Battle Beyond the Stars

Tytuł: Battle Beyond the Stars
Produkcja: USA, 1980
Gatunek: Podróba SW
Dyrekcja: Jimmy T. Murakami
Za udział wzięli: Weteran John Saxon, kultowy Robert Vaughn oraz Hannibal Smith
O co chodzi: Młody wybraniec walczy z kosmicznymi najeźdźcami

Subtelne nawiązanie

Jakie to jest: Dziś prezentujemy kolejne dzieło z gatunku podrabianych Gwiezdnych wojen. Battle Beyond the Stars z 1980 roku to kolejny film zrobiony według sprawdzonego wzorca, garściami zapożyczający tematy ze Star Wars jak i z innych filmów około-gwiezdnowojennych.

Klasyczne efekty specjalne na poziomie mniej więcej Battlestar Galactica, wypracowane i opatentowane przez speców ILM sprawdzają się i tutaj, są naprawde staranne. Krajobrazy malowane na szkle są zrobione na medal! Modele również kojarzą się bezsprzecznie z dziełami pomocników Lucasa (przedziwne jest np. połączenie Star Destroyera z Tantive IV), choć niektóre kształty mogą się dziwnie kojarzyć… Być może zwiastuje to pomysły TPM, AOTC, ROTS?

Fabuła nie jest skomplikowana: reżyser korzystając z natchnienia Siedmiu samurajów i ich westernowych wersji umieścił historie w galaktyce far far away… choć temat Matki Ziemi powraca! Rozmaitych przedziwnych bohaterów różnych ras twórca zebrał wokół wybrańca (coś mi to przypomina) by wspólnymi siłami mogli obronić planetę spokojnych kolonistów od armady agresorów. Ci z kolei jako żywo przypominają skrzyżowanie Klingonów z ekipą ciemnej strony Mocy, a dowodzeni są przez niejakiego Sadora.

Wszystko zaczyna się oczywiście od najazdu złych na kolonie dobrych. Rada starszych w strachu przed ich groźbami postanawia odkurzyć super statek i wysłać kogoś na poszukiwanie ratunku. Następuje gwar oraz zamieszanie i nagle pojawia się młody chłopak imieniem Shad. I tu padają następujące historyczne zdania, znów przypominające znajomy film, warto je przytoczyć:
– Ja polecę!
– Jesteś za młody nie potrafisz pilotować takiego statku.
– Ależ jestem doskonałym pilotem! Potrafię latać, powiedz im że potrafię!

Ciekawe, co jest w środku?

Przy takich zapewnieniach wszelkie odmowy nie mają racji bytu. Młody poleci bo ma talent i po prostu umie latać. Przed startem otrzymuje instrukcje od mistrza, który poleca skontaktowanie się z dawno nie widzianym znajomym (te skojarzenia to
przekleństwa).

Tak więc rozpoczyna się film drogi gwiezdnej, w której nie brakuje karkołomnych pościgów, pięknych kobiet, walk i niesamowitych światów. Shad odnajduje telepatów, kowboja (dosłownie, którego śmiało można porównać do Hana Solo), jaszczurkowatego przemytnika który liczy na godziwą zapłatę (ha!), wojowniczkę, której nikt nie traktuje poważnie gdyż jej statek przypomina zabawkę… i ona sama oprócz ogromnych „oczu”… zresztą też. Znajomy oglądając film sprostował to następująco: „Najlepsza jest ta ze skrzydełkami na głowie”.

Oczywiście każdy sprzymierzeniec prezentuje inną technologię, każdy statek jest inny, choć, co tu nie mówić, każdy wygląda to nad wyraz efektownie. Wszyscy lecą do uciemiężonych, którzy witają ich chlebem i solą, a następnie dochodzi do narady wojennej przed wielką, decydującą bitwą (znów mi się coś przypomina…). Trzeba koniecznie dodać, że pomysłowość wynalazków jest niezwykle karkołomna: komputery korzystają z olbrzymich kryształów i potrafią na odległość kruszyć
skały, a kowboj np. prezentuje mini barek ukryty w pasku od spodni… Wśród
dżinu, ma whisky i kostki lodu – zaiste pomocne w czasie wielkiej potyczki!

Tytuł alternatywny

Jest więc element humorystyczny, ale nie tylko. Nasza „skrzydlata” z planety Valkiria(!) uświadamia ubogą cywilizacje w dziedzinie prokreacyjnej – i chyba to odpowiada jej bardziej od analizowania taktyki walki. Choć znajdują się wśród sprzymierzonych i tacy, u których sex we dwójkę to przeżytek. A nasz biedny Shad jest zakłopotany, gdy otrzymuje niedwuznaczne propozycje od koleżanki przed walką…

A walka ta toczy się w kosmosie i na ziemi – i sytuacja wygląda wyjątkowo kiepsko bo cóż mogą garstki przeciw dobrze wyszkolonym, bogatym w sprzęt wojenny siłom imperium, do tego zmodyfikowanym przez różnorakie operacje mające usprawnić i wzmocnić wojownika? Śmierć i pożoga dla kolonistów. Sador to fascynat przeszczepów – gdy nie może dowiedzieć się o planach odparcia ataku od jednego ze schwytanych telepatów, postanawia przeszczepić sobie jego ramię. Telepaci działając jako kolektyw pięciu osób mogą kontrolować na odległość każdego spośród nich, który się oddali. Tak więc przeszyte ramię jest teraz doskonałą bronią przeciwko złemu najeźdźcy!

Ale to nie koniec bitwy. Żałujemy poległych, ale z wypiekami na twarzy podziwiamy akcję dalej. Wybawcą okazuje się być niespodziewanie… nasz bohater-wybraniec Shad, który doczepia się swoim statkiem do gigantycznego niszczyciela Sadora (znowu coś mi to przypomina) i wysadza statek, sam odlatując z wybranką serca kapsułą ratunkową (dzięki – Cmdr JJA).

Ocena (1-5):
Pomysłowość: 4
Dialogi na cztery nogi: 5
Zdjęcia: 5
Wybuchowość: 4

Cytat: Live fast, fight well and have a spectacular ending!

Ciekawostka przyrodnicza: Film otrzymał całkiem sporo nominacji do Saturnów: dla najlepszego filmu SF, najlepsze kostiumy, charakteryzację, a także efekty.

Written by: Paweł L.

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

6 Komentarze(y) na Battle Beyond the Stars

  1. a ja szukam i szukam i nie mogę nigdzie dorwać tego filmu. Raz będąc pacholęciem żem go widział

  2. Pamietam te produkcje, zwlaszcza pana "komboja" i jego alkoholowy pas oraz inne atrakcje..

    Pamietam ze ogladajac go nawet wtedy juz wydal mi sie zalatywać żenułą..

    Ale w czasach video nie takie rzeczy sie ogladalo np. x-tro czy jakos tak..

  3. eeej x-tro to klasyczna trylogia SF. pelen czad.

  4. Ej no, wiem ze X-tro to kult i klimat lat 80-tych, co nie przeszkadza mi pamietac ta serie jako fajne gowno, powiem wiecej juz wtedy ogladajac to z kolesiami nabijalismy sie z wpadek, f/x itp. itd.

    Pelen czad to dla mnie np. trylogia Evil Dead (wpadki tez byly, f/x nierowne, gra aktorska czasami beznadziejna ale klimat!!!), natomiast x-tro to… dno dla ktorego poprostu mam sentyment 🙂

    Ale jak to mowi stare przysłowie pszczol:
    kazdemu jego porno.

  5. Pierwszy raz widziałem to na VHS,a póżniej w TV.Film podobał mi się "średnio na jeża",ale miło,że o nim wspominacie.

  6. bo to film do wspominania, a nie do ogladania

Dodaj komentarz