotnikowy
    -obce statki (starożytnych predów?)
    -po cholerę predom renegatom "psy" tropiące i "orły"? To od czego mają maski z multiwizją?
    -przemierzając planetę bohaterowie nie spotkali miejscowej fauny (karaluch-man się nie liczy).
    -przywiązany pred z jedynki? Nie rozumem celu jego zniewolenia.
    -jeden granat ruska rozwala preda z bliskiej odległości, ale podminowany doktorek z tuzinem granatów już nie.
    -monotonna sceneria
    -pianista zbyt szybko rozpracował kim są łowcy
    -słaba walka preda banity z regularnym predem

    Reasumując: film nawet dobry, choć miejscami nudny – czasami występują w nim drętwe dialogi, czasami spowolnienia akcji. Liczę na dwójkę z lepszymi pomysłami co widać już na końcu filmu – więcej innych gatunków – walka nie tylko z predatorami ale z inną zwierzyną. Pozostawia niedosyt.

    Ocena: -4

  14. "-przywiązany pred z jedynki? Nie rozumem celu jego zniewolenia."

    Morfeusz mówił o polowaniu dużych predów na małe (dwie rasy/kasty ??) to trochę tłumaczy, a co do przywiązania – może lubią się znęcać nad małymi.

  15. Martwy Arnold i pred z jedynki? Rozumiem, że upały srogie panują, ale kina teraz są klimatyzowane.

    Co zaś recki się tyczy, to nie zgodzę się z wyceną filmu, ale zgodzę się z tym, że twórcy mogli bardziej zawierzyć swej kreatywności. Aczkolwiek do jedynkowych nawiązań żalu mieć nie można, bo przynajmniej wiedziało się na czym się jest. Bez nawiązań na bank byłoby podsumowanie, że zabrakło klimatu oryginału.

    Jak na upływ lat, zmiany pokoleniowe i ogólne zmanierowanie widza, to był całkiem dobry Predator naszych czasów. Przynajmniej po srakach Andersona zwrócono predom honor. Ciekawe czy za drugim razem będzie się dawało obejrzeć.

  16. Jaki martwy Arnold?? Cholera nie dosc ze podczas seansu mialem przymusową 10-minutową przerwę to jeszcze mnie jakis sceny omijały?! 😉

  17. Trochę chudy był ten nieboszczyk jak na Arnolda.

  18. To Arnold nigdy nie był chudy? 😉

  19. "Być może jest on jak Obcy 3: trzeba go obejrzeć kilka razy i zasmakować." 😮

    Jak przeczytałem coś takiego to z wrażenia walnąłem tak mocno głową w klawiaturę, że aż mi przez chwilę klawisz G przestał działać.

    Jak można (a widać, ze jednak da się) porównywać dzieło sztuki filmowej jakim był "Obcy 3" z tą karmą dla psów.

    Nawet po stu seansach (a nie wiem jak bardzo trzeba by się schlać, żeby obejrzeć to po raz drugi) Predators, nie wzbudzi ani krzty emocji jakie wywoływał Fincher w swoim filmie.

    Widziałem to coś, i doszedłem do wniosku, że film o rekinie-ośmiornicy będzie znacznie lepszy.

  20. UWAGA SPOILER

    Film na wypasie, klimat VHS, zero zbędnych szmerów bajerów, fajne tłisty akcji i wogóle. Generalnie wszystko by było mega, taki niemalże tribute do genialnej jedynki. Ale. Film ma jeden bardzo duży błąd. Generalnie nie wiem, jakim cudem MACHETA ZGINĄŁ PIERWSZY!!! TO JEST NIEMOŻLIWE! To zachwiało czasoprzestrzenią światów filmowcyh! Długo mi zajęło, otrząsanie się z głupoty tego pomysłu.

Dodaj komentarz