[REC]

Tytuł: [REC] Produkcja: Hiszpania, 2007
Gatunek: Zombie movie
Dyrekcja: Jaume Balagueró, Paco Plaza
Za udział wzięli: Różni Hiszpanie
O co chodzi: Niefortunne przypadki mieszkańców jednej klatki

Nie widzieli kobiety od 10 lat

Jakie to jest: Hiszpański prawie-nowatorski zombie-film [REC] tak się spodobał komuś w Ameryce, że postanowiono go zrimejkować jeszcze przed ukończeniem oryginału. Czemu nowatorski? A dlatego, że korzysta z techniki „film to kaseta z kamery bohatera”. A czemu prawie? Bo aktualnie przeżywamy wysyp podobnych produkcji – od Cloverfielda poczynając, a na zombiowym Diary of the Dead kończąc. Tym niemniej muszę przyznać, że zainteresowanie amerykańskich producentów jest jak najbardziej zrozumiałe – film kopie w pupę.

W przypadku [REC] kamera należy do ekipy robiącej program reality-TV w remizie strażackiej w Barcelonie. Ekipa składa się z operatora Pablo i dziennikarskiej gówniary Angeli, która dostała tę robotę chyba za karę. Angela kręci swój program w nocy, licząc, że załapie się na wyjazd na jakieś wezwanie ze strażakami – jednak pierwszych kilka godzin schodzi jej na sennym snuciu się po bazie. Dopiero nad ranem trafia się jednak wreszcie alarm – ekipa wraz ze strażakami jedzie uwolnić staruszkę, która rzekomo zatrzasnęła się w chacie. Po zajechaniu na miejsce okazuje się, że akcja odbywa się w pewnej dość klasycznej kamienicy, której wszyscy lokatorzy wylegli na klatkę podekscytowani incydentem. Pod zatrzaśniętymi drzwiami czeka już też patrol policji – wspólnie ze strażakami wywalają je i wchodzą do środka. Jak nietrudno się domyśleć, wizyta u staruszki nie ma korzystnego przebiegu. Cała kamienica wnet zostaje ofoliowana i objęta kwarantanną. W jej zamkniętym środowisku zaczyna rozprzestrzeniać się zombie-infekcja – zrazu powoli, potem coraz szybciej…

Witamy na naszej planecie

[REC] to film ze wszech miar nowoczesny, czerpiący z nowoczesnych wzorców – kamera z łapy, szybkie, ryczące zombies rodem z 28 dni później. Akcja reżyserowana jest również dynamicznie i sprawnie – do granic możliwości wykorzystując konwencję, jaką jest „kamerka”. Podobnie jak w Blair Witch Project, udało się tu uzyskać efekt absolutnie przerażający – i to nawet nie dzięki strachom typu „a kuku”, a dzięki fenomenalnemu oddaniu paniki, poczucia klaustrofobii i izolacji. Szybko okazuje się, że z budynku absolutnie nie można uciec, a na pomoc z zewnątrz nie ma co liczyć – stąd poczucie zaszczucia i beznadziei szybko staje się mega dominujące.

Dzięki ciasnemu, zamkniętemu otoczeniu przenosimy się tu w buty bohaterów znacznie silniej niż np. w Cloverfieldzie[REC] miał farta, że wyprzedził najnowszy film Romero i jako taki stał się formalnym pionierem w gatunku zombies – Diary of the Dead będzie musiało się mocno postarać, aby mu dorównać (pomijając, że Romero nigdy nie dążył w swoich filmach do wykrzesania z widza czystego, pierwotnego strachu, jak to ma miejsce tutaj). Tu możemy bardziej poczuć otoczenie niż na jakimkolwiek filmie 3D, wręcz czujemy zombich wyskakujących nam przed nosem, a ruchy Pablo są dokładnie naszymi reakcjami, które powstałyby w tej sytuacji… Dodatkową warstwą jest tu nie tylko poczucie bezpośredniego zagrożenia, ale też strach przed nieznanym – bohaterowie nie rozumieją z czym mają do czynienia. Nie wiedzą, czy to zwykła choroba czy apokalipsa, nie wiedzą czy zostaną uratowani za 5 minut czy nigdy. I ta nieświadomość działa na nich jak działałaby na każdego normalnego człowieka – paraliżującym strachem, przez który możemy odmówić innym nawet ludzkich odruchów, a kogoś innego bez wahania poświęcamy. Oczywiście podobne motywy pojawiają się często w horrorze – tu jednak, dzięki wzmocnionemu realizmowi relacji „na żywo”, odczuwa się je szczególnie dotkliwie… Bardzo ciekawy jest rozwój akcji w pewnym momencie filmu – kiedy przestaje być on tylko sprawnościowym biegiem przed zombimi, a staje się naprawdę mrożącym krew w żyłach festiwalem walenia widza cegłą w gruczoł strachu. Przypomnijcie sobie finałowe sceny z Blair Witcha albo The Ringu – dokładnie ten sam klimat. Fajne jest też lekkie ideowe nawiązanie do klasycznej Nocy Romero w postaci tzw. problemu klucza.

Lubił starsze

Jak już napisałem, realizm jest – niektóre zdjęcia realizowane są „spod kurtki”, inne zza pleców większej grupy, która spotyka COŚ. Kamera czasem gubi ostrość, czasem nie wiemy, na co właściwie patrzymy – to akurat coś, czego brakowało w Cloverfieldzie… Do tego audio: gwałtowne, ostre odgłosy uderzeń, wrzaski ludzi w studni klatki schodowej, tudzież śmiertelna cisza. W ogóle technicznie film jest zrobiony w dechę – długie ujęcia wymagające naprawdę niezłej koordynacji wszystkich aktorów (a pamiętajmy, że nie jest to hollywoodzka produkcja z mega budżetem i dowolną ilością dubli), kamera na tyle statyczna, byśmy widzieli co się dzieje i nie porzygali, a na tyle latająca, byśmy się zdenerwowali.

Bohaterzy to osobna sprawa – poza wrzaskliwą i spanikowaną Angelą głównym bohaterem jest właściwie… Pablo, operator kamery, którego praktycznie ani razu nie widzimy. To on właściwie prowadzi dwuosobową ekipę, mimo iż odzywa się rzadko i nie odrywa oka od wizjera. Mamy też dwójkę strażaków, policjanta i lokalnego felczera, potem dołącza do nich jeszcze gość z ichniego Sanepidu, próbujący zgłębić zagadkę epidemii zombizmu. Do tego dochodzi zamknięty zbiór postaci drugoplanowych – mieszkańców kamienicy, których wcale nie jest tak dużo. Fajnie, że role poszczególnych postaci są podporządkowane raczej realizmowi sytuacji, niż dramatyzmowi – nawet wiodący bohater nie zna dnia ani godziny (acz to chyba po prostu wyznacznik gatunku). Niefajnie natomiast niestety, że postaci te popadają w mega-latynoski-telenowelizm. Momentami akcja po prostu zamiera, a na ekranie panują tasiemcowie dialogi każdego z każdym, gdzie każda kwestia i wątek są powtarzane po 10 razy. Mamy ze dwa takie momenty i jest to właściwie jedyna wada filmu. A nie, przepraszam – wkurzająca jest też niekonsekwencja w powstawaniu zombies. Niektórym od ugryzienia przemiana zajmuje godzinę, innym – kilkanaście sekund. Oczywiście, im bliżej końca filmu, tym ten czas się skraca.

Na pierwszy rzut oka [REC] może wyglądać na małą, niezależną produkcję zbliżoną do Mulberry Street – jednak jest to film na pełnym wypasie pod każdym względem. Zamknięcie całej akcji na teatralnie małym terenie pozwoliło jednak na maksymalne wykorzystanie potencjału „kamerki” – z naprawdę powalającym skutkiem. To film, który kiedy już straszy, robi to na całej linii – i autentycznie mnie przeraził jak mało który wcześniej… Może nie jest to przełom na miarę Cloverfielda w gatunku potworowym, ale na pewno stanowi krok milowy na szlaku straszenia człowieka. Obejrzyj koniecznie, zanim wyjdzie słaby remake.

Ocena (1-5):
Kamerka:
5
Telenowela: 4
Strach i przerażenie: 5
Fajność: 5

Cytat: Conchita! Nie bój się…

Ciekawostka przyrodnicza: Amerykański remake, Quarantine jest nie tyle rimejkiem, co (jak to mówi Lord New’Age) aktorskim dubbingiem, kopiującym dokładnie sceny i ujęcia z oryginału.

Written by: Commander John J. Adams

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

18 Komentarze(y) na [REC]

  1. Świetny film.Nie rozumiem poco robią remake;/ nawet nie mam zamiaru go oglądać.

  2. no wreszcie moge podpisac sie wszystkimi osmioma mackami pod recka JJA:) REC to bezdyskusyjnie najlepszy horror ostatnich lat i ogolnie pakerny filmik.

  3. a Manuela Velasco prezentuje sie za… no po prostu do wylizania:)

  4. Oglądałem to zamknięty w malutkim pokoiku i w ciemnościach. Myslalem ze umrę ze strachu.

  5. Jednak "Pora mroku" lepsza…

  6. >>>Jednak "Pora mroku" lepsza…

    SERIO?

  7. Wlasnie wczoraj ogladalem. Rzeczywiscie bardzo fajny film.
    Najpierw myslalem, ze chude zombie bylo z komputera a to taki chudy gosc – http://www.javierbotet.com/

  8. @ Atue – oczywiście że nie 😀

  9. Ehhh, to brać zza oceanu się rozczaruje. Bo jak ich tak obserwowałem to ze zdziwieniem patrzyłem, że im się na ten projekt apetyt zaostrzył.

  10. znajac ich mentalnosc to moze sie im to nawet spodobac 😉

  11. W "Wyborczej" PM dostała dwie ** – tyle samo co Rambo IV więc to musi być dobry film 😉

  12. Film świetny jak wszystkie Jaume Balagueró (przynajmniej dla mnie). Czy lepszy niż Cloverfield ciężko powiedzieć ale napewno Blair Witch sie nie umywa.

  13. Właśnie łobejrzałem. Film po krótce w dechę, chociaż nie do końca mnie zestrachał, bo seans w akompaniamencie dwóch kumpli i piwa sprawiał poczucie względnego bezpieczeństwa. Mimo to i tak się niemal zesrałem 😉

  14. Trailerków Quarantine na ZP chyba nie było, ale postanowiłem sobie to zaserwować. Podsumowując – ktoś powinnien zginać za montaż samej zajawki, a bardziej rozwalone ryjki wcale nie gwarantują większej dawki emocji.

  15. raczej był 🙂 A montaz to przeciez sklonowany co do joty oryginal

  16. Comandorze recka jak zwykle podobala mi sie, jedyne do czego moge sie przyczepic albo polemizowac to do zdania "jest też niekonsekwencja w powstawaniu zombies", konsekwencja jest, pan z sanepidu mowi,:"ze czas reakcji zalezy od grupy krwi", widocznie pierwsi zarazeni mieli szczesliwie tą, ktora hamuje rozwoj choroby 😉

    Wlasnie skonczylem seans gdym ogladal w nocy byla by sraka jak nic! A to dla mnie wyznacznik, ze film byl rewelacyjny.

  17. No wiem, że jest zależne od grupy krwi, ale rozrzut jak na mój gust był i tak za duży, a im bliżej końca filmu tym transformacja następowała szybciej. Aczkolwiek miło, że jakiekolwiek tłumaczenie dali 🙂

  18. A nie miała znaczenia jeszcze adrenalina ?

Dodaj komentarz