Kick-Ass

Tytuł: Kick-Ass
Produkcja: USA, 2010
Gatunek: Komiksploitation (by Lord Watson)
Dyrekcja: Matthew Vaughn
Za udział wzięli: Aaron Johnson, McLovin, kolo z Sex Drive, Witchblade, zły kolo z Sherlocka
O co chodzi: Samozwańczy superbohater szerzy sprawiedliwość

Nowość: nawet śmieszna scena
popisów przed lustrem

Jakie to jest: Koncepcja Kick-Assa jest takim połączeniem banału i kultu, że chyba nikogo nie zdziwi, że film jest genialny i dostał u nas stosowną notę (5 + rekomendacja – od razu mówię, żebyście nie musieli zużywać PgDn).

Jak każdy wie, Kick-Ass obraca się wokół wątku „zwykły kolo postanawia zostać superbohaterem” i cała procedura odbywa się zgodnie z regułami sztuki: nielubiany w szkole nerd zostaje tymże bohaterem, a jego alter ego w przeciwieństwie do oryginału cieszy się dziką popularnością. Oczywiście jest tu mała różnica, gdyż w odróżnieniu od typowych superbohaterów nasz swojski Dave Lizewski zostaje herosem właściwie z nudów i miernoty życia, a nie w wyniku przypadkowej mutacji czy silnego imperatywu zemsty. Od tej pory ubrany w szalenie lanserski kombinezon zajmuje się głównie administracją swojej stronki na majSpejsie i akcjami na mieście, które kończą się najczęściej jego poważnymi kontuzjami.

Hellboy i dwa nerdy

Ciężko rozprawić się z filmem (czy właściwie komiksowym pierwowzorem), który wykorzystuje, przewraca i przedstawia w innym świetle każdą komiksową kliszę. Wręcz może się wydawać, że temat jest tak jasny i oczywisty, że cud tylko, że ktoś na niego wcześniej w tej postaci nie wpadł. Dość powiedzieć, że mamy tu oczywiście wątek nieosiągalnej dziewczyny, wątek gejowski, wątek nerdowski (i to niejeden – a jakże). Fabuła nie ogranicza się do prostego „koleś mimo przeciwności zostaje bohaterem, pokonuje złego i wszystkie go chcą”, ale dzięki wprowadzeniu dodatkowych postaci potęguje cały twist na konwenansach komiksowych. A wszystko co dzieje się w filmie kręci się i wraca do centralnej lokalizacji w życiu Kick-Assa i jego nerdokolesi – czyli sklepu komiksowego. Figures.

Przemoc z grami video w tle

W naszych przypadkach towarzyszą Kick-Assowi inni samozwańczy superbohaterowie: some Armenian guy (chwilowo), a także Big Daddy i owiana kultem Hit Girl. Jako Big Daddy pojawił się Nic Cage, który po latach najwyraźniej mógł się zrealizować komiksowo – np. w genialnej scenie doklejania sobie extra brody. Szkoda, że jego obłęd w filmie nie został do końca wykorzystany, ale przynajmniej nie jest to Ghost Rider. Hit Girl to zupełnie osobny temat i jakim cudem występ 12-letniej panienki w tej roli przeszedł przez sito cenzorskiej w Stanach jest dla mnie zagadką nie do pojęcia. Pomijając sceny w których ewidentnie psychopatyczna ale sympatyczna Hit Girl robi ludziom dodatkowe otwory w głowie czy obcina giry, jej postać bluzga, przyjmuje kulki na klatę i ociera się o pedofilię. Grunt że się udało i Hit Girl stanowi równorzędną z Kick-Assem bohaterkę filmu, ciągnąc swoją połowę akcji.

Ach ten margines społeczny

Trailery uczciwie sprzedawały film jako obraz wesoło brutalny (wiwat Kill Bill), jednak kazały nam wierzyć, że jest to kolejny Superbad (również dzięki obsadzie). Niestety film, podobnie jak komiks, potrafi mocno zalecieć dołem. Jednak poza dołem film to MEGA MEGA MEGA EPA nie tylko w formie akcji czy bijatyk, ale całego prowadzenia tempa. Dodatkowo epa ta wynika w znacznej mierze z genialnego sountracku składającego się z kawałków od Prodigy po Presleya (którego zresztą w kinie pomyliłem z Manowarem, a myślałem, że tylko Chuck Norris to potrafi).

Ekranizacja jest dość wierna kolorowym zeszytom (albo kolorowym plikom), co spodobało się samemu Markowi Millarowi – niestety pod koniec film popada nieco w manowce mainstreamu rozwiązując niektóre wątki w sposób bardziej popularny niż zgodny z alternatywnym pierwowzorem. Również postać Red Mista została pociągnięta nieco inaczej niż w komiksie, zwłaszcza że tu od początku znamy jego tożsamość. Ale tak czy inaczej – jest dobrze. Na ekranie mamy stek meganerdowskich smaczków: np. kult pistoletu rodem z Johna Woo, gdy Big Daddy morduje pół mafii śmigając po magazynie i rozdając strzały praktycznie z przyłożenia; także parodiowanie Spider-Mana, moment westernowy, muzyczne i zdjęciowe nawiązania do Supermana czy burtonowskiego Batmana wzbudzą kiwkę uznania. Pomijam już motywy pokroju wyjścia bohaterów do kina na Spirit 3 (BTW, jedynka całkiem mi się podobała, sorry za brak recki, powiedzmy że byłoby 4) – film tak kipi nawiązaniami, że nie ma co wszystkich wymieniać, zwłaszcza że pewnie sam masy nie zauważyłem. Warto też zwrócić uwagę na obsadę (np. Yancy Butler), która wskazuje, że pan Vaughn swoje komiksowe zadanie domowe odrobił.

Wyruszają na misję

W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję: dopiero w kinie uświadomiłem sobie, jak wielkie podobieństwa Kick-Ass wykazuje do Wanteda. Autorem obu jest Mark Millar i schemat w obu jest (przypuszczam, że świadomie) powtórzony po przepuszczeniu przez filtr stosownej fabuły. Sztandarowym przykładem jest tu scena, gdzie bohater rozprawia się z lokalnymi penerami terroryzującymi okolicę – w Wanted po prostu ich sprawnie morduje, w Kick-Ass – sam ląduje w szpitalu. Feeling scenek z ponurych amerykańskich przedmieść i styl pojawiających się superbohaterów również jest w obu tytułach zbliżony.

Kick-Ass to nie Matrix czy Star Warsy. To jednak film, który udowadnia, że można nakręcić za minimalną kasę maksymalną epę ze świetną muzą, dialogami, postaciami i wciągającą fabułą. I to TYLKO dla nerdów, TYLKO dla nas. Dla każdego z nas to prywatny seans i tajne przesłanie, które odbieramy w kinie salutując autorom.

Ocena (1-5):
Wierność:
4
Kult: 5
Epa: 5
Fajność: 5

Cytat: You just contact the mayor’s office. He has a special signal he shines in the sky. It’s in the shape of a giant cock!

Ciekawostka przyrodnicza: Dexter Fletcher zagrał we wszystkich filmach Vaugna (Stardust, Layer Cake). W Layer Caku jego postać, podobnie jak w Kick-Assie, nazywała się Cody.

Written by: Commander John J. Adams

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

11 Komentarze(y) na Kick-Ass

  1. Film jest wielki. Mój nerdyzm od dawna nie był tak podjarany podczas seansu. Uber-Kick-Ass-film!

  2. "Niestety film, podobnie jak komiks, potrafi mocno zalecieć dołem". Nie tak bardzo jak powinien.

    Bdb bym filmowi dał, ale bez wyróżnienia FPMS.

  3. Za samą Hit Girl, ilość zabawy i epy dałbym dwie rekomendacje.

  4. Ale za 4 dla Spirita to dałbym zlecenie Big Daddy'emu na autora recki.

  5. Chyba za bardzo się skupiłem na porównywaniu filmu z pierwowzorem, żeby się aż tak zajarać. Choć trzeba przyznać, że niektóre rozwiązania fabularne prezentowały się ciekawie (SPOILER – red mist zawożąćy kick-ass'a od razu do magazynu, a nie zabawa w nawiązywanie przyjaźni).

    Zakończenie wątku miłosnego i originsy Big Daddy'ego to wielka wtopa (i nadal nie rozumiem tak znaczących zmian w projekcie stroju BD).
    Na szczęście wszelkie narzekania cichną, gdy tylko zaczyna się jakaś akcyjka. EPA^3! I pewnie mógłbym pokochać Kick-Ass'a gdyby nie motyw z cudeńkiem za 300 tys. Strasznie zaburzyło to klimacik.

  6. Pozostaje mi tylko przyklasnąć Gargooletzowi, od siebie tylko dodam, że ostatni SPOILER START przelot nad miastem był chyba najbardziej oderwany zarówno od reszty filmu, jaki od komiksowego pierwowzoru SPOILER END.

    Trochę tylko szkoda, że w polskich kinach nie zrobił jakiegoś wielkiego szału, zresztą data premiery i żałoba też miały na to wpływ.

  7. Swoją drogą seans Kick-Ass'a był wyjątkowy, bo (o zgrozo) nie było reklam

  8. Postacie płytkie, dialogi suche, fabuła kiepawa, próba epy na siłę, kicz, zbędne epatowanie przemocą i generalne wtf?! po wyjściu z kina. Pierwszy raz nie zgadzam się z recką na ZP.

  9. Generalnie film kopie dupę, fajne postacie, dialogi, przemoc jaką lubię i mega epa. Zakazana Planeto kocham cię!! Zawsze zgadzam się z twoimi reckami, a jak się nie zgadzam to przepraszam, pracuję nad sobą.

  10. Kick-Ass rulez i tyle !!! A HIT GIRL jest moją idolką 😉

  11. jest dobrze – to kolejny film komiksowy w którym udało się ztuningować w dobrym stylu fabułę (vide również a history of violence) i pozbyć się szitowych motywów, które niszczyły klimat. Ja się uber cieszyłem jak rozwiązano kwestie związku kick-assa, czy też motywów big-daddyego i połatano takie dziury jak po karetce i rozwinięto sceny walki w mega epe.

    w dodatku jeszcze zajebiste OST.

Dodaj komentarz