Smokin' Aces

Tytuł: Smokin’ Aces
Produkcja: USA, 2006
Gatunek: Sensacja goni sensację
Dyrekcja: Joe Carnahan
Za udział wzięli: Dream team: Ryan Reynolds, Ray Liotta, fuckin’ Ben Affleck, Common, reżyser Kingdomu, Andy Garcia, Alicia Keys, Kapitan Kirk, Jack z Losta.
O co chodzi: Dwóch FBI-menów ochrania Buddy Israela, którego ściga tłum kultowych zabójców

Stój, bo strzelam

Jakie to jest: Trailer Smokin’ Aces był jednym z bardziej intrygujących zwiastunów jakie widziałem. Rewelacyjna obsada i kultowa strzelaninka osadzona w realiach „zwykłej fabuły sensacyjnej” bez specjalnych udziwnień (no, powiedzmy z małym wyjątkiem) pachniała świeżością i stanowiła materiał na doskonałą sensację. Jak się okazało w rilu?

Obraz opowiada o dwójce FBI-menów, którzy muszą ochraniać świadka, mafioza-amatora o kultowym nazwisku Buddy Israel zadekowanego w apartamencie na szczycie hotelu w pobliżu Vegas. A ponieważ za Israela ma być wypłacona nagroda, do hotelu w tym samym czasie zjeżdża się tłumek barwnych płatnych zabójców. To właśnie jest to udziwnienie. Oczywiście kończy się to totalną strzelaniną w całym budynku i okolicach.

Mimo, że film jest dość stary, postanowiłem napisać jego reckę jako nawiązanie do recenzowanego niedawno The Kingdom… Z jakiej paki!? – zapewne spytacie, więc już wyjaśniam, że oba filmy mają sporo punktów wspólnych. Po pierwsze, reżyserem Smokin’ Aces jest Joe Carnahan, brat Matthew Michaela Carnahana, scenarzysty Kingdomu. Po drugie, reżyser Królestwa, Peter Berg, ma epizodyczną rólkę w Asach. Po trzecie, w ogóle część obsady obu filmów jest wspólna, a po czwarte ich styl akcji i zdjęcia też są zbliżone – łącznie z wprowadzaniem postaci przy pomocy podpisów na ekranie.

Jednak oczywiście sam charakter filmu jest nieco inny. Smokin’ Aces zaczyna się jak typowy, wręcz pół-komediowy, obraz o dwóch gliniarzach (Reynolds i Liotta) pracujących nad ukręceniem łba Cosa Nostrze w USA. W toku swoich poczynań dowiadują się o nagrodzie nałożonej na Isreala i tłumie zabójców planujących zajazd na jego hotel. I tu właśnie dostajemy katalog postaci, których nie powstydziłoby się ani Sin City, ani Bond:

– dwie półlesbijskie laseczki (w tym Alicia Keys),
– psychopata-torturer,
– mistrz charakteryzacji robiący sobie maski rodem z Mission: Impossible,
– i gang trzech braci nazioli, z Kapitanem Kirkiem na czele.
A do tego jeszcze ekipa odzyskiwaczy kaucji, której dowodzi Ben Affleck w jednej ze swoich ról życia.
Po imprezce

Smokin’ Aces szybko jednak przestaje być policyjnym buddy-filmem. Nasi agenci wnet rozdzielają się i do końca już mają właściwie osobne przygody… W ogóle film jest niespójny pod bardzo wieloma względami, nie tylko gatunkowym, ale też stylistycznym. Surrealistyczny komiks i strzelaniny mieszają się z komedią, hardkorowym filmem mafijnym, kombinatorką w stylu Snatcha, jak również dramatem policyjnym. Domyślam się, że jest to zabieg celowy, podobnie jak całkowita umowność czasu akcji: w filmie toczy się tyle wątków naraz, że siłą rzeczy akcja nie może być prezentowana w czasie rzeczywistym (np. liczne w akcji jazdy windą na szczyt hotelu trwają w czasie filmu po 15 minut). Z tego samego powodu coś, co wydaje się być finałową konfrontacją pomiędzy zaangażowanym stronami (zabójcami, ochranianym, a wymiarem sprawiedliwości) zajmuje niemal całą drugą połowę filmu. A akcyjki podczas tego finału nie brakuje: bijatyki, postapokaliptyczne akrobacje nazioli, SWAT, snajpujące panienki poprzebierane za dziwki, noże i pistolety w rękawach… Komiks 100%. Wszystko to skręcone w zwarty, bliski sposób, ponownie przypominający Kingdom.

Zgaś światło

Największym atutem filmu są jednak postacie – fajni główni bohaterowie i bardzo wyraziście przedstawieni killerzy, którzy właściwie dominują przez większość czasu na ekranie. Co ciekawe, każdy z nich jest potraktowany sprawiedliwie, otrzymując swój kawałek fabuły do zagospodarowania, co nie jest łatwe, zważywszy na ich liczbę. Znalazło się tu nawet miejsce na zupełnie osobny wątek nawiedzonej mamuśki z nie mniej nawiedzonym synkiem-karateką, do którego trafia jeden z bohaterów.

Jednak poprzez to wymieszanie czego się da, film pozostawia po sobie nieco dziwne wrażenie – niby wszystko było super, ale jednak nie wiadomo, czy na końcu mamy się śmiać, płakać, czy hajpować akcyjką. Nie pomaga tu zaskakujące zakończenie, które jednak jest oczywiste dla widza mniej więcej od 1/3 seansu. Wydaje się, że film za mocno jechał na fali popularności „dowcipnej sensacji” typu właśnie Przekręt czy Tarantino i zapadł się pod ciężarem własnej inwencji.. Tak więc, mimo że dostajemy bardzo porządny i nowatorski film akcji, z wieloma zajebistymi scenami i dialogami, na koniec nie wiemy, co właściwie obejrzeliśmy… Może gdyby przemontować lub skończyć film wcześniej robiłby lepsze wrażenie, a tak jest tylko przyzwoity.

Ocena (1-5):
Postacie: 5
Akcyjka: 5
Narracja: 4
Fajność: 4

Cytat: Don’t worry, I forgive you Darwin.

Ciekawostka przyrodnicza: Heliktopter FBI występujący w filmie pojawił się również w teledysku Nelly Furtado „Say it Right”, jak również w Next z Nicholasem Cagem.

Written by: Commander John J. Adams

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

9 Komentarze(y) na Smokin' Aces

  1. To ja napisałem na forum o tym filmie dajcie mi nagrode//swoją drogą to zakończenie było kompletnie debilne i bez sensu ale i tak film zajebioza

  2. Film na pompie. Ogladalem go kilka miesiecy temu wiec dosc dawno ale cytat do dzis pamietam:
    -I am going down
    – I bet you are 🙂

    A do tego snajperka na slonie.

  3. nienawidze ścierwa. posttarantinowskie cool popłuczyny z mega brutalnoscia i full kolorków. tak sie dzisiaj kreci postmodernistyczne filmy dla młodzieży.

  4. A wg mnie strasznie słabe, parchate i miętkie . Podobnie jak srednio udane Shoot Em UP

  5. coraz bardziej sie ciesze, ze podniecam sie trailerami, a potem NIE ogladam filmow :))) mam duzo wiecej satysfakcji…

  6. Film b.fajny i ciekawie sie go oglada. koniec dyskusji 😉

  7. Całkiem dobry kawałek kina.

  8. domino bylo fajniejsze :>

  9. Całkiem fajny film, taj jak shoot'em up, ale nic nie przebije Hot Fuzz!

Dodaj komentarz