Iron Man

Tytuł: Iron Man
Produkcja: USA, 2008
Gatunek: Komedia
Dyrekcja: Chłopak-milioner Moniki z Friends
Za udział wzięli: Czołowy narkoman Hollywoodu, Big Lebowski, Samuel L. Jackson, Gwyneth Paltrow, Hillary Swank
O co chodzi: Genialny producent broni odmienia swoje życie aby walczyć ze złem

Stop! Hammer time!

Jakie to jest: Jakie kino komiksowe jest, każdy widzi. Wszyscy główni superbohaterowie mają już własne (mniej lub bardziej udane) serie, zaczynamy zatem obserwować wysyp bohaterów z drugiego szeregu – o takim Daredevilu czy Iron Manie to np. ja w życiu nie słyszałem zanim nie zaczęli ich kręcić. No i parę lat temu chyba poszła po holiłudzie fama, że kto chce zostać w branży aktorskiej, musi chociaż raz superbohatera zagrać. Stąd też moja daleka od entuzjazmu reakcja, kiedy dowiedziałem się że taki Robert Downey Jr. znalazł sobie właśnie drugorzędnego herosa do zagrania. Uznałem, że będący na ciągłym życiowo/aktorskim rehabie koleś próbuje na siłę na nowo zaistnieć w kinie komiksowym, do którego kompletnie nie pasuje, co zaskutkuje żenadą. Oj, ależ się myliłem.

Jak niemal w każdej recce komiksowej na ZP wypada walnąć tu disclaimer: „Komiksu nie znam, więc opisuję jak wypadł sam film”. A kurde, wypadł dobrze w ryj. Duet „niemalże debiutanta” Jona Favreau z Downeyem dał film tryskający na maksa humorem, tekstami, akcyjką i zasiedlony fajnymi postaciami. Nie wiem jakim cudem obu kolesiom udało się stworzyć film humorystyczny, nie będący zarazem totalną komedią, z mega-dystansem zachowującym jednocześnie szacunek dla komiksu, ani przez moment nie popadając w autoparodię.

Główną przyczyną tych wszystkich zalet jest postać Tony’ego Starka w wykonaniu właśnie Downeya Jra. Gość jest zarazem geniuszem inżynieryjnym, jak i milionerem i ultimate playboyem, łażącym do kasyna zamiast na wręczenie należnej nagrody oraz urządzającym sobie imprezki ze stewardessami na pokładzie prywatnego samolotu (nie dziwi, że jego postać była inspirowana Howardem Hughesem). Urządza dla wojskowych show prezentacji nowej broni w Afganistanie i zaliczają wszystkie laski, jakie się nadarzą, przy tym hołdując mojej zasadzie zbierania stuffu – „kup i schowaj”. Jest największym na świecie producentem i wynalazcą broni, a jego najlepszym kumplem jest Jim Rhodes, oficer z jakiegoś działu zaawansowanych technologii USAF (który w teorii powinien zostać chyba zakuty przez amerykańskie CBA jeszcze podczas pierwszej wspólnej imprezy ze Starkiem). Przy tych wszystkich cechach Stark jest dla widza postacią megafajną, która już od pierwszych scen budzi sympatię. Mimo pozornego „kutasiarstwa” widzimy, że tak naprawdę ma dobre serduszko, dbając o swoją przyjaźni z Rhodesem i swoją wierną asystentkę o dość komiksowym nazwisku Pepper Pots. A wkrótce staje się postacią jeszcze bardziej pozytywną!

Wartościowa wycięta scena

Jak wiemy bowiem z trailerów, podczas wycieczki do Afganistanu Stark zostaje pojmany przez wrażą bandę miejscowych (i nie tylko) i zmuszony do zbudowania w ich jaskiniowej bazie mega-rakiety. Słusznie zakładając, że nawet jeśli wywiąże się z zadania nie poprawi swojego losu, Tony wykorzystuje dostarczane mu materiały do skonstruowania czegoś znacznie ciekawszego – robocopskiej zbroi Iron Mana, dzięki której daje terrorystom bobu i powraca odmieniony do USA.

Dowiadując się bowiem, że jego broń trafia też w ręce złych, uznaje że amerykańska supremacja nie jest już dobrym sposobem naprawy świata. Postanawia zrezygnować z produkcji uzbrojenia i zostać Iron Manem – bezkompromisowym bojownikiem o słuszną sprawę w ulepszonej wersji swojej pancernej zbroi. Należy tu dodać, że zbroja jest zasilana z reaktora wszczepionego Starkowi w klatę – który zarazem chroni go przed odłamkami bomby (pamiątki z Afgana) przesuwającymi się w jego ciele, niczym w Bondzie, w stronę serca.

Iron Man to superbohater dużego formatu, że się tak wyrażę. Nie zajmuje się złodziejami torebek, popsutymi hydrantami czy rabusiami w hinduskich sklepach spożywczych. Skupia się na rozwalaniu całych szajek terrorystów, a także na walce z mrocznym kafarem Iron Mongerem, który powstał na podstawie ulepszonych pierwszych projektów jego zbroi. Przy tym wszystkim Stark nie zapomina oczywiście wcale o bryczkach, dupciach i imprezowaniu. Słowem – wzór do naśladowania dla każdego młodego chłopca. Downey ma tu zatem okazję kolejny raz zabłysnąć – widać, że podszedł do tematu z wielkim zaangażowaniem. Nie wiem, jaki był Stark komiksowy, ale ten na pewno jest Downeya. Połączenie wszystkich aspektów postaci (geniusz/playboy/superbohater) wyszło tu po prostu idealnie, a celne teksty Roberta nie są gagami samymi w sobie, tylko ładnie wplatają się w całość jego osobowości. Brawa dla tego pana.

Popularny rzut bryczką

Przy tym całym wysokim profilu, film serwuje nam jednak stosunkowo niewiele superbohaterskiej akcyjki. Większość czasu poświęca za to właśnie narodzinom nowego Starka i budowie kolejnych wersji zbroi Iron Mana (w asyście jego kultowych robotów). Potyczek ze złymi mamy w sumie może 2-3 i są one na poziomie mocno kameralnym, niemal jak w Daredevilu… Oczywiście widzimy na ekranie walki lotnicze i eksplodujące czołgi, ale ostateczny pojedynek filmu odbywa się np. na… dachu i autostradzie. Nie mamy tu też takiego rozmachu zdjęciowego jak w Spider-Manach, ale nie o to chodzi. Iron Mana ogląda się jako świetny film o fajnym gościu, który przy okazji porusza superbohaterskie sprawy.

Nie dziwi to zresztą – Favreau skupia się bardziej na postaciach niż na akcji per se. Stąd mamy wspomnianą fajną relację Starka z Pepper, pełną obelg znajomość z Rhodesem – i całkiem doborową obsadę. Poza (nieco odmłodzoną) Gwyneth Paltrow w roli asystentki widzimy też Jeffa Bridgesa jako wspólnika Starka, Obadiaha Stane oraz Samuela L. Jacksona, który wpadł na plan na 5 minut zagrać Nicka Fury. Szkoda tylko, że główny wróg Iron Mana wypada dość miernie, kojarząc się nieodparcie ze spudłowanym Nickiem Nolte z pierwszego Hulka… Rozumiem, że film się tak koncentruje na głównym bohaterze, że nie było kiedy dopracować przeciwnika – ale np. w Batman Begins się to udało.

Ale. Film ogląda się rewelacyjnie – jest nam zapodawany lekko i przyjemnie, w rytm klasyki rocka i wyluzowanego życia Starka. Jednak – make no mistake – nie jest to żadna prymitywna hollywoodzka papka. Obsada, dialogi, inteligentny humor czynią z niego idealny, nie-mroczny film o superbohaterze. Do tego fajne i całkiem subtelne nawiązania do klasyki (RoboCop, Star Wars, Bond) i totalny bezpretensjonalizm, co chyba nie było łatwo osiągnąć z takim głównym bohaterem… Efekty, zarówno z kompa jak i praktyczne są na poziomie absolutnie genialnym. Aż można uwierzyć, że zbroja Starka faktycznie da się założyć i będzie działać… Respekt. A, i brak amerykańskiej flagi w patetycznym wydaniu, co chyba się spodoba. Jak to dobrze czasem obsadzić w komiksie kogoś z kompletnie innej bajki…

Ocena (1-5):
Rehab na wesoło: 5
Obsada: 5
Roboty Starka: 5
Fajność: 5

Cytat: Sorry, this is the Funvee – the Humdrumvee is back there.

Ciekawostka przyrodnicza: Wśród poprzednich kandydatów na reżyserów filmu byli Quentin Tarantino, Joss Whedon i Nick Cassavetes, który potem zajął się Kapitanem Ameryką, którym wcześniej zajmował się właśnie Favreau. Z innych – film podobał się nawet Watsonowi, który generalnie nie uznaje literatury rysowanej i jej ekranizacji.

Written by: Commander John J. Adams

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

20 Komentarze(y) na Iron Man

  1. szkoda tylko że nie zawalczył z Mandarynem ktory w animowanym serialu na fox kids był jego głównym oponentem

  2. Word!! Film podobał się mi też !

  3. Jak się dowiemy z jutrzejszego Komiksowa, Mandaryn ma się rzekomo pojawić w IM2.

  4. to by nawet miało sens, bo o ile kojarzę (też z tego żenującego serialiku) to Mandaryn miał jakiś fetysz z pierścieniami, a tu co? jakieś srogie i tajemnicze (przy czym bardziej srogie, niż tajemnicze) 10 pierścieni. ciekaw jestem, czy będą mili stopnie wtajemniczenia, że pomniejsi noszą po jednym pierścieniu (jak ten łysy-ale-nie-Big-Lebowski w IM), a np. boss (Mandaryn) będzie nosił aż 10? 😀

    swoją drogą już tak delikatnie zaczynali budować tło dla alkoholizmu Tony'ego. to jest duży plus. no i nawiązanie do przyszłości Rhodes'a jako War Machine.

  5. Flaga była, ale ukryta jak pisałem na forum.
    Dobry film, dobra recka!

  6. Flaga była, jasne – ale nie było owijania się nią, modlenia się do, ani powiewania na cały ekran 🙂

  7. Swoją drogą bardzo teraz zastanawiam się jak wyjdą pierwsi Avengersi skoro wstępnie w podtytule jest cap. America. Flagi na pewno będzie dużo i na pewno będzie owijanie się w nią ;). Oby nie powiewała na cały ekran.

  8. Czemu w roli dyrektora S.H.I.E.L.D. nie wystąpił prawdziwy Nicholas Joseph Fury, czyli David Hasselhoff, a tylko jakiś czarny zamiennik?

  9. Mam niedobory pamięci – kogo niby zagrał Samuel L. Jackson?
    Co do oceny się zgadzam. Miałem nawet zapamiętany przez chwilę jeden megakultowy tekst, ale po chwili wypadł mi z głowy. Muszę obejrzeć jeszcze raz. 😉
    A tak na marginesie, to zastanawiam się czy refleksy ekranów oświetlających plan w okularach, czy też wszelkiej maści szklanych przedmiotach można uznać za błędy w filmie?

  10. 'literatura rysowana' – jakie niesamowicie fajne określenie 😀 dobrze oddaje naturę komiksów jako sztuki, jednocześnie będąc mniej zobowiązującym i pompatycznym niż 'nowela graficzna', przez co świetnie pasuje do takiego Iron Mana. bardzo mi się podoba ten zwrot. będę go musiał zacząć używać 🙂

  11. gwoli scislosci dla tych co nie wiedza – Samuel L. Jackson (dla niektorych król ponad królem aktorów) zagrał Nicholasa Fury vel' szefa S.H.I.E.L.D. – a zagrał go wlasnie on bo od jakiegos juz czasu w komixach korzystano z jego wizerunku (zreszta za zgoda samego aktora) – polecam przjerzec wikipedie czy cokolwiek… A Huff dałby ciała…

  12. Dodam też, że zobaczyli go tylko Ci, którzy (jak wszyscy normalni ludzie) zostają w kinie do końca napisów!

  13. Jeszcze pomiędzy Rehab na wesoło: 5 a Obsada: 5 powinno być Numer ubezbieczenia Starka: 5 🙂

    A tak wogóle to efekty specjalne i muzyka wgniatają w fotel a potem wwiercają sie przez bebech i wychodzą z pleców między 4 a 5 kręgiem potem wracają do srodka przez potylice i zostają w srodku powodując nieodwracalne zmiany w korze mózgowej.

  14. Miket -> Huff już dał ciała Fury'emu dlatego o nim napomknąłem 🙂

    Ultymatywny czarny Fury wypada gorzej od typowego białasa, który właśnie ma comeback w Secret Invasion.

  15. naturalnie ze Huffy-Buffy juz byl Fury i – choc tego osobiscie nie widzialem – to trudno mi sobie wyobrazic takiego zacnego aktora wsrod smietantki aktorskiej nowego Iron Man'a… 😀

  16. re: Dżej Dżej
    No nareszcie pojawił się film, który uzasadnia utrudnianie pracy popcornosprzątaczom! Nareszcie można zdobyć szacun a nie oglądać zdziwienie personelu kina! 😉
    Wolę wersję "gdybyście wyszli na początku napisów już bylibyście w domu" 😉
    Ale żałuję, że nie poczekałem…

  17. Pamiętajmy, że znaczną część przyjemności z pójścia do kina czerpie się z interakcji z klonami, który koniecznie chcą cię zachęcić do wcześniejszego opuszczenia lokalu…

  18. Kto nie widział Jacksona ma okazję to trochę nadrobić:
    http://zakazanaplaneta.pl/news.php?readmore=2065

  19. Nagrywać w kinie do upadłego – bezcenne! 🙂
    Swoją drogą ciekawe ile powinno się zaproponować Samuelowi za zagranie kilkudziesięciu sekund w filmie aby docenić jego talent i ikonowość, bo wiadomo, że film od razu zyskuje jedną gwiazdkę.

  20. Sam jest komiksowym fanboyem (zresztą nie on jeden w Hollywoodzie), więc nie zdziwiłbym się, jeśli zagrałby za symbolicznego dolara (i podpisanie umowy przedwstępnej, że to właśnie on będzie grał Nicka Fury w następnych 16 filmach Marvela).

Dodaj komentarz