Return of Captain Invincible, The

Tytuł: The Return of Captain Invincible
Produkcja: Australia, 1983
Gatunek: Klasyk SF
Dyrekcja: Philippe Mora
Za udział wzięli: Christopher Lee, Alan Arkin, Kate Fitzpatrick
O co chodzi: Kapitan Invincible powraca

Dres leci

Jakie to jest: W czasie II wojny światowej legendarny kapitan korzysta ze swoich wyjątkowych nadprzyrodzonych umiejętności i daje wycisk wszystkim złym którzy nękają naszą biedną planetę. Dostaje za swoje mafia i naziści, kapitan wkrótce zostaje okrzyknięty bohaterem. Jednak w natłoku zarzutów o współdziałanie z komunistami jest odsunięty na margines, zesłany na boczny tor i ostatecznie trafia do Australii.

Gdy dochodzi do kradzieży super broni (Hypno-ray) jest proszony znów o pomoc. Niestety superbohater wpada w nałóg alkoholowy i wydaje się, że nie jest w stanie wrócić do dawnej formy. W pijackim widzie nie zauważa już złych występków, staje się obojętny na zło dziejące się wokół. A wojsko jak to wojsko niczym w Dr. Strangelove Kubricka krzyczy „Lets nuke the ruskie sun of bitches… Blast’em all”.

Ten sprawnie nakręcony pastisz filmów o super bohaterach właśnie w obecnym czasie nabrał nowych, dodatkowych „rumieńców”. Oto bowiem nastała era filmów z „papierowymi” bohaterami, komiks stał się natchnieniem. I raz wychodzi to nad wyraz dobrze, a raz fatalnie.

W rolę dzielnego kapitana Invincible wcielił się znany aktor Alan Arkin, naprzeciw stanął sam mistrz ciemnych charakterów – Christopher Lee. Doborowa obsada, doskonały humor i co najważniejsze perfekcyjny montaż, nawiązywanie do zdarzeń historycznych, część kręcona black’n’white (przypomina się Zelig) niewątpliwie nadaje temu dziełu dodatkowego klimatu. Niektóre sceny na stałe zapisały się w historii kinematografii, np. śpiewanie New York New York przez pijanego Invicible na krawędzi przepaści – niczym Nieśmiertelny z mieczem (tak, znajdziemy tu też musical). Fani pamiętają również przebój Bullshit śpiewany przez prezydenta Stanów Zjednoczonych w rytmie gospel, choć jest tu też bez wątpienia coś z Jamesa Bonda.

Trening z lotem nad wzgórzami (wyświetlanymi na ekranie – ukłon w stronę scen z Supermana) i rozpaczliwa prośba „Dajcie mi torebkę bo nie wytrzymam”, siła magnetyczna… walka z odkurzaczami… pomysłów i zalet filmu można by mnożyć. Prawdziwe arcydzieło Broadway SF.

Leslie Nielsen mógł patrzeć z zazdrością na ten film, szkoda, że jego próby zmierzenia się z parodią SF nie dotrzymały kroku, a wydawać by się mogło, że ostatnia parodia będzie przypominała ten film – niestety nie. Reżyser Philip Mora ma też na koncie np. Communion i Howling Werewolf Bitch.

Ocena (1-5):
Humor: 5
Lee versus Arkin: 5
Zdjęcia: 5
Fajność: 5

Written by: Paweł L.

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

4 Komentarze(y) na Return of Captain Invincible, The

  1. Zapomnieliście dodac, ze muzyke robił sam Ryszard O,brien, w niektórych kręgach znany również jak Riff Raff.
    Szkoda, ze film nigdy u nas nie wyjdzie na normalnym dvd, i zamiast tego trzeba męczyć sie z YT lub korzystac z największej wypozyczalni świata….eh.

  2. Zawsze można tez nabyć oryginał poza granicami kraju 🙂

  3. chyba nie ma innej rady. Powstrzymuje mnie jedynie fakt, ze kocham nasz język ojczysty ponad wszystko , jak również najlepiej go rozumiem :/

  4. Kurcze, ten film to prekursor Watchmen. komiks powstał w 1985 czy 86 czyli minimum dwa lata po tym filmie nie mówiąc już, ze takie coś jak Hancock tez wiele "Captainowi" zawdzięcza.
    Ma ktoś moze do tego napisy?

Dodaj komentarz