Fort Apocalypse

W 26 lat po premierze Fort Apocalypse doszukałem się, że bohater tegotygodniowego Atari Finest posiadał fabułę. Zaryzykuję stwierdzenie, iż podobna niewiedza może być również udziałem czytelników Zakazanej Planety, zatem na początek kilka słów o historii, jaka stała za jedną z najbardziej wciągających zręcznościówek na 8-bitowe Atari. Otóż po latach wojny z imperium Kralthans zlokalizowany został tajny Fort Apocalypse, gdzie plugawi najeźdźcy przetrzymują ziemskich jeńców. Prezydent USA wydaje rozkaz odbicia więźniów, a jako że tytułowy Fort jest konstrukcją prawie nie do zdobycia, na samotną misję wysłany zostaje najlepszy ziemski pilot Rocket Coptera. Press START.

Gra powstała w 1982 roku w studiu Synapse Software. Autorem wersji na Atari był Steve Hales. Jej stworzenie zajęło mu ok. 6 miesięcy i, co ciekawe, pierwotnie planował opracować prawie 50 poziomów, jednakże objętość kartridża i kasety zredukowała tak ambitne plany. Synapse Software wypuściło jeszcze kilka innych 8-bitowych hitów, jak np. Rainbow Walker, Blue Max czy C-64 wersję gierki Zaxxon. Dobrze było do roku 1984, kiedy to wykupieni zostali przez Broderbund Software, a rok później jako studio całkowicie wchłonięci i zlikwidowani.

Fort Apocalypse swój sukces zawdzięczał przede wszystkim zręcznemu połączeniu 3 popularnych wówczas gierek: Scramble tj. eksploracji wąskich i niebezpiecznych jaskiń, tudzież korytarzy, Defendera czyli lotu w bok i likwidacji wszystkiego co wrogie oraz pomysłu Chopper Rescue. Misję rozpoczynaliśmy na lądowisku, tankowaliśmy FUEL do pełna i lecąc w bok ekranu eliminowaliśmy napotkany opór Kralthian.

Odnalezienie zejścia do Fortu rozpoczynało drugi etap gry, czyli przebicie się do środka i poszukiwanie ziemskich więźniów. Nie było łatwo: przeszkadzały nam lasery, tarcze, wrogie helikoptery oraz czołgi. Korytarze były cholernie wąskie, tak więc latanie wymagało nie lada precyzji. Gra była tak trudna, że po pierwszych pokazach Steve’a Halesa poproszono o zmniejszenie poziomu trudności i ograniczenie liczby wrogich obiektów.

Więźniów ratowaliśmy lądując na płaskim terenie. Przeżycie prawie na granicy nirwany, kiedy to zawsze wdzięczny ludek, machając łapkami wskakiwał do środka, a my ruszaliśmy dalej. Od czasu do czasu wypadało zatankować, a odnalezione w podziemiach białe lądowiska gwarantowały w razie zestrzelenia rozpoczęcie gry właśnie od nich.

Poza rakietami mieliśmy do dyspozycji bomby plazmowe, idealne do niszczenia działek lub ciężkich wrót. W korytarzach napotkać mogliśmy również Hyper-Chambers czyli transportery do innych, położonych na tym samym poziomie komnat. Lokalizację przeciwników wskazywał radar zwany Navatron. Podobnie nazywały się niektóre piraty Fort Apocalypse.

Fort Apocalypse na samo Atari sprzedał się w ilości 75 000 egzemplarzy, co na owe czasy było niezłym sukcesem. Zapraszam do Fortu Apocalypse:

W pewnym kraju Fort Apocalypse wzięto sobie za mocno do serca:

Komenty FB

komentarzy

Komercha

4 Komentarze(y) na Fort Apocalypse

  1. Znow kultowa gierka, miala w sobie to COS!!! Ale doprowadzal mnie do szalenstwa i szczytu wqrwu poziomem trudnosci.

    Wolalem pykac w Defendera.

    A co do fabuly FA, to garret przyznaj sie, sam ja wymysliles 😉

  2. Fakt, poziom trudności doprowadzał do szału i niekontrolowanego wyżywania się na joysticku 😉

  3. Nareszcie. Gra faktycznei byla trudna. Chyab dopiero niedawno na emulatorze przeszedlem ja tak na lajcie. Ale kiedys wiele dzejstikow zuzylem aby uratowac te kilka pikseli zwane ludzikami.

  4. fabułka oryginalna, polecam wizualizacje w drugim filmiku 🙂

Dodaj komentarz