Futurama: Bender's Big Score

Tytuł: Futurama: Bender’s Big Score
Produkcja: USA, 2007
Gatunek: Postmodernistyczna kreskówka SF
Dyrekcja: Dwayne Carey-Hill
Za udział wzięli: Obsada Futuramy, MARK HAMILL, Coolio
O co chodzi: Kosmiczni spamerzy przejmują Ziemię, bohaterowie Futuramy ratują

Dostawa świeżych pand

Jakie to jest: Całość Futuramy oglądałem całkiem niedawno, więc to nie kwestia wieku. To musi być zatem kwestia samego filmu, który SSIE w cholerę. Trzy lata po skasowaniu kultowego w wielu kręgach serialu, czemu nie pomogły nawet petycje i inne akcje fanowskie, informacja o powstaniu pełnometrażu została przyjęta przez widownię z ekstazą. Tym większe były oczekiwania i tym zimniejszy prysznic, jak przyszło co do czego.

Film rozpoczyna się dość fajnym wprowadzeniem dla laików przedstawiającm kto z kim i dość nieśmiesznym żartem z Foxa cancellującego serial. No a potem fabuła z bardzo nowatorskim morałem „Spam jest zły i nie podawaj swoich danych na necie”: trzech kosmitów wyrolowuje za pomocą spamu całą planetę, przejmuje Ziemię, a jej mieszkańców zmusza do przesiedlenia się na Neptuna. Dodatkowo udaje im się odkryć sekret podróży w czasie, z czego korzystają wysyłając zawirusowanego Bendera po różne skarby świata. Aby im przeciwdziałać Fry wyrusza w podróż w czasie generując stek paradoksów mocno zalatujących połączeniem Terminatora (zwłaszcza w celnym wykonaniu Bendera) z Powrotem do przyszłości. Zatem tytuł sugerujący jakoby głównym bohaterem miał być Bender jest wysoce krzywdzący i mylący dla widza. Trzeba jednak przyznać, że sama fabuła ma tyle wątków i zawijasów, że faktycznie przystaje do skali pełnometrażu.

AJWAJ-Fighter

W filmie nawala praktycznie wszystko, co w starej Futuramie działało – Bender ma może jeden półśmieszny tekst, satyra społeczna sprowadza się do żenująco łopatologicznego wątku spamerów, akcja z Mikołajem-psychopatą jest wręcz żenująca, numery musicalowe poniżej krytyki. Film jest kompletnie przewidywalny i TOTALNIE NIEZABAWNY. Najwyraźniej po latach przerwy twórcy stracili swój dryg i stoczyli się do poziomu Papcia Chmiela, produkującego coraz prymitywniejsze Tytusy.

Jak zwykle w Futuramie mamy ładne nawiązania popkulturowe, z których jednak niestety tylko część jest zabawana (jak np. Cylon War Memorial). Oprócz tego parę mocno wciśniętych na siłę (np. do Star Wars), a także sporo wzmianek o dawnych odcinkach i postaciach futuramowych. Jak na film przystało mamy tu też ponadprzeciętną dawkę 3D – i to chyba ciut większą niż wypada.

Żeby jednak nie było totalnej klęski – dawne czasy przypomina wątek romantyczny między Fryem a Leelą, jak zwykle wzruszający i dołujący. Pojawiają się praktycznie wszystkie ważniejsze postacie, łącznie z Zappem Branniganem, robocią mafią, Hypnotoadem czy Hedonism Botem. Całkiem zabawny jest też motyw współpracy Mikołaja (Gwiazdora) z Kwanzaabotem i Chankuah Zombie, głosowanym zresztą przez MARKA HAMILLA.

Po maksymalnym czadzie jakim byli nowi Simpsonowie spodziewałem się czegoś podobnego ze strony Futuramy – niestety Mattowi Groeningowi najwyraźniej starczyło inwencji tylko na jeden dobry film. Nie ukrywam, że byłem tym mocno zaskoczony, bo byłem całkowicie pewny, że film będzie czadem – a tu mega porażka… Może styl Futuramy nie służy robieniu długich fabuł? Może twórcy mają ograniczoną liczbę dobrych tekstów, jakie można wymyśleć w danym czasie? Tym bardziej źle to wróży trzem kolejnym zaplanowanym futuramowym filmom… Jeśli rozpiera Was ciekawość, co tam w świecie Futuramy – możecie obejrzeć. Ale będzie bolało.

Ocena (1-5):
Duch Futuramy: 2
Fabuła: 2
Nawiązania: 4
Fajność: 2

Cytat: I support and oppose many things, but not strongly enough to pick up a pen.

Ciekawostka przyrodnicza: Bender’s Big Score to pierwsze DVD Foxa wyprodukowane w technologii „carbon neutral”. Oznacza to, że w procesie produkcji i dystrybucji filmu zneutralizowano tyle samo dwutlenku węgla, co wyemitowano!

Written by: Commander John J. Adams

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

7 Komentarze(y) na Futurama: Bender's Big Score

  1. Dobrze że nie trafiło to do kin 😉

  2. Jako docelowy nerd tego serialu stwierdzam że mi się podobało w przeciwieństwie do nowych Simpsonów, imdb mówi nawet to samo a wątek śpiewającego Mikołaja, Kwanzaabota i Chankuah Zombie to perełka.

  3. absolutnie się nie zgadzam z recką
    dla mnie film był genialny, znam też parę osób, które fanami Futuramy są od dawna i im też film bardzo się podobał.

    i tu zgodzę się z przedmówcą, że to nowi Simpsonowie byli trochę żenujący w porównaniu z Futuramą :]

  4. Oby nowy sezon dorównał "klasycznym".

  5. Krusty dobrze mówi, BBS jest spoko, JJA miał zły dzień jak to oglądał 🙂

  6. Hej.
    Jestem wiernym wiatrakiem (fanem – kto widział nową Futuramę ten wie 😉 zarówno Simpsonów jak i Futuramy.

    Pozwolę się nie zgodzić z recenzją.
    IMO w odróżnieniu od kinowych Simpsonów, którzy byli zbyt powolni, zmarnowali budżet i drzemiące w długiej wersji możliwości, pełnometrażowa Futurama jest znakomita.

    Szybka akcja, ciekawa fabuła, moim zdaniem MASA przezabawnych dowcipów (jak zwykle najlepsze są głównie te czysto słowne) i na tyle dobrze zrobione zakończenie, że po seansie chce się więcej.

    Moim zdaniem rewelacyjny powrót "Przygód Frya w kosmosie" 😉

  7. Kiedy obejrzałem film po raz pierwszy, w zasadzie zgodziłem się z JJA… Na szczęście dzisiaj obejrzałem go ponownie, tym razem będąc w lepszej kondycji psychicznej. Na pewno nie jest tak źle jak w recenzji. Jest śmiesznie, jest wzruszająco, piosenki nie są aż tak tragiczne i generalnie całość za drugim razem ogląda się naprawdę przyjemnie.
    Co do przewidywalnego końca, to ja byłem kompletnie zaskoczony finałem, ale jak już mówiłem film oglądałem praktycznie odpływając, więc mózg nie pracował na najwyższych obrotach.

    BBS jest dobry, ale "The beast with a billion backs", druga pełnometrażówka, która ukazała się przed miesiącem, jest genialna. Może nie najprostsza w odbiorze, ale naprawdę warta obejrzenia. Czekam na recenzję na ZP.

Dodaj komentarz