Zombieland

Tytuł: Zombieland
Produkcja: USA, 2009
Gatunek: Dramat społeczny
Dyrekcja: Ruben Fleischer
Za udział wzięli: Mickey Knox, Bill Murray, jakieś laski i nerd
O co chodzi: Viva zombie czasy

Jakie to jest: Nieczęsto spotka się filmy, w których do napisów początkowych leci Metallica. Jeszcze rzadziej zdarza się to w zombie-filmach. Trzeba zatem przyznać, że otwarcie Zombieland już na dzień dobry powerfulnie obiecuje wiele dobrego.

Trójką w ryj

Formuła filmu jest, jak to często bywa, prosta aż do bólu: typowa epidemia typowych zombies, USA leżą w typowych gruzach. Ale nie doszczętnie: ktoś, kto umie sobie poradzić może na luzie przeżyć czerpiąc garściami z upadku cywilizacji. Piękny styl oparty na cool bryczce, shotgunie i hulaj duszy czeka na wszystkich chętnych – których jednak aż tak wielu nie ma, jako że epidemia wywarła wielkie spustoszenie.

Osadzona w tych radośnie sztampowych realiach historia drogi młodego Columbusa i starego Tallahasse to również szczyt sztampy odarty z wszelkich znamion fabuły. Nie szkodzi to jednak, gdyż przyjemnie chłoniemy steki gagów oraz akcję skręconą ze świeżością Shaun of the Dead, z surrealistycznym humorem i narratorem gadającym do widza. W odróżnieniu od Edwarda Wrighta scenarzyści nie chcieli definiować na nowo zombie gatunku – potraktowali go po prostu z luźną dosłownością, dzięki czemu otrzymaliśmy twór atrakcyjny do oglądania i do śmiechu. Czy jednak na pewno? Przy bliższym poznaniu okazuje się, że ta wypasiona komedyjka skrywa bardzo mroczne i bynajmniej nie tak wesołe drugie dno.

Komputerowe bikini

Przyjęło się już bowiem , że cały nurt zombie kina to jedna wielka alegoria społeczna. Trudno każdy tytuł wpasować w tę tezę, ale tu akurat jest to dość proste. Zombieland to po pierwsze obraz trudnego dojrzewania osoby z klasy społecznej nerd, a sami zombies to symbol atakującej go zewsząd wymuszonej przez otoczenie seksualności, niczym w Akademii Pana Kleksa, o czym wiem z licznych wykładów. Doskonałym przykładem jest tu moment wybuchu epidemii zombizmu, który to fakt przeszkadza naszemu bohaterowi w partyjce WoWa, a pierwsza laska którą udaje mu się prawie-wyrwać okazuje się oczywiście zombicą. Inny typowy nerd ginie symbolicznie na kiblu studiując podręcznik do RPGa SW – trudno tę scenę nazwać inaczej jak potwarzą rzuconą w twarz całemu nerdowskiemu rodowi przez reżysera.

W dalszych etapach swojej życiowej podróży nasz Columbus spotyka silną postać Tallahasse – archetyp starszego brata-sportowca/imprezowicza (genialny jak zwykle Woody Harrelson), który wyprowadza go na szersze wody towarzyskie, spotykają nawet dwie laski, o względy jednej z których nasz nerd z problemami się ubiega. Również stary ma w swoim życiu questa symbolizowanego przez paskudne plastikowe ciastko – aż boję się jednak poddawać interpretacji te żądze w trosce o swoją i czytelników kondycję emocjonalną.

Nasza dwójka bohaterów idzie więc przez życie razem, choć każdy na swój sposób: nerd kierując się zestawem dziwacznych, acz trafnych zasad, stary – shotgunem do przodu. Natomiast laski, które spotykają, oczywiście idą przez życie czym innym do przodu, co też jest zgodne z postawioną wyżej tezą o seksualności. One też mają utopijny cel w życiu: wesołe miasteczko rzekomo pozbawione zombies, gdzie mogą spokojnie spędzać czas na różnych atrakcjach. Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, że w rzeczywistości reżyser ukazuje nam tu podświadome dążenie młodzieży do narkotycznych sekt.

Business is good

Ale Zombieland to nie tylko satyra na nerda – to również znacznie głębsza analiza społeczna. Ta z pozoru beztroska komedyja akcji pełna radosnego strzelania do zombies i korzystania z życia, tak naprawdę jest przerażającym studium upadku jednostek – przedstawicieli kultury zachodniej, którzy rozpaczliwie jedną ręką chwytają się jakichkolwiek pozostałości po swojej cywilizacji, drugą rozbijając w proch jej etyczne fundamenty. Odważna scena ukazuje na przykład, w jaki sposób biały człowiek hamuje swoje rasistowskie zapędy wyłącznie dzięki kagańcowi norm społecznych: w zniszczonym świecie nasi biali bohaterowie oddają się orgii niszczenia drogocennych artefaktów indiańskich na terenie rezerwatu, czemu towarzyszy skoczny podkład muzyczny. Tak więc, mimo najlepszych chęci, tylko niewidomy nazwie Zombieland komedią.

Komedię film jednak udaje – i to tak dobrze, że oprócz prostych gagów w nie brak tu też bardziej wysublimowanego humoru, reprezentowanego w tym wypadku przez wyidealizowaną postać Billa Murraya i kult Ghostbusters – zapewne równie enigmatyczny dla współczesnego widza, jak dla młodocianej bohaterki filmu. Nie ukrywam, że kiedy dołowałem się w kinie oglądając ponure wizje roztaczane przez Zombieland, to właśnie sztandarowe wejście Murraya spowodowało, że zaśmiałem się smutno przez łzy! Zresztą sama koncepcja posiadłości Billa i dekadenckiego czasu tam spędzonego zasługuje na pochwalną uwagę.

Cóż mogę powiedzieć: Zombieland to na pewno faktyczny powiew świeżości wśród wielu udawanych powiewów świeżości w kinie zombie. Szkoda tylko, że większość najlepszych skeczy sprzedały trailery – ale to zapewne też symbol czegoś.

Ocena (1-5):
Luz: 5
Styl: 5
Angażowanie widza: 2
Fajność: 4

Cytat: Remember mad cow disease? Well ‚Mad cow’ became ‚mad person’ became ‚mad zombie’.

Ciekawostka przyrodnicza: Mark Hamill niestety odmówił roli jako zombie w filmie.

Written by: Commander John J. Adams

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

8 Komentarze(y) na Zombieland

  1. Osobiście film uważam za dość słaby niby jest krew itd. ale zalatuje za bardzo Disneyem. Ostatnimi czasy zagrywam się w mega kultowe Dead Rising i pomijając też dość słabą fabułę kult amerykańskiego pop zombi jest ogromny. Miałem duże nadzieje, ale sorry film ssie a pojawienie Billa też mnie jakoś nie ubawiło. Wolę obejrzeć ponownie "shaun of the dead". Dobra przesadzam film był ok 🙂

  2. Porażające nadintepretacje a do tego zostałem nazwany niewidomym. No i kolejny tekst który nie musiał, ale koniecznie wcisnął spoiler dot. cameo. Smutne 🙁

    Moje kilka słów o filmie, z bardziej poluzowanym zwieraczem 🙂
    http://craven.polter.pl/,blog.html?7861

  3. A gdzie "film podobał misię", buce?!

  4. Filmu nie widziałem, ale interpretacja podoba mi się.
    Lubie gdy ktoś widzi prawdziwe przesłanie filmów!

  5. Craven ale ty jesteś cool gość masz takie lekkie podejście do tematu filmu 😛 Na zakazanej planecie tylko takie sztywniackie teksty jakby jakieś nerdy je pisały. 😉

  6. nie sztywniackie, tylko snobistyczne 😀

  7. Wow, dzięki Ci za tą wypaśną recenzję Craven. Jak nic jest ciekawsza od JJA. Czytałem ją już pięć razy i na pewno polecę ją mojej 13 letniej siostrze. Szczególnie podobały mi się powtórzenia w dwóch ostatnich zdaniach i rzeczowy język krytyka filmowego.

    P.S. Te "scenki na napisach" to polecę jednak komuś z bardzo dobrym wzrokiem.

  8. Meh, film miał potencjał na mocnego browara z butelki, a wyszły siki z kija.
    Cieszy jedynie cameo Murraya i fajna lasia.

Dodaj komentarz