Lake Dead

Tytuł: Lake Dead
Produkcja: USA, 2007
Gatunek: Slasher
Dyrekcja: George Bessudo
Za udział wzięli: Znajomi i przyjaciele królika, kelnerki z LA plus James C. Burns
O co chodzi: Motel na odludziu

Tři sestry

Jakie to jest: Wracamy do ubiegłorocznego Horrorfest. Po Mulberry Street i Deaths of Ian Stone czas na recenzję slashera Lake Dead. Bardzo marnego i grubo poniżej przeciętnej, co postaram się niżej udowodnić.

Lake Dead to film duetu debiutantów George’a Bessudo i Daniela Coughlina. Obaj panowie słusznie zauważyli, że w branży najłatwiej zadebiutować slasherem, skopiować każdy znany motyw, zatrudnić znajomych i co atrakcyjniejsze koleżanki, a jak styknie kasy – skusić marzącą o sławie, pozbawioną kompleksów kelnerkę czy starego dziada. Obsada kompletna. Pozostaje scenariusz, ale to slasher, więc wystarczy 5 minut z kartką na kiblu, a potem bieganie z kamerą po opuszczonym motelu. Dodatkowo czasy mamy takie, że kamera nie jest już dobrem ekskluzywnym, a YouTube próbuje udowadniać, że „kręcić każdy umie”. Prawdopodobnie tak powstało Lake Dead. Dla pewności odhaczymy poniżej obecne w filmie elementy zwyczajowego slashera.

I tak:
– Krótki i w miarę mroczny tytuł – check!
– Chata/motel/domek na odludziu – check!
– Nastolatki – check!
– Atrakcyjne laski, blondynki, zrzucanie ciuchów, cycki, wyuzdana koleżanka – check!
– Jedna porządna – check!
– Murzyn/Afroamerykanin – uncheck!!
– Seks, obłapianie i inne zabawy – checked!
– Szaleniec z czymś ostrym/freaki/kazirodztwo/lizanie się ze starą babą/gore – check!
– Definicja gorno, najlepiej z Wiki – check!
– Ganianie po lesie, zarzynanie nastolatków poczynając od wyuzdanej lasi i niewiernego chłopaka – check!
– Dla oszczędności większość zdjęć w ciemnościach, bo niby klimat – check!
– Pozostawienie kogoś przy życiu – check!

Rzeczony motel

Mimo odhaczenia 90 % elementów składowych przeciętnego slashera, Lake Dead to, jak już wspomniałem, miernota, słabizna i smutne popłuczyny po na przykład Wrong Turn czy Hills Have Eyes. I to nawet nie wina oszczędzania na czarnoskórych aktorach.

Pretekstem do rzezania nastolatków jest pewien motel, który zbiegiem okoliczności przypada w testamencie trzem siostrom. Dziewczyny nie czekając długo zabierają gachów oraz dwie koleżanki i ruszają obejrzeć posesję. Na miejscu okazuje się, że stojący na odludziu motel lata świetności ma już za sobą, ale jak to mawiają: darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby. Na szczęście sąsiadujące z ruderą jezioro jest wyjątkowo urokliwe, a stara baba pilnująca przybytku zdaje się być życzliwa. Dziewczęcia rozpoczynają piknik, słoneczko świeci, lecz niestety pozory zwyczajowo mylą.

Stara baba pozostaje wciąż starą babą, ale okazuje się też być złą mamuśką. Jej synkowie tym bardziej – zwłaszcza jak jeden ma na imię Kane, a na drugiego wołają Abel. Tyle fabuły, reszty można się domyślać samemu. W Lake Dead tak naprawdę nawala wszystko: od początku bije po oczach denerwująca sztampa, w tym wypadku jeszcze wyjątkowo ohydnie i nieudolnie podana. Aktorzy to w znakomitej większości amatorzy, tak więc głupio nawet krytykować to, co widać na ekranie.

Odpowiedzialni za scenariusz Bessudo i Coughlin to również żółtodzioby, ale tutaj litości nie będzie – prawie wszystkie dialogi to przypadkowo zebrane do kupy krótkie i proste zdania, przerywane fuckami i shitami. Sama fabuła, mimo wspomnianego na początku zlepku różniastych slasherów jest nudna, przewidywalna i nie trzyma napięcia. W sumie to nawet nie horror – nie pamiętam ani jednej sceny, która choć trochę by mnie wystraszyła. Pamiętam za to lizanie się starej baby z własnym synem, która mnie tak obrzydziła, że jeszcze teraz się krzywię. Przebijanie dziewczynie stóp metalowym prętem czy inne sceny gorno nie robiły już większego wrażenia; były wręcz zbędne, a twórcy je wrzucili na zasadzie „no bo tak trzeba”.

Dalej, lizać się!

W Lake Dead najbardziej wkurza nieumiejętność pociągnięcia akcji i zbudowania jakiegokolwiek napięcia. Początek filmu jeszcze ciągną same nastolatki – stosunki między nimi, niekiedy w pełnym słowa tego znaczeniu. Jednak zamiast stworzyć chociaż jedną interesującą i sympatyczną postać, twórcy stawiają na cycki i tyłeczki. W taki sposób na najciekawszą postać wyrasta, całkowicie niezasłużenie, wyuzdana koleżanka jednej z sióstr. Nie trzeba być również wróżbitą, aby zgadywać kto przeżyje, kto zginie, a kto w ostatniej chwili przybędzie na ratunek.

Zastanawiam się jakim cudem ta słaba amatorka dostała się na Horrorfest. Chyba jakiś poziom obowiązuje, albo zupełnie zszedł na psy. Zjechane tego na maxa udowodni może młodym z kamerą i bez pomysłu, że zrzynanie z Wrong Turn, Teksańskiej Masakry czy odcinka X-Files – „Home” to żadna gwarancja sukcesu. Wtórność niczemu nie służy, obecnie kręcić każdy może. Później bez problemów wydać DVD z własnym dziełem i nawet próbować nim handlować na Amazonie, a na koniec liczyć jeszcze na „darmową dystrybucję” by VOMIT.

Wiem, że trudno wymagać wiele od niskobudżetowych horrorów. Może chociaż odrobiny czegoś własnego, oryginalnego wkładu w gatunek albo chociaż czarnego humoru. Lake Dead do dno. Zamulone. I jeszcze kosztowało 2,5 mln zielonych! Nie znajdziecie w nim nic świeżego ani fajnego tylko nudną do bólu, oklepaną sztampę. Po prostu dno. Chciałem tę myśl i „dno” jakoś zabawnie połączyć z tytułowym „jeziorem” ale średnio mi wyszło. A film radzę omijać.

Ocena (1-5):
Straszność:
2
Gore: 3
Logika: 2
Cycki i tyłki: 3
Zakończenie: 1
Fajność: 2

Cytat: Now that’s fucking family!

Ciekawostka przyrodnicza: Horrorfest 2007 to oprócz filmów także inne atrakcje jak np. Miss Horrorfest 2007 Competition. W tym linku znajdziecie urodziwe i chętne do tytułu kandydatki oraz reguły konkursu.

Written by: garret

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

2 Komentarze(y) na Lake Dead

  1. Garrett ====> Nie szkoda Ci czasu na taką padlinę ?? 😉

  2. myśle że o braku sukcesu tego filmu przesądził brak afroamerykanina

Dodaj komentarz