Indiana Jones and the Kingdom of the Crystal Skull/Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki

Tytuł: Indiana Jones and the Kingdom of the Crystal Skull/Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki
Produkcja: USA, 2008
Gatunek: Redux kina nowej przygody
Dyrekcja: Steven Spielberg
Za udział wzięli: Han Solo, podstarzały Will Szkarłatny, odmłodzona Karen Allen, chłopczyk z Transformers, Galadriela, Kane z Nostromo
O co chodzi: Indiana Jones walczy z ludźmi radzieckimi o kryształową czaszkę

Państwo patrzą, chamstwo robią…

Jakie to jest: Indiana Jones to ostatni po Gwiezdnych wojnach wielki film naszej młodości, który powrócił po dekadach próbując jeszcze raz wskrzesić magię kina nowej przygody. Jak przy wszystkich tego rodzaju powrotach pojawiły się głosy oburzenia i obawy o jakość filmu.

No i wszystkie te obawy się sprawdziły.

Oczywiście nie ma katastrofy – Indiana Jones 4 to dobry, pewnie nawet bardzo dobry film przygodowy, ze świetną obsadą, ciekawą fabułą i wypasioną akcją. Ma wszystko na miejscu – Indianę który daję radę, dzieciaka, który jest lepszy niż można by się spodziewać, oldskul klimat, przygody, walkę z kafarem, sponiewieranie głównego bohatera, zmagania z obrzydliwymi stworami, humor, tizerek z artefaktem, węże, laskę (powiedzmy), skakanie na biczu (powiedzmy), egzotykę (powiedzmy), fajne nawiązania do poprzednich odcinków, czerwone linie na mapie, fajnego przeciwnika. Ale czy jest to kolejny Indiana Jones? Czy jest to zasłużona czwarta część trylogii?

Zaczyna się całkiem klawo (abstrahując od żenujących rysunkowych świstaków) – mamy fajny pustynny wyścig cool-gości w stuningowanej bryczce z konwojem wojskowym. Oczywiście wiadomo, że chodzi o Lucasa sentyment do tego typu rozrywek – i scenka ta wyszła mu całkiem nieźle, zwłaszcza że z grubsza wiemy, co to za mroczny konwój, a wszystkiemu przygrywa klasyczny kawałek z okresu. Otwarcie zatem tym klimatem mocno przywodzi na myśl „Anthing Goes” z dwójki.

Pokaż ten kałasz

Potem następuje dość długa akcja tizerkowa składającego się z całego szeregu pod-akcji – bardzo przyzwoita i trzymająca klimat klasyki. Jednak – im dalej w las, tym film coraz mniej podobał mi się… Przez cały czas akcja wali na złamanie karku. Po dość intensywnym tizerku oczekujemy na jakąś chwilę spokoju – ale gdzie tam. Na ekranie nie ma 5 minut bez pościgu, bijatyki lub innych wymagających fizycznie czynności. „Zaraz, to chyba dobrze?” – zakrzykniecie. No, nie do końca. Seria o Indianie nigdy nie kojarzyła mi się z akcją non-stop. Nagromadzenie, nie zawsze fajnych sekwencji powoduje, że właściwie nie zauważamy, kiedy film zaczyna się kończyć i kiedy następuje finalna konfrontacja… W poprzednich Indianach zawsze mieliśmy długie sceny spokoju, gdzie można było zaczerpnąć oddechu, łyknąć kolorytu dalekich krajów i kanonu Indiany – pobyt u Sallaha w Kairze, kolacja u Maharadży, nawet kurde Wenecja. Tutaj nic takiego nie ma. Akcja > czerwona linia >akcja >czerwona linia > akcja >koniec filmu.

Ale to jeszcze nic. Jeden z moich najpoważniejszych zarzutów do tego filmu to kompletne wyzucie go z jakiegokolwiek „archeo-romantyzmu”, że się tak wyrażę. W poprzednich odcinkach zawsze mieliśmy kilka spokojnych scen, które nadawały klimat i właśnie romantyczny sens całemu questowi – gdzie te uwagi Marcusa o Arce, gdzie nawet przemówienie Belloqa w kanionie, gdzie fortuna i chwała? Tutaj mamy kilka mętnych tekstów o kryształowej czasze, które w żaden sposób nie potrafią wzbudzić tego poczucia „wyższej konieczności” misji Indiany. No ale cóż – może współczesny widz źle by odebrał takie blubry.

Słynny potajemny wór

Film za to jest z-lucas-owany na maxa. Tak jak Wajda nie potrafi odmówić klockom z TVP, tak samo Spielberg nie potrafił odmówić Dżordżowi. Na nic gadanie o analogowym montażu i klasycznym tempie akcji – z ekranu wali jeden wielki render porównywalny tylko z nową trylogią SW. Sceny w plenerach są ograniczone do niezbędnego minimum, a przez większość czasu odnosimy wrażenie jak nie blue-boxa to przynajmniej średnio udanego kręcenia w studiu (np. scena eksploracji grobowca konkwistadorów to jeden wielki teatr). Żeby było gorzej, nie zawsze są to efekty najwyższych lotów – pamiętacie jak wszyscy kręcili nosem na słabo złożoną scenę pościgu amfibią na krawędzi klifu w trailerze? W filmie została ona dokładnie w tej samej jakości, a do tego dostaliśmy 100 innych, podobnie dopracowanych ujęć.

Jak już wiemy z wywiadów, Dżordż postanowił tym razem nieco zmienić konwencję – odejść od typowo przygodowego skarboszukania przez twardzielskiego bohatera w stronę klimatu lat ’50 – UFO, zimna wojna, komuniści i atomy. Zabieg, można by powiedzieć, sensowny i usprawiedliwiony. Jednak niestety w znacznej mierze zaważył na nie-kompatybilności z poprzednimi Indianami… O ile sam główny artefakt jest do przyjęcia (każdy z nas czytał chyba w młodości o kryształowych czaszkach w publikacjach dotyczących UFO i był tematem zafrapowany), o tyle całe rozwiniecie jego motywu jest ultra sztampowe… I tu przechodzimy do kolejnego poważnego zarzutu – zakończenie filmu jest tak szablonowe i przewidywalne, że właściwie można je wywnioskować z trailerów. Pozwolę sobie nawet na uwagę, że wypada gorzej niż w Mumii 2, która jest (jakby nie patrzeć) podróbą starego, dobrego Indiany.

I w tym miejscu należy wspomnieć o scenariuszu. Jeśli to miał być ten wymarzony, na który czekaliśmy tyle lat, to nie chciałbym widzieć tych kilkudziesięciu, które przepadły. Scenariusz sprawia wrażenie zlepku scen z wersji bardzo dobrych (pierwsze pół godziny filmu), jak również pisanych na kolanie (ostatnie pół godziny filmu). Z tego chyba powodu pewne motywy pojawiają się i znikają bez słowa wyjaśnienia (np. strażnicy cmentarza), a sceny przechodzą jedna w drugą z montażową subtelnością tasaka. Skrypt próbuje na siłę być i nowoczesny, i nawiązywać do poprzednich odcinków i budować kanon – jest to niestety syndrom zmanierowanego scenarzysty, który próbuje koniecznie rozwinąć i udziwnić pewne istniejące już uniwersum (vide moja dyżurna dwójka ulubionych filmów – Ostatnia krucjata czyt Powrót Jedi). Wszystko to zapewne wyglądało fajnie na papierze, ale efekt finalny pozostał mocno taki se. Niektóre nawiązania są mega wymuszone – i tu mogę podać całą postać starej Marion, która jest po prostu fatalna i w najmniejszym stopniu nie przypomina humorem i finezją tej z Raidersów. Sama pani Karen Allen sprawia wrażenie, jakby miała 20-letnią przerwę w pracy aktorskiej… Co ciekawe, jeśli ktoś z Was zetknął się kiedyś ze scenariuszem Indiana Jones and the Saucer Men from Mars Jeba Stuarta (np. na mojej pyrkonowej prelce przed laty), zauważy, że mniej więcej 80% filmu się na nim zasadza. Może właśnie z uwagi na ten sentyment podoba mi się wyśmiewana przez wszystkich scena z lodówką, która zadebiutowała właśnie tam i od lat była do wglądu na necie (opracowanie znajdziecie np. tutaj).

Ruska wspinaczka zespołowa

Ciekawym, acz wg mnie fatalnym zabiegiem była autoryzacja kanonu Kronik młodego IJ w filmie. Mamy tu kilka nawiązań do jego (nie zawsze najsensowniejszych) historycznych przygód, które chyba specjalnie wcisnął Dżordż na złość fanom. Obawiam się, że twórcy nie zauważyli, że podnieśli tu rękę na jedną z podstawowych zasad kina nowej przygody, które sami wcześniej stworzyli: film nie może być zbyt mocno osadzony w realiach. Musi być umieszczony w swoim własnym podkręconym wycinku rzeczywistości, gdzie obowiązują ciut inne reguły gry. Doklejenie do kanonu przygód młodego IJ z Pancho Villą w dość ośmieszający sposób sprowadza świat Indiany na ziemię…

Po tej litanii przekleństw czas powiedzieć parę słów o postaciach. Najpierw stary Indiana – póki siedzi za biurkiem albo stoi – jest OK. Jednak w scenach akcji patrzy się na niego nieco dziwnie i nie da się uniknąć podejrzeń, że dubler miał jednak co robić. Także gęba i teksty Indiany raczej mówią „byłem kiedyś Indianą Jonesem”, niż „jestem Indianą Jonesem”. Nie mówię – Ford trzyma się dobrze, jednak chyba jakaś psychologiczna granica została przekroczona i ciężko jest zobaczyć w nim tę samą postać, co w poprzednich odcinkach. I jeszcze te legendarne już workowate spodnie…

Po drugie Spalko i jej dzielne ruskie sołdaty – bez wątpienia jeden z najmocniejszych atutów filmu. Pokusiłbym się nawet o opinię, że Spalko to być może najlepszy z dotychczasowych przeciwników Indiany – zimna sowiecka suka, zdeterminowana, fanatyczna i inteligentna ulubienica Stalina. Przyznam, że ona i jej kamanda doborowych kacapskich ryjów wypada lepiej i mniej komiksowo niż naziole z np. Ostatniej krucjaty. Żeby ubarwić postać możemy do niej dodać też znajomość szermierki, sztuk walki wschodu, jak również pewne inne zdolności, których ze względów spoilerowych nie przytoczę. O dziwo Blanchett sprawia wrażenie jedynej osoby całkiem na miejscu w tym całym filmie. Brawa dla tej pani.

Patrz synku, to właśnie jest szkielet

Teraz Mutt, czyli główny winowajca nienawiści fanów. Kurde, mogło być dużo gorzej – nie jest on co prawda tak fajną postacią prawie-główną jak Henry Senior, ale też nie jest jakimś infantylnym gówniarzem, jak można by się spodziewać. Jego szyk greasera, brylantowanie fryzury i sprężynowiec tworzą całkiem fajnego kolesia – aczkolwiek, czy nadaje się on na SYNA INDIANY JONESA to całkiem inny temat. Muttowi zawdzięczamy kultową scenkę bójki w barze „dresiarze vs. gitowcy”, natomiast niestety cała kwestia synostwa/rodzinki Jonesów wypadła na poziomie wczesnych lat ’80 – czyli dość zdawkowo i sztucznie, ale tego się nie czepiam. Bardzo miły motyw mamy na sam koniec, kiedy waży się kwestia ewentualnego przejęcia serii przez Mutta – czuje się tu prawie jakby Spielberg ostatkiem sił pokazał faka Lucasowi…

O starej Marion już pisałem i właściwie nie ma co o niej więcej pisać, więc dodam coś o Macu, czyli śmiesznym koledze Indiany. Ray Winstone bardzo sprawnie wskakuje w buty Sallaha i trzeba przyznać, że obok Blanchettowej ciągnie aktorsko film. Fajny oldskulowy design, humor i jasno skreślona postać – kolejny właściwy człowiek na właściwym miejscu.

A czy w filmie jest coś naprawdę fajnego poza stałymi elementami serii i tizerkiem? Owszem, mamy kilka dobrych pościgów – po miasteczku uniwersyteckim, który jest kręcony klasycznie i ma fajny oldskulowy klimacik. Kolejny, w dżungli, jest fajny akcyjnie, ale wizualnie niestety made by dużo komputerów. Pojawia się dość fajny wątek profesora Oxleya (kolejnego wieloletniego przyjaciela Jonesa, o którym nigdy nie słyszeliśmy), a także spora dawka pułapek i zagadek (aczkolwiek jak wspomniałem – zwykle w smętnej studyjnej prezentacji), będących niestety recyclingiem starych motywów. Sam motyw kryształowej czaszki zaczyna się całkiem ciekawie i jest fajnie rozwijany, do momentu gdy pod koniec nie stacza się w odmęty banału.

Co do muzy – no cóż, jeśli ktoś słyszał jeden soundtrack Johna Williamsa, właściwie słyszał wszystkie. Oprócz klasycznego Raiders March (fajnie przerobionego w końcowych napisach), który w filmie pojawia się skandalicznie rzadko, mamy muzyczne nawiązania do Arki czy Graala w adekwatnych momentach… I to właściwie tyle. Nie zauważyłem tu żadnego specjalnego „motywu kryształowej czaszki”, za to kilka znajomych taktów z TPM i AOTCa. Jak zwykle.

IJ4 był dla mnie wielkim zawodem. Podchodziłem do niego z dużym nastawieniem na plus i zakładałem, że Spielberg zrobi film, którego nawet Lucas nie będzie umiał skopać. Niestety. Byłbym w stanie wybaczyć mu może połowę wszystkich słabości i nawet może przykleić łatkę, że podobał mi się. Jednak skala zniszczeń jest zbyt duża – a sama jedna scena, kiedy Mutt bawi się w Tarzana wystarczy do sponiewierania filmu. Zauważyliście zapewne, że pisząc o twórcy filmu częściej wymieniam Dżordża niż Spielberga… A to dlatego, że wyraźnie widać, iż jest to bardziej film Lucasa. Jak wiadomo, Spielberg w swojej karierze popełnił kilka naprawdę świetnych filmów i jakoś nie chce mi się wierzyć, że nagle przestawił się na inne tory kina czysto rozrywkowego, w dodatku tory mocno powykrzywiane przez podeszły wiek. W dorobku reżysera Monachium czy Raportu mniejszości pojawił się film o mniejszej dawce dramatyzmu niż Ostatnia krucjata… Nie jest to może TPM redux, ale daleko do tego czego fani oczekiwali. CZY NAPRAWDĘ TAK ŁATWO BYŁO SKOPAĆ INDIANĘ JONESA???

Grunt, że Mumia 3 na horyzoncie.

Ocena (1-5):
Stary człowiek i może: 3
Ruskie: 5
Sztampa i banał: 4
Fajność: 4 (bonus punkt za to, że to Indiana)

Cytat: Mutt? What kind of name is it?

Ciekawostka przyrodnicza: Pewien zadeklarowany poznański mega-fan Indiany o mało przepuścił przedpremierę, żeby obejrzeć finał Mundialu w telewizji!

Written by: Commander John J. Adams

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

80 Komentarze(y) na Indiana Jones and the Kingdom of the Crystal Skull/Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki

  1. Czyli mogło być lepiej. Tak się kończy babranie Lucasa przy scenariuszach.

  2. Recka podobala mi sie odwrotnie proporcjonalnie do filmu. Dawno nie bylem tak zawiedziony wyczekiwanym filmem jak wczoraj ze az nie chce mi sie wiecej pisac, acz… im dluzej mysle tym wiecej mam pozytywnych oczuc.

  3. Niestety zgadzam się w całej rozciągłości.

    Film średni.

    To znaczy zabawny, efektowny (a w box officie także efektywny), ale bez wyrazu. Za dużo tu efektów, za dużo tandety.

    Ostatnia (ale naprawdę ostatnia) scena to chyba największa ilość oświetlenia i filtrów rozjaśniających jaką w życiu widziałem. Przywodzi mi na myśl zakończenie Star Wars IV: A New Hope, które było tak samo tandetne.

    IJ4 byłby nawet znakomitym filmem, gdyby nie fakt, że musieliśmy na niego czekać prawie 20 lat. Przez ten czas fani nastawili się na coś kosmicznego, a Lucas chyba tak bardzo zakochał się w swojej wizji, że jako producent wymógł zapewne wiele durnych pomysłów na reszcie ekipy.

    Film OK, ale gdyby nie był to Indiana Jones to było by jakoś głupio 🙂

  4. Mnie najbardziej boli, ze do tej pory to Indiane podrabiano, a tutaj widac ze Indiana czerpie z innych filmow. Watek kary za zabieranie skarbow, rozwalka swiatyni na koncu czy zabijanie tubylcow przez podazajace za bohaterami wojsko juz widzialem tyle razy ze 10 lat temu mialem dosc. Indianie wylazacy ze scian jak jakies gobliny z LOTRu to kolejna zenada. Czaszka nie jest krysztalowa tylko z pleksi, a scena nawiazywania z nia telepatycznego przekazu jest bardziej sztuczna niz ta z komiksu Polha na bazie Danikena.
    Do tego brak sensu – co to jest ze jakies szkielety sie lacza w pampra? Dlaczego kiedys dali sobie odebrac jedna glowe? Co to za belkot o jakis wymiarach? I powiedzmy sobie szczerze Indiana zdziadzial. Nie jest zadnym lajdakiem ani wisusem! Tempo akcji i rytm tez beznadziejne. Nowy bond jest rowniez szybki i roi sie od poscigow. Te z Bonda absorbuja uwage, a to ze ktos tam gdzies jedzie amfibia, czy spada 3 razy z wodospadu wywoluje tylko ziewanie.
    A ten Oxley moze i smiesznie wygladal, ale pelnil tyko role denerwujacej deus ex machiny, ktora w razie czego skierowuje bohatow gdzie trzeba, zeby nie bylo trzeba sie glowic nad scenariuszem. Tak ze moim zdaniem jest to przecietny a nie dobry film akcji, na miare jakies Dudikofa, albo Grunera. I ta slodycz na koncu. 100% happy endu bez powodu.

  5. Czyli wyszło jak pisałem daaawno temu.
    Ech, dupnie trochę…

    Mumia 3 to mnie tak interesuje jak 10 letni snieg….

    Na Dork Knighta czekam… może warto..

  6. Eh, niestety muszę się zgodzić z recką. Jak to piszą zagraniczni akcja była za bardzo "over the top". Wiele scen mogło zostać usuniętych bez szkody dla całości – akcja z atomówką, Mutt jako Tarzan, itp. A ILM to niech sobie pojedzie na praktyki do Weta Workshop bo chyba po pijaku to robili!!!

  7. przykre to jest to ze Indy sie trzyma, za to fani-widzowie nie bardzo, chyba czas byl dla nich mniej laskawy.
    Film byl fajny i mi sie podobal.

  8. Straszny SHIT!!! Nie chce ogladac takiego INDIANY juz nigdy wiecej.
    Nie wiedzialem ze indiana byl w wywiadzie, jak przychodzi ten generał i mowi ze on jest spoko. MASAKRA.

  9. Roznica miedzy fanem a fanatykiem polega na tym ze ci pierwsi jednak widza sprawy takimi jakimi sa.

  10. a no to sory pomylilem sie, w takim razie fanatycy-widzowie

  11. Nie ma co drzeć szat. Dobrze, że film powstał, bo to był już ostatni gwizdek, a przynajmniej rozwiał wątpliwości na temat możliwości powrotu do przeszłości tandemu Spielberg/Lucas. Film dobry, aczkolwiek nie miał jakieś iskry. Może trzeba było lepiej dopracować scenariusz i realizację?

    Podpisuję się pod opinią na temat Marion, a już sam Indy stracił w moich oczach mówiąc, że kolejne kobiety miały jedną wadę – nie były nią. Zdziadziało mu się…

  12. Mogl jej puscic nieszczerze taki suchy tekst, zeby ja udobruchac z malym naiskiem na udob. Tylko po cholere sie zaraz zenic? 😉

  13. "Dziewczyny i zero planów na przyszłość" jak powiedział w kinie pewien pan przed filmem.

  14. Jednym słowem – daj pan spokój panie Jones.

    Albo raczej "bite my ball-sack":
    http://gizmodo.com/392495/indiana-jones-theme-secret-lyrics-uncovered

    😀

  15. Scenariusz jest szyty z bodajże 4 "draftów". To widać, słychać i czuć.
    Świetne kawałki w klimacie – typu bicie się z Ruskimi w czasie prywatnej kłótni, napieprzanka z kafarem na gołe piąchy pośród mrówek (zakończona jedyną sceną śmierci w tym filmie, która trzyma poziom), czy ruska baba, która walnęła fajną mówkę o tym, jak commies chcą wykorzystać wiedzę czaszek – przeplatają się z wybuchami atomowymi, skakaniem na lianach i komputerowymi kosmitami (i pieskami preriowymi… kiedyś zwierzaki sie tresowało… e, graficy komputerowi: zaśpiewajcie se kiedyś raz więcej kasy, niż przeciętny treser, to zobaczymy jakie zwierzaki będą występować w filmach!). Dlatego film czasem trzyma klimat, a czasem go puszcza. W międzyczasie film się kończy i pojawiają się napisy końcowe.

  16. Nie wiesz, czy to scena śmierci – może przeżył w mrowisku i został ich królem?

  17. Mrówki w kultowym MacGyverze były bardziej krwiożercze – wystarczyło w nie wpaść i już się nie żyło ;). Te pewnie wolały najpierw przyprawić świeże mięsko przed spożyciem.
    Recka dobra, choć przyczepiłbym się do:
    "a także spora dawka pułapek" <- ja tych pułapek nie zauważyłem.

  18. Jak dla mnie mógł zostać nawet królem predatorów 🙂
    Co powiecie na cross-over? Może predator przybył nie z kosmosu, ale spod ziemi?

  19. True, powinno być "łamigłówek" albo "nieszkodliwych, ekologicznych pułapek" 🙂

  20. Bi-ti-dablju: na nastepnym filmie z muzyką Williamsa po prostu się porzygam. Ludzie psioczą na Lucasa, że stracił talent i jaja? Mają pomysł, żeby psioczyć na Spielberga? Dla mnie największym upadkiem i zdziadzieniem może pochwalić się właśnie ów kompozytor. Fak dat!

  21. Albo – sporo pół-gołych Majów wyskakujących robiących za przeszkadzajki 🙂

  22. tru
    wplecenie motywu Indiany między fragmenty muzy z Ataku Klonów, nie powinno być nazywane nowym dziełem kompozytora xD

  23. Chociazby charakterystyczny "motyw czaszki" i "motyw ruskich" by wystarczył… my naprawdę nie mamy wielkich wymagań, p. Williams… my po prostu marzymy, zeby to jednak nie było wyczerpanie pańskich pomysłów… szkoda by było, alternatywą jest emerytura. Trzeba brać wzór z Connery'ego 🙂

  24. Karen Allen nawet nie sprawia, w wywiadzie spielberg mowi: "…obecnie z aktorstwem ma już mało do czynienia. Zajęta jest prowadzeniem firmy odzieżowej."

    Durnoty byly nie tylko duze np. po co akcja ruskich na poczatku? po co im ta mumia? niewyjasnione! typowa strzelba co niewyplila w ostatnim akcie – albo durenstwa male: ciekawe po co mlodemu byl motor w peru? tachali go samolotem, zostawili na placu i co?
    Zero uzasadnienia dla fabulu indian, po co oni byli? pilnowali swiatyni tak ze ruskie ich rozwalilo w 5 sek.? sceny na cmentarzu to naprawde teatr telewizji, a faceciki w maskach karatecy? o co chodzi? kim byli? ani slowa.

    Jedyne co ratuje ten film w moich oczach to sceny do atomowki, no i (moze sceny na motorku i czasami poscig w jungli) tu czulem klimat trylogii potem rownia pochyla…

    Rozwalila mnie np. scena przeskakiwania indiany przez plot w tym fejkowym atomic city, zywcem zerznieta z "nagiej broni", pamietacie te salta co robi ucharakteryzowany na franka akrobata-dubler, potem spadal np. za lozko a tam cyk i Nielsen wstaje, tu bylo tak samo..

  25. Świetna recka ,miałem podobne odczucia co do natężenia akcjii…

  26. Dżordż powiedział jedną fajną rzecz w którymś z wywiadów:

    Nowy Indiana nie będzie się podobał. Krytykom poprzednie części się nie podobały to i ta się nie spodoba, a fani będą zawiedzeni, bo oni zawsze są zawiedzeni.

    No cóż, to po części prawda.

    Recenzja bardzo dobra i zgadzam się z nią. Z jedną różnicą: Ja jestem filmem zachwycony 😉 Bawiłem się na nim jak małe dziecko 🙂 Ja ta fanatykiem nie jestem, tylko może mam tą wadę, że przymykam oczy na pewne rzeczy wymienione w recenzji 😛

    Owszem, można zarzucać nielogiczności, banały, nadmiar efektów, to że Ford jest już stary…
    Ford był już stary w Ostatniej Krucjacie. A czy poprzednie Indiany nie były banalne? Nie były nielogiczne? Ano były, tylko teraz jakoś nam to nie przeszkadza.

  27. Kurde, też mi się Blast City skojarzyło z Nagą Bronią – ale raczej ze względu na miny, które Indiana walił spotkawszy rodzinę manekinów…

    Przyznam, że motyw kiedy próbował zatrzymać ruskich, żeby się z nimi zabrać z miasta mocno mnie rozbawił…

  28. Nie no scenka w fejkowym mieście była fajna, niepotrzebnie ją przerwali wybuchem 😉

  29. Mowcie co chcecie ale ujęcie wybuchu atomowego jest dla mnie majstersztykiem 😛

  30. moim zdaniem przesadzacie i to bardzo. film byl udany i ogladajac go bawilam sie naprawde dobrze, majac lezke w oczku z radosci, ze dr. jones znow jest w akcji…

    dziadzio Ford dal rade
    chlopczyk z transformersow zagral super
    will szkarlatny popisal sie niesamowicie
    glowna ruska panna tez nie pozostawila nic do zyczenia
    … itp. itd.

    wiec o co chodzi? nie spelnil waszych wygorowanych oczekiwan, czy jak? 😛

  31. Tak 🙂
    I tych niewygórowanych również…

  32. No fantastycznie 🙂
    Po pokazie przedpremierowym: 6/10.
    Po przespaniu się z tematem: 7/10.
    Po przeczytaniu recenzji i negatywnych opinii powyżej (tych przytaczających sceny z filmu): prawie 8/10.
    Jedźcie tak dalej, a okaże się, że jest naprawdę dobrze… 😉

  33. to ja mam prosbe: jesli ktos szperajac w necie natknie sie na fotke z filmu ukazujaca indiane stojacego na tle nukowego grzybka to ja prosze o linka. 😉 dzieki.

  34. JJA – to juz nie pierwszy raz podobne skojarzenia – to pewnie wplyw Sediny 😉

    mnie rozbawila scena z dmuchawka, oraz ta z ciezarowka, jak IJ wylazl przez rozpruty dach, wiadomo bylo co sie zaraz stanie w szoferce z kacapem 🙂 i fajnie ze tego nie pokazali, tylko nagle stu i gosciu wypada 🙂

    OT
    Znalazlem zajebisty spot Hellboya, ale nie wrzcam bo mnie zlinczuja 😉

  35. Ja się na filmie bawiłem świetnie. Skoro jako całokształt bardzo przypadł mi do gustu i pamiętam wiele scen po obejrzeniu filmu to naprawdę jestem w stanie przymknąć oko na wiele z tych trzepniętych momentów.

    Hollywood wypuszcza tyle niewyróżniających się filmów, że każdy z nas oczekuje czegoś przełomowego – stąd te wygórowane oczekiwania. Ja się niczego nie spodziewałem po tym filmie, miałem nadzieję na dobrą zabawę i takową otrzymałem. Z przyjemnością jeszcze nie raz przycupnę do ekranu by znowu do IJ4 sięgnąć.

  36. Sasquatch -> dzięki za niewrzucanie – bez urazy 😀

  37. Sasquatch dawaj tego hellboya!

  38. JJA nie wiem czy wiesz ale zostales burakiem i bedziesz sie smazyc w piekle!!! a ja nie!! 🙂

    choc mam wersje HD 🙂

  39. Mi tam się podobało niemożebnie.

    Powody są conajmniej trzy:

    – ujecie IJ stojącego na tle grzyba
    – scena fechtunku na pędzących samochodach
    – mutt ratujący IJ przy pomocy gada

  40. a nie mogliscie z tego newsa zrobic? 😛 tyle juz z tym trailerkiem bylo zachodu ze prosciej by juz chyab bylo zrobic tego "niusa". Acha zeby bylo temacie to Indiana nadal mi sie podobal 😛

  41. Zrobimy newsa w swoim czasie 🙂
    Dziś jest dzień Indiany, jak widać tendencyjny!

  42. Może do kina nie pójdę drugi raz ale DVD kupię na pewno 😀

  43. Ja obowiązkowo do kina ide drugi raz 😛 Teść się wybiera 😛

  44. A wogole to jak udalo sie komus zakosic czaszke z szyi kosmity? Stawial akurat klocka i sie zamyslil? Poza tym smieszne ze mrowki i indianie spieprzaja przed czaszka w panice a Ruscy i Amerykance nie 🙂

  45. …a ja nie. wole sobie zaoszczedzic sianko i kupic "Kingdom" na dvd 😀

  46. Zgadzam się z recenzją do momentu gorzkiego podsumowania. Mi film mimo wszystko się podobał.Jasne że Lucas, jasne że blue box, jasne że mutt jak tarzan i świstaki komputerowe – to rzeczy zupelnie niepotrzebne i głupie. Nowe kino, nowe możliwości, ale jest to kino nowej przygody,dynamiczne, dowcipne,przygodowe ja się dobrze bawiłem. Film może nie jest klasy pierwszej części, nie pobija nawet Ostatniej Krucjaty ale moim skromnym zdaniem jest lepszy od Temple Of Doom z chmarą dzieciarni niczym z teleranku

  47. Kurde, wszyscy na tym filmie wieszają psy, że świstaki, że lodówka,że kosmici…
    A film jest naprawdę dobry. Nie podobały mi się praktycznie tylko dwa momenty: tarzanowanie i wodospady ( to było już po prostu niesmaczne :/ ). Poza tym wszystko ładnie, Indi jak trzeba, młody całkowicie bez zastrzeżeń, a ruska baba to chyba najlepszy villain w sadze. Nawet kosmici dają radę.
    Oglądało się bardzo przyjemnie, mimo ,że siedziałem z boku, w pierwszym rzędzie, jakieś 5 metrów od ogromnego ekranu.
    Generalnie nuke's good.

  48. Garindan powtarzasz się z tym pytaniem o kradzież. Może weszli w stan czuwania, może czekali aż przyjdą ludzie nie po złoto, ale po wiedzę – jak przyszli po złoto to nie reagowali i Hiszpan ją zarąbał.
    Indianie spieprzają, bo to dla nich symbol Bogów, a dla ludzi czacha kosmity.
    Mi z kolei świstaki nie przeszkadzały ;), tak długo na ekranie gościły, że prawie ich nie zauważyłem…co innego Tarzan, no ale młody nie miał bicza to musiał sobie inaczej poradzić i jestem skłonny to wybaczyć.

  49. Ragnus, twoje wyjasnienia mialyby wieksza wartosc gdybys poszedl na premiere w fedorze a nie kapeluszu Krokodyla Dundee 😉

  50. Wybacz ratowałem się tym co miałem pod ręką 🙂

  51. Wyjatkowo nie wrzucam zajebistego linka trailera 🙂 tylko merytoryznie polece 😉 Tak w ogole to jestescie zbyt malo snobistyczni i nie znacie klasyki aby zrozumiec film, na szczescie papcio dzordz wam to wyluszczy:
    [url]http://www.movieweb.com/news/15/28415.php[/url]

    oczywiscie znalezione w internecie.

  52. No i gadu gadu, a tu się okazuje, że nie mogę się doczekać kiedy znów zobaczę KOTCS w kinie 🙂 I dziś śmiało powtarzam – rewelacji nie ma – i dodaję – ale film zajmuje 3. miejsce, detronizując Temple of Doom (którą to lubi tylko John J Adams) 😉

  53. Temple of Doom to najlepsza część przygod Indiany! Oto moja opinia, ktorej nikt nie ma prawa sie przeciwstawic.

  54. Ja sie przeciwstawiam 😀 Najlepsza częścią Indiany jest "Indiana Jones i Szabla Pana Wołodyjowskiego" 😛

  55. garindan –> jasne, jasne. 😉 najlepsza czescia IJ to 'Poszukiwacze Zaginionej Arki'. 😀

  56. ToD jest do bani!!!

  57. Poszukiwacze są na 2gim miejscu. to bardzo przyzwoity film, ale w porównaniu do Świątyni wydaje się niedopracowany i bałaganiarski. Jak na pierwszą śliwkę robaczywkę, przygotowującą grunt pod dalsze przygody Indiego jest faktycznie świetny. Poza tym zabroniłem wyrażać odmienne od mojej opinie, więc dość już tej swobody!

  58. A tak w ogóle to wszyskie Henryki Jonesy to fajne chłopy 😀

  59. Nie znam żadnej Henryki Jonesówny 😛

  60. Cóż, film mi się podobał aczkolwiek muszę przyznać, że rozwiązanie zagadki mnie rozczarowało. Tak, do wczesnego Indiego się nie umywa, ale w przeciwieństwie do Dżej Dżeja nie mieszałbym filmu z błotem. Paradoksalnie można by rzec, że dla autora recki kolejny film z serii miał tę wadę, że nie był Raidersem. 😉 Owszem nie był, ale spójrzmy prawdzie w oczy: 65letni aktor nie zagra brawurowej roli, którą był w stanie zagrać dwadzieścia kilka lat temu. Nie był w stanie i nie zagrał. Skoro tak, to nakręcanie oczekiwań, które również mi się udzieliło (a propos muszę w końcu kupić sobie katanę Iniego 😉 było irracjonalne. Skoro tak, to na film nie można patrzeć jak kolejny mecz naszej reprezentacji piłkarskiej… OK, bad example 😉
    Były błędy warsztatowe – zgoda, akcja powinna być bardziej "romantyczna" – zgoda, można było zrobić, to, tamto i siamto – OK, ale gdy porównam rozczarowanie po AvP2 z wrażeniami po IJ to moim zdaniem film się broni.
    Chciałem się pochwalić, że znalazłem błąd – w jednej ze scen pani Spalko wisi na dwóch linach, w tym jednej niewyciętej komputerowo, ale tym, których film rozczarował ta informacja na nic nie zda się.

  61. generalnie zgadzam sie z recka JJA. kilka uwag:

    1. Spalko – gdzie tam jej do lasi z Krucjaty! postac zupelnie absurdalna, z komiksowym wachlarzem uzdolnien: szermierka, kung-fu, telepatia. w dodatku ta jej fryzura przystrzyzona chyba za pomoca linijki i katomierza…

    2. w nowym IJ brakowalo mi – procz romantycznego mistycyzmu Wielkiej Przygody – "zawadiackiego" erozytzmu znanego z poprzednich czesci: gryzienia malzowiny usznej, gapienia sie na laseczki, soczystych pocalunkow… w sumie IJ4 to juz filmik wyjatkowo dla dzieci, mega familijny i w sumie nie zdziwilbym sie, gdyby nagle masowo przedszkola zaczely na niego uczeszczac.

  62. Spalko nosila peruke cos mi sie zdaje.

    Po wczorajszym ogladnieciu tegoz filmuz oswiadczam ze film jest bardzo dobry z minnusem a wszyscy ktorzy uwazaja inaczej sie nie znaja i tylez.

    zastrzezenie moje budzi tylko i wylacznie to ze byl stanowczo za krotki.

  63. Ja właśnie obejrzałem wczoraj ponownie i w kinie spotkałem Horrora który niestety nie był w stanie zapewnić projekcji w technologii cyfrowej w szczecińskim Heliosie.

    Powiem krótko: Jeśli za pierwszym razem film podobał Wam się średnio, drugi raz nie idźcie. To jak otwieranie ran 🙂

  64. a ja dodam jeszcze, ze przez caly seans nie opuszczalo mnie uczucie, iz oto Indy robi to, co robi wylacznie dla hecy i czystej parodii, podczas gdy w rzeczywistosci wcale nie musial pakowac sie w te wszystkie komputerowe levele, jechac do Peru i tak dalej. ktos fajnie zauwazyl, ze cytuje: "Czaszka jest tylko pretekstem, który pcha akcję do przodu. przecież Spolko w zasadzie dopięła swego: to ona zwróciła czaszkę na miejsce. I co? I nic. Wywiało ją, a ufoki mogły wrócić do domu. Tak to się skończyło przy udziale Indy'ego. Czy kogoś powstrzymał? Nie. A bez jego udziału jak by się skończyło? Tak samo. Wniosek? KKC jest niestety fabularną sztuką dla sztuki, która donikąd nie prowadzi, choć stwarza niezłe pozory.

  65. Tak samo można powiedzieć o Poszukiwaczach Zaginionej Arki. Przeciez tam Indiana też w końcu stracił Arkę, a Belloq ją otworzył i go "eksplodowało" 😛 Bez Indiego też by to zrobił. Tak więc Arka jest tylko "pretekstem" 😛

  66. Ja również wróciłem z ponownego seansu i wiecie co? Jest coraz lepiej! Wybieram się ponownie w tygodniu 🙂

  67. Vincenz:

    sprawa wyglada tak, ze co prawda Indy odzyskal Arke, ale gdyby go tam nie było, to jakiś patrol z bazy okrętów podwodnych, zaniepokojony dłuższą nieobecnością Bellocka, przejalby artefakt i koniec końców Arka trafiłaby w lapska nazioli.

  68. Wczoraj obejrzałem. Dużo przesady, ale poprzednie części też nie były
    mistrzami jeśli chodzi o logikę, vide scena z pontonem (Świątynia Zagłady), czy drugiej próby z trzech prób (Last Crusade).

    Dziwi mnie tylko jedna rzecz: czemu wielu z moich znajomych przypieprza się do sceny z lodówką, mając w pamięci bzdurną scenę z Marion -SPOILER START/ w trakcie pościgu w dżungli prowadzi amfibię, po czym obrywa ostro gałęzią (w tym miejscu zostaje wstawiona laleczka CGI), chwieje się i jedzie dalej. No sorry, ale ta scenka pod względem niedorobienia przebiła w moim osobistym rankingu Mutta/małpiatkę na lianach.

  69. Indiana Jones 5: "Poszukiwacze mordercow Mutta" 😉

  70. W piątce akcja przeniesie się do Poznania. Mój typ: "Indiana Jones i skalpy Abakanów" 😉

  71. omowiona scena jak z "nagiej broni"

    SPOJLER jak ktos nie widzial
    [url]http://www.youtube.com/watch?v=FV0cOrIyfOE[/url]

    znalezione na pl forum o indim

  72. Radzę przeczytać nowelizację Indiany. Sam film nie może się z nią równać, nudzi i rozczarowuje.
    Będziecie zaskoczeni jak wiele ważnych scen usunięto, wycinając przy okazji kawał dobrego humoru.
    Dopiero w książce można znaleźć Indy'ego, na którego wszyscy czekali.

  73. @kokuryu – dzieki, ale bez czytania mi sie filmowa trylogia podobala.

  74. ja dopiero teraz w kinie byłem/nie spodziewałem się ze będzie aż tak źle myślałem że poprostu troche wybrzydzacie a ty niestety niemilłe zaskoczenie

  75. Ale z doktor Spalko jest fajna dupa przynajmniej : >

  76. Się zastanawiałem (w trakcie oglądania Czaszki) skąd znam już motyw z zatrutą strzałka. Właśnie w łikend odświeżyłem genialny film pt. "Young Sherlock Holmes"
    gdzie w około 30 sek. jest taka oto scena:

    [url]http://www.youtube.com/watch?v=IiFMn62z8ao&feature=related[/url]

    Taaa…

Dodaj komentarz