Rescue Dawn

Tytuł: Rescue Dawn
Produkcja: USA, 2006
Gatunek: Nam-era film
Dyrekcja: Werner Herzog
Za udział wzięli: Christian Bale, DHARMA-doktor i Faraday z Losta
O co chodzi: Amerykański pilot ucieka z obozu w Wietnamie (a konkretnie Laosie)

Wstąpiłem na działo

Jakie to jest: W pierwszej chwili może dziwić, że taki reżyser jak Herzog bierze się za taki temat jak ucieczka z obozu podczas wojny w Wietnamie. Temat ten jest tak wyeksploatowany przez kino nie zawsze oscarowych lotów, że tym razem musiało tu być coś szczególnego, co skłoniło Wernera do zajęcia się tym motywem.

Tym czymś była prawdziwa historia Dietera Denglera (Christian Bale), amerykańskiego pilota zestrzelonego podczas swojej pierwszej misji w roku 1965 nad Laosem. To znaczy amerykańskiego tylko do pewnego stopnia – Dengler urodził się w 1938 roku w Niemczech i miał, jak można się domyśleć, barwne dzieciństwo. Od wczesnych lat owładnięty całkowitą żądzą latania wyjechał w końcu do Stanów, gdzie został pilotem wojskowym. Był on postacią na tyle fascynującą, że Herzog nakręcił o nim już wcześniej słynny dokument Little Dieter Needs to Fly. Nic dziwnego, że po latach postanowił go niejako kontynuować w Rescue Dawn.

W filmie zestrzelonemu Denglerowi jakiś czas udaje się unikać leśnych komuchów, jednak w końcu łapią go oni i, traktując po drodze bardzo obcesowo, namawiają do podpisania papierów potępiających działania USA w Wietnamie. Dieter każe im się cmoknąć w pompon, więc wkrótce trafia do obozu jenieckiego. Przetrzymywanych jest tam już pięciu innych jeńców – pilot helikoptera Duane (Steve Zahn) i czterech gości z Air America (w tym trzech Wietnamczyków i trzeci Amerykanin – Eugene). Po przybyciu na miejsce Dengler z miejsca zaczyna kombinować plan ucieczki – po szybkim przełamaniu nieufności towarzyszy do „szkopa”.

Friendly fire

Tak na marginesie, ciekawą sprawą jest obóz, w którym siedzą nasi piloci, gdyż obrazuje on nieco dziwny stosunek nakładów do efektów w wykonaniu ludu Laosu. Sama eskorta jednego więźnia do obozu trwa wiele dni i jest w nią zaangażowanych chyba 10 osób. Natomiast na miejscu, pilnowaniem obozu składającego się z sześciu jeńców zajmuje się chyba siedmiu strażników. Żeby było ciekawiej, mamy wprowadzenie i przedstawienie tych strażników – w odróżnieniu od typowego filmu wojennego, gdzie zwykle mamy tylko wprowadzenie nazwisk oddziału głównych bohaterów. Wartownicy mają więc bardzo barwne ksywy – od „Little Hitler” po „Crazy Horse”.

W Rescue Dawn Herzog starał się bardzo mocno podkreślić to, co go tak uderzyło w postaci Dietera – kolo jest absolutnym idealistą oddanym tylko lataniu, a co za tym idzie, wulkanem motywacji. Cała historia, od momentu odprawy na lotniskowcu, aż po pobyt w obozie jest dla niego głównie przygodą, którą chłonie z wielkim zainteresowaniem. Jeszcze przed misją każe uszyć sobie moskitierę i buty własnego pomysłu, a po rozbiciu dokładnie według podręcznika wciela w życie wszelkie zasady survivalu i bezpieczeństwa. Nawet po schwytaniu z wielkim zaangażowaniem przygląda się kulturze ludności, która go więzi. Pilot nie traci ani na moment ducha – również będąc podtapianym czy mając mrowisko przyczepione do twarzy. Film prezentuje tutaj cały wachlarz obozowych atrakcji, jednak żadna z nich nie jest w stanie zrobić większego wrażenia na naszym bohaterze, podobnie jak konsumpcja robaków czy nieestetyczna kwestia potrzeb fizjologicznych. To cena, którą ze zrozumieniem płaci on za swoje marznie o lataniu – i wszystko to jest dla niego częścią lotniczego doświadczenia.

Teraz Faraday się przeniósł w czasie

Nie wiem, na ile ta postawa faktycznie odpowiada postaci Denglera, ale domyślam się, że coś w tym musi być, skoro gość zrobił o nim aż dwa filmy. Nie chce mi się wierzyć, aby Herzog dał się nabrać na autoreklamę pilota i zrobił z niego na siłę bohatera (mimo kontrowersji pojawiających się ze strony rodzin współtowarzyszy niewoli Dietera…) Jeśli doszukiwać się w tym filmie głębszego sensu czy przesłania, to właśnie jest to gloryfikacja niezłomności ducha i czystego idealizmu, który daje człowiekowi siłę, by przetrwać nawet najgorsze przygody bez szwanku – w tym wypadku zarówno fizycznego jak i psychicznego.

Z drugiej strony jest to właśnie zasadnicza słabość filmu – ponieważ z grubsza wiemy, jak kończy się ta historia, nie ma ona należytej epy i dramatyzmu. Naszemu bohaterowi wszystko właściwie wychodzi od ręki, ani przez chwilę nie jest on chory, okaleczony czy bez nadziei na przeżycie. Kilka przygód podczas jego ucieczki jest faktycznie wzruszających lub wstrząsających, ale to trochę za mało było ruszyć zaprawionego w bojach widza. Film oddziaływuje głównie w warstwie zmysłowej fundując nam różne przyrodniczo-cywilzacyjne ohydztwa, trudy podróży przez tropikalną dżunglę, błoto, choroby i robactwo (atrakcje nieco przypominające Aguirre Gniew Boży tegoż autora), ale naprawdę nie jest to żaden mega hardkor.

Nam Orientation Film

Fajnym motywem jest, iż film jest nakręcony w totalnie oldskulowy sposób – długie ujęcia, spokojny montaż, stosunkowo mało zbliżeń. Dam sobie też głowę uciąć, że był montowany 100% analogowo. Mamy w nim też, już w pierwszym ujęciu, kolejny przykład poetyki kina wojennego, nawiązujący zresztą chyba do początku Czasu Apokalipsy: tu widzimy długie, technicznie znakomite ujęcia napalmowego bombardowania – przedstawione do spokojnej, wręcz psychodelicznej muzyki… Warto dodać, że w tym soundtracku Klaus Badelt zerwał wreszcie ze swoim wizerunkiem avatara Hansa Zimmera tworząc bardzo stonowaną i klimatyczną kompozycję, bogato przeplataną utworami klasycznymi.

Tak całkiem przy okazji: miło, że w końcu ktoś łaskawie zdecydował się na dystrybucję filmu w polskich kinach. Mniej miło, że osoba, która tłumaczyła listę dialogową nie miała cienia zielonego pojęcia o terminologii wojskowej czy marynistycznej – ale to chyba standard u nas.

Rescue Dawn to pozycja obowiązkowa dla fanów Apocalypse Now, Zaginionego w akcji i ogólnie dobrego kina wojennego. Zarówno ze względów technicznych (mamy tu przedstawioną bardzo wczesną, rzadko oglądaną fazę wojny w Wietnamie – jeszcze bez udziału wojsk lądowych USA), jak również artystycznych. Jeżeli prawdziwy Dieter Dangler był choć w połowie takim wyluzowanym kultowcem, jak go zaprezentował Herzog, to jest to jeden z najbardziej optymistycznych i budujących filmów, jakie w ogóle widziałem. A że ten duch musi się hartować w zasiekach wietnamskiego obozu – dostajemy optymizm z pokryciem!

Ocena (1-5):
Hardkor: 4
Obozowy luz: 5
Mistyczne bombardowanie: 4
Fajność: 4

Cytat: Leaf good. Me like leaf.

Ciekawostka przyrodnicza: W Rescue Dawn mamy genialne wręcz nawiązanie do Imperium Słońca: Dengler opowiada o momencie w którym zapragnął zostać pilotem – a było to podczas bombardowania jego rodzinnego miasta, gdy wrogi (aliancki czyli) pilot spojrzał wprost na niego z otwartej kabiny myśliwca. Wszyscy chyba pamiętają podobną scenę z Imperium, kiedy pilot Mustanga daje kiwkę chłopaczkowi w bombardowanym obozie, granemu właśnie przez… małego Christiana Bale’a! Co ciekawe, opowiastka ta nie została wymyślona na potrzeby filmu, a jest całkowicie autentyczna. Mały świat.

Written by: Commander John J. Adams

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

Dodaj komentarz