Eden Lake

Tytuł: Eden Lake
Produkcja: UK, 2008
Gatunek: Survival horror
Dyrekcja: James Watkins
Za udział wzięli: Michael Fassbender, Kelly Reilly i nieznane dzieciaki
O co chodzi: The Kids znowu Aren’t Alright

Pierwsze golenie zawsze jest trudne

Jakie to jest: Jest dobrze! Po rozczarowującym i słabym Mirrors oraz generalnie mocno przeciętnym dla horroru roku 2008 odzyskałem wiarę w szeroko rozumiany gatunek obrazem Eden Lake. Nie dziwi nawet, że to kolejna angielska produkcja podkreślająca trend, iż wszystko co dobre w horrorze już dawno i z daleka omija Amerykę.

Pomysł na Eden Lake nie wziął się znikąd, a reckę na dobrą sprawę powinny poprzedzać statsy przestępczości na Wyspach. Zwłaszcza te obrazujące rozboje młodocianych nożowników (a konsumpcję łabędzi i ryb z parku? – Cmdr JJA). Darujemy sobie liczby, wystarczy powiedzieć, że są wysokie i mało optymistyczne. Duch nowych czasów znalazł swe odbicie w imaginacji niemal debiutanta – scenarzysty i reżysera Jamesa Watkinsa, który stworzył horror prawie doskonały. Doceniony, ale i budzący liczne kontrowersje swą dość stronniczą retoryką. Tak czy inaczej – wstrząśnięci Anglicy uznali Eden Lake za jeden z najlepszych filmów 2008 roku.

„Lokalni chuligani są egzemplifikacją wzorca aktywności wiązanego przez naukowców ze zwiększonym ryzykiem zachowań aspołecznych i korzystania z używek. Intencjonalne oddziaływania dysocjacyjne mediów, które zachęcają do wzmożonej aktywności nocnej, stoją zwykle w sprzeczności z wartościami wdrażanymi w pierwotnym środowisku społecznym.”

Pod czujnym okiem bryki

Zaczyna się bardzo niewinnie, kiedy to Steve i Jenny ruszają nad jezioro spędzić mile weekend. Dla niego to szczególna wycieczka, gdyż zamierza się oświadczyć. Ona, przedszkolanka pracująca z grupą najsłodszych dzieciaków pod słońcem chce poopalać się i pobrykać. Ot, wypad jeepem za miasto. Na miejscu okaże się, że jezioro przyjdzie im dzielić z lokalnymi dzieciakami, których chamskie zabawy zmuszą Steve’a do wykazania się męskością przed Jenny i odegrania scenki typu „uciszcie się proszę, nie jesteście tu sami”. Znacie tą niewygodną sytuację, kiedy to ukochana karze wam pójść do sąsiada i poprosić o ściszenie głośnej i dennej muzy (moi sąsiedzi znają – Cmdr JJA). Interwencja Steve’a wkurzy gówniarzy, a że każda akcja rodzi reakcję (o czym przekonała się dawno temu była knajpa Quest podczas urodzin pewnego Byłego Poznańskiego Fanklubu Gwiezdnych Wojen), to sytuacja nad jeziorem rozkręci się do niespodziewanych przez nikogo konsekwencji. Potem tylko jeszcze jeden fabularny zapalnik i zacznie się jatka.

Skąd taka moc filmu i gwałtowne reakcje na Wyspach? Przecież Eden Lake, to niemal klasyczny survival grupki pozytywnych bohaterów w mało sympatycznym środowisku. Nic nowego, niewiele oryginalnego. Zacznijmy od tego, że na starcie niemal po gębie wali autentyzm. Żadnych ściem, żadnych podchodów, zagadek czy tajemniczych psychopatów. Reżyser błyskawiczne rozstawia bohaterów na szachownicy i puszcza w ruch akcję. Ta rozpoczyna się pozornie niewinnie, w końcu to „tylko” wyprawa nad jezioro. Kawałek dalej „tylko” banda nastolatków, których rodzice urządzają właśnie grilla. Od tej pozorności do grozy Watkins przechodzi jedną, może dwoma świetnymi scenami i potem już nie ma odwrotu. Dobry horror straszy tym, czego w konkretnych czasach boi się zwyczajny Kowalski. Taką drogą chcieli kiedyś pójść twórcy Pił czy Hosteli – wypadło to obrzydliwie, a co gorsze dało początek gorno movies. Na zupełnie innym biegunie ląduje James Watkins, który fenomenalnie wyczuł, czego boi się dzisiaj statystyczny obywatel. Biednych sąsiadów, dzieciaków z bramy, kolesi w nabitych kurtach. I czy nie ma racji? Dlatego też zło w Eden Lake przestaje być anonimowe. Przybiera nazwiska i imiona dzieciaków z pobliskiego miasteczka. Dla ciebie czy dla mnie, jakiegoś wieczoru może przybrać imię naprutego kolesia z przystanku 74 – takie czasy. Do tego zło jest nieletnie. Nie przejmuje się konsekwencjami. Po prostu nie myśli.

Młody, wypijmy na zgodę

Nie byłoby sukcesu Eden Lake bez obsady. Anonimowe aktorsko dzieciaki zagrały fantastycznie i co najważniejsze, autentycznie. Kolejny bohater – ulubiony gadżet nauczycieli – komórka, pełni tutaj rolę smyczy, niemal wpisując się w szkolną rzeczywistość.

Kulturotwórcza rola rodziny, jako podstawowej grupy społecznej przekazującej wzory aprobowanego zachowania internalizowanego w okresie wczesnodziecięcym, może być postrzegana w kategorii remedium wobec opresyjnych oddziaływań środowiskowych nasilających labilność emocjonalną niedojrzałych członków społeczeństwa.

Im bliżej końca, tym bardziej kiełkuje w widzu uczucie szoku. Niedowierzania. Bardzo mocny jest ostatni kwadrans, kiedy siedząc biernie przed ekranem wręcz skręcamy się z bezsilności. Dlatego, że czujemy dokąd wszystko zmierza. A gdy na końcu opadnie zasłonka w łazience, przerażeni milczymy. To jest moc.

Od absolutu (a w naszym przypadku od rekomendacji Zakazanej Planety) dzieli Eden Lake niewiele. Mam za złe Watkinsowi spłycenie bohaterów, tych powiedzmy złych. Z zasady nie wierzę w zło absolutne, toteż trudno było mi zaakceptować wizję Watkinsa lansującą ostry podział na tych z miasta i tych z umownego „Deliverance”. Od początku atakują nas obrazy ślicznych i roześmianych dzieciaków w przedszkolu. Miasto jest jasne i uporządkowane. W trakcie wycieczki docieramy do smutnego i brzydkiego angielskiego miasteczka, pełnego brzydkich i chamskich ludzi, obleśnej kawy, prostackiej muzyki czy brudnych budynków. Prowincja. W Eden Lake Watkins upchał za dużo banalnych podziałów. Steve i Jenny opuszczając miasto przekraczają niemal granice innego świata: śliczne miasto / brzydka prowincja, ładne dzieci / paskudne bachory. Za proste to wszystko, ja tam naiwnie wierzę, że któryś z filmowych ziomów potrafiłby powiedzieć „nie”.

Recenzji towarzyszą słowa, związanej z serwisem doktor pedagogiki specjalnej, która w sposób charakterystyczny dla środowisk akademickich (czyli skomplikowanie) próbuje przemycić prostą myśl – bez złych, dennych i nieodpowiedzialnych rodziców nie byłoby złych dzieci. No i to, że wszystko dookoła głupieje i jest równane do szeregu. Na idiokrację pewnie i nie ma rady.

„Abstrahując od kwestii braku wsparcia czy też ukierunkowania rozwoju osobowości w dysfunkcjonalnej rodzinie, podkreślę fakt, że konsekwencją braku oparcia może być patologiczne wzmacnianie negatywnego feedbacku degradującego wrażliwość emocjonalną i zdolności empatyczne aspołecznego dziecka.”

Ocena (1-5):
Groza: 5
Gore: 3
Dzieci: 5
Dorośli: 5
Fajność: 5

Ciekawostka przyrodnicza: W roku 2008 średnio 5 osób ginęło tygodniowo od ciosów nożem w Anglii. A to tylko wierzchołek góry lodowej.

Written by: garret

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

4 Komentarze(y) na Eden Lake

  1. Do filmu bezpośrednio będę się mógł odnieść jak obejrzę, ale czyż jasny podział postaci to nie jest to o co chodzi w takich filmach ? (vide recenzja Commando Dirrector's Cut by JJA). Może to powrót do korzeni, do postaci ciosanych niczym z bloku drewna, "John Rambo" – zły i do tego pedofil. No dobra, teraz na poważnie, ta trójka przy gore jest zniechęcająca. 😉

  2. wedlug mnie rekomendacja powinna byc. Garret wspomina o szablonowym podziale na zlych wsiowych rozchlestanych burakow i dobrych miastowych dorobkiewiczow. nie zgadzam sie z takim postawieniem sprawy. wszak w druzynie zlych byly jednostki powaznie wahajace sie, posiadajace sumienie i ogolnie skrupuły przed czynieniem zla. to, ze w koncu zadali cios, to efekt jazdy, jaka wykonala na ich psychice ich szef – ten ziomal z grzywka (mega dobra rola – oskara bym mu dał). poza tym byl jeszcze spoko Pakistan – dobrze wychowany dzieciak, ktory co prawda… zreszta nie bede spojlerował.

    czy film ma wady? kilka by sie znalazlo. chocby scena z kublem: laska wskakuje do kubla, ziomki przybiegaja na miejsce i zamiast zajrzec do kontenera, leca w las jak jakas tumoki, choc logika nakazywalaby niezwlocznie sprawdzic kubel i to w pierwszej kolejnosci.

    tak czy siak, recka super, wnioski wyciagniete tez w deche, film- mega czad – 10/10 ode mnie.

  3. dodam jeszcze nawiasem, ze wspolczesnego kina nienawidze, a horrorw to juz w ogole (zwlaszcza tych amerykanskich dla polmozgow z wodoglowiem), tymczasem eden lake rozwalil mnie na kawalki.

  4. A propos słów pani doktor pedagogiki: Im mądrzej tym głupiej – jak kiedyś podsumował mnie mój profesor. W sumie miał rację.

Dodaj komentarz