G.I. Joe: The Rise of Cobra

Tytuł: G.I. Joe: The Rise of Cobra
Produkcja: USA, 2009
Gatunek: Ekranizacja pamperków
Dyrekcja: Stephen Sommers
Za udział wzięli: Prawie cała obsada Mumii, Dr Who, Dennis Quaid, koleś od tańców, zielona laska z Oriona, Darth Maul

Tylko nindża może pokonać nindżę

Jakie to jest: Nie każdy wie, że żyjemy w złożonym świecie. Z jednej strony mamy prozaiczną rzeczywistość z dzienników, w której żołnierze jeżdżą Hummerami wpadającymi ciągle na miny, latają zestrzeliwanymi Mi-24, używają banalnej amunicji balistycznej, mieszkają w kontenerach na pustyni i jedzą paracetamol. Z drugiej natomiast mamy jednostki specjalne jeżdżące super-Hummerami, którym niewiele robi nawet zderzenie z pociągiem, latające antygrawitacyjnymi helikopterami, strzelające rail-gunami, mieszkające w gigantycznych miastach pod powierzchnią pustyni lub morza i szprycujące się nanobotami. To właśnie ten drugi, bardziej frapujący aspekt świata przybliża nam G.I. Joe.

Stephen Sommers to jest gość. Po dwóch (świetnej i genialnej) Mumiach zrobił Van Helsinga, którego niestety dosięgnął syndrom czarnej dziury, czyli filmu który zapadł się pod własnym ciężarem. Jednak nie zmienia to faktu, że gość ma potencjał, a Deep Rising udowodniło też, że umie kręcić over-the-topowe strzelaninki we współczesnych realiach. Tak więc nic dziwnego że postanowiono go wystawić w narożniku naprzeciw Michaela Baya do pojedynku na najbardziej absurdalny blockbuster tego lata.

Nanoboty które zjadły Paryż

Jak widać z ostatniej Tuby YouTuba, G.I. Joe to pomysł który pokutuje w popkulturze od 50 lat – tak więc oczywiście musiał on zostać odpowiednio uwspółcześniony. Filmowe G.I. Joe to zatem supertajna jednostka superkomandosów z całego świata, a nie tylko z USA – pod egidą NATO, za to z supertajną siedzibą na terenie popularnego ostatnio Egiptu. W tym odcinku, będącym bez wątpienia startem wieloczęściowej filmowej sagi, nasi bohaterowie muszą zmierzyć się z wrażym Destro, który dysponuje dużą ilością nanobotów wszelakiego przeznaczenia (od zjadających całe miasta po kontrolujących ludzi) i nie waha się ich użyć. Do tej super ekipy dołączają przez przypadek główni bohaterowie, Duke i Ripcord. Stylem Luke’a Skywalkera przechodzą intensywny trening jednodniowy i odtąd rozpoczyna się wspaniała militarna przygoda.

Sommers więc bardzo mocno stara się udawać Baya, ale na swój własny, bardziej cywilizowany sposób. Akcja jest wartka i szybko cięta, ale nie chaotyczna – np. pościg ulicami Pragi Paryża to absolutny majstersztyk reżyserii akcjowej. W ogóle mamy kilka dobrych scen akcji, jak np. zajazd destrowców na bazę G.I. Joe. Na końcu oczywiście niestety występuje tradycyjny overload, gdzie mamy strzelaninę, pojedynek nindżów, pościg morski i w ogóle podwodną bitwę kosmiczną, no ale to niestety dobrodziejstwo gatunku. Natomiast chwali się brak ekspozycji flagi USA (nie wiem, czy w ogóle gdzieś jakaś była), a także duża ilość zabijania. Oglądając trailery obawiałem się, że nasi bohaterowie będą wyposażeni w jakąś nową postępową broń, która paraliżuje, ogłusza czy unieruchamia enemy, aby dzieci nie musiały obawiać się widoku trupa. Natomiast na ekranie mamy w dużych ilościach zabijanie, przebijanie czy nanobotozjadanie.

Catfight!

G.I. Joe kojarzy się głównie z przekombinowanymi na maksa pojazdami i żołnierzami obwieszonymi na maksa gadżetami – nie inaczej jest w filmie. Oko cieszą samochody i samoloty z których wysuwają się rakiety i armaty w miejscach dziwnych i strasznych, aż dziw bierze, że w środku zostało jeszcze miejsce na silnik i pasażerów. Również obie bazy (zła i dobra) obfitują w tego typu rozwiązania – a warto dodać, że każda z nich na oko ma chyba po 50 km w każdą stronę, zawierając tak podstawowe wyposażenie jak megabaseny do ćwiczeń bitew morskich czy hangary na setki samolotów, co obsługuje chyba ze 100 tys. personelu. Tak więc ciekaw jestem, jak udaje się zachować w tajemnicy przed światem taki ubytek populacji, a także energii, która musi iść na zasilanie tych obiektów. Niestety design nie zawsze jest topowy – to co widzimy na ekranie faktycznie przypomina kultowe zabawki, ale np. wygląd żołnierzy Destro to już naprawdę mniej udane pamperki Playmates.

Mumie stały obsadą i również tutaj Sommers przywiązał do niej znaczną wagę – jednak nie zawsze z powodzeniem. O ile tancerz Tatum wypadł zadziwiająco dobrze i może stanowić na tej półce nawet konkurencję dla Worthingtona, to dalej nie jest już tak fajnie. Jego kumpel śmieszny Murzyn nie jest ani śmieszny, ani murzyński. Rachel Nichols nadal uprawia swoją megasztywniacką metodę aktorską, a twarda laska już kompletnie jej nie wychodzi – no ale przez sentyment mogę ją przeżyć. Sienna Miller za to niestety popadła w manierę polskich dubbingowców i grając w filmie dla dzieci zachowuje się przez większość czasu jak aktorka w teatrzyku dla upośledzonych, aczkolwiek ma jakieś tam przebłyski. Za to Eccleston jako Destro jest czaderski i na swoim miejscu – choć chyba rolą w tym filmie spalił swoje szanse na ewentualną rolę bondowskiego złego. Zadziwiająco dużo czasu na ekranie spędza też Quaid, którego rolę do tej pory uważano za cameo.

Porównanie z Transformers 2 jest nieuniknione. Oba filmy cechuje absoultny brak fabuły i przeładowanie efektami – w wypadku G.I. Joe mamy jednak przynajmniej w miarę fajne postacie i znacznie sprawniejszą reżyserię, nie mówiąc o konstrukcji samego filmu. G.I. od samego początku jest świadome bycia ekranizacją zabawek i to widać w funie, który odchodzi na ekranie – który to fun w przypadku Transformers zamienił się w koszarowy humor. Co prawda szeroko otwarte drzwi do sequela grożą tym, że G.I. Joe 2 popadnie już w sequelowe bagno Transów 2 (Van Helsing – pamiętamy), ale może Sommersowi trochę rozumu zostanie.

G.I. Joe to przyzwoite hop-siup na lato, niestety bez świeżości i fajności Mumii. Epa w prawidłowej dawce, ale nic poza tym. Jako całość nie zachęca do ponownego obejrzenia. Ale raz – czemu nie.

Ocena (1-5):
Pamperki na ekranie: 5
Epa: 5
Postacie: 3
Fajność: 4

Cytat: Nice shoes.

Ciekawostka przyrodnicza: Jak słusznie zauważył Conan prawdziwy, film jest właściwie rimejkiem Watchmen – tyle, że z większą epą.

Written by: Commander John J. Adams

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

23 Komentarze(y) na G.I. Joe: The Rise of Cobra

  1. baronowa byla czad, co sie pan komander czepiasz 😛

  2. Jest mi przykro że to zobaczyłem. Może gdybym miał 12 lat to bym jeszcze miał fun.

  3. Nie wiem, co żeście się tak wszyscy uwzięli na tego Van Helsinga. Fun flick. Bezpretensjonalna frajda, sprawnie zrobiona. To film, od którego zacząłem lubić Sommersa i nawet sięgnąłem dzięki niemu po Mumię, która mnie wcześniej nie skusiła.

  4. Weźcie lepiej zrecenzujcie jakiś film z fabułą, może oceny wyskoczą poza skalę ?
    Film bez fabuły, ale epa i fajnośc 5 i 4.
    W miarę fajne postacie podobno też są ,a ocena 3 🙂

    z ciekawostki przyrodniczej to nie wiem czy się śmiac czy płakac…

    Nie widziałem filmu i nie zamierzam na takie gówno iśc do kina

  5. Film jest cienki jak sik pajaka. Jedyny fajny element to pojedynki ninjow. Na dodatek marne cgi.

  6. A derek najwyraźniej nie czyta ZP… 🙂

  7. …gdyby Duke był mniej drewniany, CGI byłoby lepsze to mogło być ok. Ale i tak się uśmiałem … a Rex, Destro i Ninja byli fajni.

  8. JJA – No właśnie czyta i stąd ten wniosek.

  9. Czyli zapewne tylko własne komentarze!

  10. Skoro co i rusz pojawiają się recenzje filmów dla dzieci, to może tak dla równowagi coś "bardziej' dla dorosłych ??!! 😉

  11. dla dorosłych? JJA może się zrehabilitować w moich oczach tylko w jeden sposób:) jeśli recki takich filmów, jak District 9, Moon, The Road, Splice i Blood River trafią na łamy ZP, to uznam, iż równowaga została zachowana:)

  12. @derek – jakoś wybrałeś filmy, które w bolandzie można będzie obejrzeć wyłącznie na ekranach "monitorów" 😉

  13. Moon zrobił na mnie piorunujące wrażenie po lekturze zwiastuna. Oby szybko DVD było.

  14. Sasquatch:

    D9 wejdzie do ponad 2900 kin w usa, wiec jest szansa, ze nas pojda po rozum do łbów i sprowadzą do byłego bloku postsowieckiego.

  15. @derek – spoko! D-9 podobno, nawet załapie się nawet na sierpień… 2010

  16. i dobrze!
    czemu dobrze?
    bo wtedy obejrzymy za jednym zamachem: D-9 i D-10 (sequel)
    myśl pozytywnie Sasquatch!

    😉

  17. @derek – Poczekajmy więc na 2012 aż skończą trylogię

  18. I płynnie przejdą w Halo.

  19. dwa miechy poślizgu, ale jednak film blomkampa dotrze do polandu. D-9 od października w naszych kinach.

  20. To będzie jak chińska tortura i ćwiczenie siły woli. Do października na sieci będzie już pewnie DVDRip

  21. Bedzie zapewne tez z blu-ray rip 🙂

Dodaj komentarz