Saw V/Piła V

Tytuł: Saw V/Piła V
Produkcja: USA, 2008
Gatunek: Torture porn
Dyrekcja: Po raz pierwszy David Hackl
Za udział wzięli: Jigsaw, Drake z Aliens, Darla, Morris z 24
O co chodzi: Jigsawowi znowu udaje się jeszcze złapać parę ofiar zza grobu.

O Jezu, już piętnasta!

Jakie to jest: Kolejny rok, kolejna Piła. Tym razem rozstaliśmy się z twórcą cyklu Darrenem Lynn Bousman, który po czterech odcinkach postanowił spasować (przy okazji kręcąc całkiem czaderski odcinek Fear Itself) i przekazać pałeczkę Davidowi Hacklowi. Hackl wcześniej był scenarzystą Pił III i IV, więc uznał za stosowne zadebiutować jako reżyser piątki. Niezbyt dobrze trafił.

Po nowatorskiej Pile I dostaliśmy trzy przyzwoite, ale nie rewelacyjne kontynuacje. No, ale przy takiej fabryce sequeli wreszcie musiała trafić kosa na kamień: w Pile V poziom radykalnie pikuje ku glebie – a i tak całkiem dobrze, że dopiero teraz. Co prawda większą część filmu można jeszcze obejrzeć bez specjalnych uniesień, ale kiedy nadchodzi oczekiwane zaskakujące zakończenie pozostaje tylko pytanie „Co to kurna miało być?!”.

Tradycyjnie zaczyna się w momencie zakończenia części poprzedniej. Agent Strahm odkrywszy truchło Jigsawa i jego wesoły domek, sam wpada w kolejną pułapkę. Dzięki własnej inwencji ucieka i zaraz może pieszo do FBI progu iść za wrócone życie podziękować Bogu. Od tej chwili cały film zejdzie mu na szukaniu haków na pomocnika Jigsawa – agenta Hoffmana – co dla widza niestety jest mało ekscytujące, bo o Hoffmanie i jego przygodach wiemy już od roku. Aby formule filmu stało się zadość, mamy oczywiście dodany wątek kolejnej ekipy ludzi uwięzionych na kolejnej ścieżce zdrowia. Żeby było śmieszniej, oba wątki (śledztwa i uwięzionych) nie mają właściwie żadnych punktów wspólnych, oglądamy więc po prostu dwa sklejone ze sobą na krzyż półfilmy.

Kurde, dopiero trzecia!

Wątek 1 – śledztwo: jak już wspomniałem, mało ciekawy, tempa nabiera tylko pod koniec. Ani Strahm, ani Hoffman nie są specjalnie lotnymi mózgami, więc ich pojedynek na podchody jest po prostu nudnawy. Z jakiegoś powodu, agent Strahm, który popisuje się wyjątkową przytomnością umysłu w teaserku, w dalszej części filmu kojarzy bardzo ciężko i ma problem, żeby dodać 2 i 2.

Wątek 2 – ekipa w pułapkach: oczywiście ponownie uwięziona w celach moralizatorskich. Goście początkowo nie mają ze sobą wiele wspólnego (urzędniczka, dziennikarz, narkoman itp.), co jest w sumie ciekawsze niż w końcu następujące wyjaśnienie. Pułapki są tu niestety wyjątkowo mało dowcipne i przypominają raczej zadania z Fortu Boyard niż Piłę – a z ciekawostek powiem, że nie jest to raczej film dla pianistów. Dysfunkcja grupy przedstawiona po najmniejszej linii oporu, czyli poprzez nagłe zmiany zdania poszczególnych bohaterów, motywy typu „najaktywniejsi giną pierwsi” itp. Taka psychologia grupy dla początkujących.

Piła 5 kolejny raz dowodzi, że Jigsaw w swojej karierze miał bardzo wielu współpracowników, którzy dziwnym trafem uniknęli sfilmowania w poprzednich odcinkach. Znowu też dowiadujemy się, że ostatnie dni przed śmiercią spędził knując szereg różnych i wielopoziomowych intryg skierowanych do różnych grup osób. Osobiście najbardziej dziwi mnie fakt, że jego stara nie zorientowała się, iż jej chory na raka mąż spędza 50h na dobę spiskując, budując taśmowo pułapki i całe budynki oraz nagrywając taśmy. W tym odcinku ewidentnie przekroczono jakiekolwiek granice prawdopodobieństwa fabuły – tylko po to, by wprowadzić kolejnego wspólnika i pokazać jeszcze nieco nudnych retrospekcji z życia i twórczości Jigsawa.

Nie zasnę, zanim nie wytłukę
wszystkich komarów

Żeby było śmieszniej, do debiutanckiej reżyserii Hackla ciężko jest się przyczepić – film jest zrobiony poprawnie i porównywalnie z poprzednimi odcinkami. Problemem jest natomiast ewidentnie wymęczony scenariusz, który niestety jest tylko popłuczynami z poprzednich części. No a zakończenie to już po prostu pokazanie dupy widzowi – zgodnie ze sloganem „You won’t believe how it ends”. Sorry za spoiler, ale w zakończeniu nie ma absolutnie żadnego zwrotu czy zaskoczki – akcja toczy się toczy dość prostym torem, a następnie po prostu się kończy w domyślny sposób. Naprawdę jest to mocno zadziwiające – czyżby twórcy sobie nie zdawali sprawy z wyznaczników własnej serii?

Obsadowo na ekranie tradycyjnie widzimy kilka nazwisk znanych głównie z drugiego rzędu aktorów. Pojawia się koleś z 24, a także Darla/narzeczona Dextera – ta ostatnia niestety mocno poniżej swoich możliwości i z fatalnie dopasowaną peruką. Powraca też Drake z Aliensów, który gra już dziadka – kurcze, jak ten czas leci… Na soundtracku przemiksowany kultowy motyw, ale ilustracyjnie muza nie zabija. Wot, poprawna.

Piłę V ogląda się bez bólu – mimo nieskomplikowanej fabuły sam klimat trzyma nasze zainteresowanie. Jednak właśnie wspomniane zakończenie kompletnie zabija film – a furtka (i to niejedna) pozostawiona do szóstki wskazuje, że najgorsze zapewne jeszcze przed nami. No i nie zapominajmy, że na swoje filmy czeka jeszcze kolejnych dwudziestu kolegów Jigsawa, którzy dotąd przyglądali się wszystkiemu zza kadru.

Ocena (1-5):
Fabuła: 2
Zakończenie: 1
Recycling: 4
Fajność: 2

Cytat: No, it’s not Jigsaw, he’s dead. Haven’t you watched TV lately?

Ciekawostka przyrodnicza: Nie jest niespodzianką, że Tobin Bell grający Jigsawa powróci w odcinku nr 6.

Written by: Commander John J. Adams

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

9 Komentarze(y) na Saw V/Piła V

  1. Imho pily 3 i 4 to juz totalne dno. Szczerze powiem iz zachodzac w pamiec, nie potrafie sobie przypomniec czym obie sie wyroznialy. Ot po prostu papka pułapek i krwi…

  2. A czemu zp pomija największe dzieło Darrena Lynna Bousmana??!! jestem oburzony!!!!!!!!!

  3. Ciekawe kiedy Jigsaw doczeka się swojego pierwszego VS.

  4. …mysle ze za jakies 3-4 czesci…i byloby to vs. nastepca Kevina Spacey…

  5. Od ilu części Jigsaw umiera?

  6. Piła V trzyma poziom poprzednich części. Warto stracić 15zł by zjeść znów nachosy w multipleksie patrząc na tryskającą krew.

    Cytat: "<<Teraz mam trzy ręce.>>"(z sali, po scenie nie-dla-pianistów)

  7. To mi przypomina anime Dragon Balla, gdzie planeta wybuchała około 50 odcinków (w czasie serialu – 5 minut, w czasie rzeczywistym – …1000?) 🙂 Nigdy chyba o tym nie zapomnę!
    Piła 1 i 2 były ok, ale już 3 była dla mnie zbyt ciężkostrawna..

  8. Zgadzam sie z przedmówcami, 1 i 2 – była bardziej horrorem psychologicznym, trójkę po 20 minutach wyłączyłem bo nie dałem rady tego oglądać, ale no cóż w fabryce marzeń jest ostatnio blokada umysłowa czego po przeczytaniu tej recki jestem coraz bardziej pewien .

Dodaj komentarz