Volkodav: Ostatni z rodu Szarych Psów

Tytuł: Volkodav: Ostatni z rodu Szarych Psów
Produkcja: Rosja, 2007
Gatunek: Fantasy
Dyrekcja: Nikołaj Lebiediew
Za udział wzięli: Bohun, różni Rosjanie
O co chodzi: Ostatni z Szarych Psów odszczekuje się swoim prześladowcom.

Kmicicowskie nawiązanie

Jakie to jest: Kolejna po 1612 produkcja rosyjska, ale tym razem już fantasy pełną gębą – choć bardzo różne od tego, do czego przyzwyczaiło nas kino zachodnie.

Fabuła filmu dość sztampowa, czerpiąca pełnymi garściami z innych utworów gatunku. Np. na samym początku historii napad okropnie czarnych charakterów na sielską wioseczkę jest żywcem przeniesiony z Conana. Dalej zresztą również nihil novi sub sole: super wojownik do którego w różnych okolicznościach dołącza ekipa i razem ruszają ratować świat oraz zemścić się za krzywdy z przeszłości. Przy okazji oczywiście mamy też piękną księżniczkę, mamy miłość, zbrodnię, pojedynki, bitwy i magię. Nic odkrywczego.

Oczywiście, jak to w takich historiach bywa, lepiej zbyt uważnie ich nie zgłębiać, bo zaczynają wychodzić na wierzch niedociągnięcia logiczne scenariusza. Np. szwarccharakter Ludojad, wycina w pień całą wioskę i ród Szarych Psów, ale… nie pozwala zabić chłopca (naszego herosa) by sprzedać go w niewolę do kopalni – choć przecież dużo lepszą cenę uzyskałby z dorosłych niewolników niż ze słabego smarkacza… że już o pannach do burdeli nie wspomnę. Tak więc, jak już oglądać, to raczej bezmyślnie…

Dwóch wojów i las

A teraz to, co odróżnia rosyjską produkcję od pierwowzorów. Najpierw scenografia i kostiumy. Wprawdzie krajobrazowo jest to nadal kopia innych filmów „góry, lasy, jeziora” ale już architektonicznie zupełnie coś innego. Wioski są drewniane, kryte strzechami, grody (tak, właśnie nie miasta ale grody) również drewniane, otoczone ostrokołem, z uliczkami pełnymi kałuż i błota. Wyglądają tak, jak wyobrażamy sobie dawne, pogańskie osady plemienne i słowiańskie grody.

Podobnie z wyglądem ludzi. To nie są szaty rycerskiego średniowiecza, a siermiężne, słowiańskie, wzorowane na staroruskich, stroje, chociaż część ozdób i wzorów jest chyba inspirowana zdobieniami Wikingów. Ma to pewnie i uzasadnienie historyczne – ostatecznie protoplastą rodu Rurykowiczów, władającego Rusią był Wiking (Wareg) Ruryk (Rørik).

Teraz aktorzy. Cóż, aktorstwo albo nie jest chyba mocną stroną kinematografii rosyjskiej, albo zupełnie nie trafia w mój gust. W każdym razie cały czas miałem poczucie nienaturalności gry, nie potrafiłem ani utożsamiać się z bohaterami, ani też przeżywać ich przygód. Nawet Aleksander Domogarow., który w polskich produkcjach wypadał całkiem dobrze, w rodzimej nie zachwyca i dostosowuje się do reszty towarzystwa. Żeby choć trochę przestać narzekać, mogę natomiast zapisać na plus urodę rosyjskich aktorek: Oksany Akinsziny, Liliany Nawrozaszwili czy Jewgienii Swiridowej.

I ocena końcowa. Cóż, z tego co napisałem powyżej wyłania się obraz raczej zniechęcający, niemniej jeśli ktoś miałby się nudzić, dłubać przez półtorej godziny w nosie czy kontemplować plamy na suficie to równie dobrze może sięgnąć po Volkodava. Jest to jednak ciekawe doświadczenie, jak można zrobić film fantasy w zupełnie innej scenografii niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni.
Próbką polską był niesławnej pamięci Wiedźmin, próbka rosyjska wypada jednak w takim zestawieniu lepiej. Niewiele, ale jednak.

Written by: el F

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

2 Komentarze(y) na Volkodav: Ostatni z rodu Szarych Psów

  1. A co z efektami? na jaim poziomie?

  2. Hollywood to to nie jest, ale… te wiedźminowskie biją na głowę. Nie powalały ale i nie śmieszyły amatorszczyzną.

Dodaj komentarz