I Am Legend/Jestem legendą

Tytuł: I Am Legend/Jestem legendą
Produkcja: USA, 2007
Gatunek: Horror, SF
Dyrekcja: Francis Lawrence
Za udział wzięli: Man in Black
O co chodzi: Will Smith jest ostatnim człowiekiem na Ziemi

Jestem okładką

Jakie to jest: Powieść Richarda Mathesona „Jestem Legendą” przenoszono na ekran do tej pory dwa razy. Pierwszy raz w 1964, jako niskobudżetowy czarno-biały horror The Last Man on Earth (do ściągnięcia na legalu stąd), z Vincentem Pricem w roli głównej, później w 1971 z Charltonem Hestonem pod tytułem Omega Man. Oba nie odniosły jakiegoś oszałamiającego sukcesu, wersję z 1964 roku chwalono przynajmniej za mroczny, budzący grozę klimat (w przypadku czarno-białych filmów to pewnie łatwizna), a do inspiracji The Last Man on Earth, przyznawał się sam George A. Romero tworząc Noc Żywych Trupów. Powyższe ramoty nie zostały przywołane, aby autor recenzji pochwalić się mógł znajomością IMDB, tylko aby odnieść się do wierności ekranizacji powieści Mathesona.

Przypomnijmy, pisząc w 1954 roku w sumie pionierską postapokaliptyczną historię, Matheson wymyślił spustoszony wirusem świat, w którym przeżył tylko jeden człowiek – doktor Robert Neville. Za dnia, niepokonany, snując się po opustoszałym mieście bezlitośnie likwiduje kolejne gniazda zmutowanych przez wirusa mieszkańców – wampirów. W nocy zabarykadowany we własnym, oblężonym domu stara się doczekać poranka. Okrucieństwo z jakim zabija czyni go bohaterem legend ludzi nocy, postrachem i bestią. Matheson wymyślił sobie, że zmutowani wyewoluują w całkiem nowe społeczeństwo, a jego jak na razie jedynym zagrożeniem będzie Neville. Przynajmniej tyle pamiętam – książkę o pełnej uroku okładce miałem w rękach chyba ponad 10 lat temu, a pamięć lubi zawodzić, za wszelkie korekty historii z góry dziękuję.

W tym momencie ważny jest zamysł autora, idea ewolucji ludzi nocy w prymitywne społeczeństwo i przekroczenia przez ocalałego Nevilla pewnej niewidzialnej granicy, kiedy to człowiek nie wytrzymuje i traci całe to górnolotnie brzmiące „człowieczeństwo”. Wizji tej, mniej więcej, były wierne dwie pierwsze ekranizacje gdzie mutanci/wampiry tworzyły proste struktury cywilizacji a Neville, piszmy obrazowo, był wrzodem na ich dupie – tytuł Jestem Legendą jakże celny. Neville był Legendą, prawie ówczesnym Grendelem – wśród wampirów.

Rok 2007 (w kraju 2008 – a co) to kolejne dwie ekranizacje. Tak, dwie. Oprócz opisywanej tutaj, nakręconej z rozmachem i sporym zastrzykiem zielonych postapokaliptycznej wizji autorstwa pana od Constantine, Francisa Lawrence’a, na DVD pojawił się również I Am Omega z Dacascosem. Niezłe synchro – szacunek. I jeszcze ten kusząco szmatławy napis z pudełka: „The Last Man Alive Must Battle a Planet of the Dead”. Nad kreacją Dacascosa pochylimy się jednak później, dzisiaj I Am Legend w wersji full wypas Lawrence’a. Za Neville’a robi tym razem Will Smith i trzeba przyznać – świetnie. Bardzo przekonywająco, jak dla mnie, zagrał stojącego na przysłowiowej krawędzi i popadającego w objęcia szaleństwa naukowca – bez charakterystycznego tym razem dla Smitha „czarnego” wyluzowania i ziomalstwa. Do tego Francis Lawrence bardzo ładnie przedstawił wymarły za dnia Nowy Jork: zdewastowane elewacje, dzika roślinność na głównych ulicach, biegające po zniszczonym mieście powabne sarenki. Śliczne to wszystko – fenomenalne choć równocześnie mało realistycznie. No ale dobra, w ekranizacji za dziesiątki milionów dolarów bajer również się liczy. Widoczki to być może specjalność pana Lawrence’a – apokaliptyczna wersja Los Angeles w Constantine robiła również na widzach duże wrażenie.

Jestem wanną

W I Am Legend lub jak ktoś woli Jestem legendą, oprócz widoczków w pierwszej połowie filmu reżyser wraz z Willem Smithem radzą sobie nawet nieźle, powszedni dzień Neville’a przetykany jest retrospekcjami z okresu wybuchu epidemii. Tylko, że szybko scenariusz zaczyna się rozjeżdżać z pierwowzorem Mathesona. Neville nie jest mścicielem, tylko naukowcem maniakalnie szukającym lekarstwa, które odwróci działanie wirusa. Mając dziesiątki próbek dowodzi, że mutanci zatracili wszelkie cechy człowieczeństwa i coraz rzadziej bolesne i prawdopodobnie śmiertelne światło hamuje ich przed zaspokojeniem głodu i pragnienia. Zresztą przeczy sam sobie w momencie gdy wpada w zastawioną na siebie pułapkę lub walczy z alfa-male gniazda – takie malutkie bzdurki. W drugiej połowie następuje oczekiwany fabularnie moment zwrotny, który zamienia całkiem spójną do tej pory historię w rozprawkę o przetrwaniu, poświęceniu, Bogu i nadziei. Od tego momentu każdy dialog brzmi sztucznie, patetycznie a co za tym idzie śmiesznie. Jeśli połączymy to z powiewającą amerykańską flagą obraz porażki mamy kompletny.

Jestem ciekawym billboardem

Zastanawiam się czy to wymóg czasów, żądania wytwórni czy jakiś chory umysł tak zepsuł i zamienił scenariusz w lekko strawną dla Amerykańców pulpę. Przypomnijmy, że u Mathesona, Neville stał się legendą nie wśród swoich, tylko wśród wrogów. Tutaj scenariusz rozpieprza w pył ideę i pomysł książki.

Ciężko jednoznacznie oceniać I Am Legend. Aktorsko bez zarzutu – w przeciwieństwie do np. I, Robot, tutaj Will Smith mnie do siebie przekonał. Jak wspomniałem wcześniej, zagrał bez brawury, luzu tworząc solidną kreację samotnego, absolutnie samotnego od 3 lat człowieka. To nie jego wina, że scenariusz był do niczego a twórcy nie mieli pomysłów na dialogi i zakończenie. Od strony technicznej również miód i palce lizać. Nowy Jork na wielkim ekranie, wszystkie sceny ewakuacji robiły na mnie, malutkim w takich chwilach widzu, spore wrażenie. Co najwyżej za zbędne uznałbym epatowanie CGI oraz sztuczne, descentopodobne potworki. Także moja wiedza techniczna z zakresu generatorów prądu jest tak niewielka, że nie jestem w stanie ocenić, czy po 3 latach od momentu wybuchu epidemii i jakby nie patrzeć upadku cywilizacji, główny bohater miałby dość prądu aby oglądać DVD, używać bieżącej wody, słuchać muzy, etc.

Przy fajnie poprowadzonej historii to i tak drobiazgi. Niestety tym razem za obrazem nie idzie w parze scenariusz. Ulubiony film Nevilla z 2007 roku to Shrek. Ogląda go non stop na ripicie. I taki jest, przepraszam za słówko, target Legendy. Tak więc spoko: czarny ogr ratuje swoją księżniczkę.

Ocena (1-5):
Koniec świata: 4
Klimat: 3
Akcja: 2
Spójność: 2
Fajność: 3

Cytat: The Krippen Virus is… elegant.

Ciekawostka przyrodnicza: Na Time Square możemy podziwiać billboard filmu Superman Vs. Batman. Premierka 05.05.2010, Zakazana Planeta zaprasza. Przy okazji żal dupę ściska, że nie powstała nigdy planowana przez Ridleya Scotta wersja Jestem Legendą z Arnim w roli głównej. Byłaby pewnie bliższa oryginałowi niż ta teensowa pulpa Lawrence’a.

Od Commandera J.J. Adamsa:
No cóż, po nawiedzeniu kina muszę złożyć votum separatum. Zarzut, że film nie jest wierną ekranizacją powieści (a co najwyżej na jej motywach) jest oczywiście trafny, ale nie można na nim budować całej krytyki. I Am Legend jako film na własnych prawach funkcjonuje świetnie. Świat jest naprawdę zrobiony rewelacyjnie i konsekwentnie, rola głównego bohatera w nim również – cykl życia, rekompensowanie sobie egzystencji w samotności, nawet zmieniające się podejście do stworów jest sensowne i ciekawe. I gdyby nie Wasze komenty, to ani flagi, ani kościoła na końcu bym nie zauważył (acz obie te rzeczy były po prostu na swoim miejscu) 🙂 Główne mankamenty filmu to super przyśpieszone i uproszczone zakończenie (acz ideologicznie samo w sobie nie takie złe) i zupełnie niepotrzebne oraz słabe CGI właśnie mrok-menów. W porównaniu z Constantine tego samego twórcy – zupełnie inna klasa filmu. Jak dla mnie mocne 4 (a gdyby ciut posiedzieć na zakończeniem, spokojnie byłoby 5). Wcale nie jestem pewien czy wersja z Arnoldem w reżyserii Scotta (zwłaszcza po jego ostatnich wybrykach) byłaby lepsza.

Written by: garret

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

14 Komentarze(y) na I Am Legend/Jestem legendą

  1. Z tymi generatorami to w nie przesadzili. W całym NYC miałby tyle zapasów paliwa (stacje benzynowe, port itd.) że starczyło by mu do końca marnego żywota 😀

    Co do filmu- rola Willa bardzo dobra, wizja NYC świetna. Rażą niestety komputerowe sarenki, lwy itp a już w ogóle na maksa sztuczne wampiry.

    SPOILERY!

    Jak w końcówce zobaczyłem powiewającą flagę i dzwięk dzwonu w kościele to ręce i nogi mi opadły. Bez szkody dla filmu, mógłby się skończyć śmiercią Nevilla.

  2. Remake przyzwoity. Jak na film post-apokaliptyczny to jest całkiem, całkiem.

    A od kościoła się odczepić. Przyjemny ukłon w kiuerunku pierwszej ekranizacji.

  3. Wszystko wina anglików, zniszczyli wielką amerykę, wiadomo kto grał panią doktor na początku

  4. A Heston to nie miał Charlton na imię? Tzn. ten Heston, bo pewnie Hestonów jest paru więcej i może jakiś ma na imię Charles.

  5. No właśnie, panie autor?

  6. Chartlon, Charlton… zjem pasikonika dobrze ?

  7. Dopisałem swój koment na końcu recki 🙂
    A przy okazji, cytat z jednej z "polskich widzówek" zasłyszany przez Dro:
    "No to był taki film że byli zombie, bo był taki wirus, ale jeden facet się zachował, bo żył w izolacji i przez trzy lata był w śpiączce, a jak się obudził, to był już sam".
    Chyba ten lektor jednak jest pilnie potrzebny w naszym społeczeństwie. Może dodatkowo taki, który tłumaczy o co chodzi w filmie.

  8. A prawda to że będzie druga część?

    PS. Fani moga pokusić się o kręcenie spin-offów w różnych częściach globu 😉

  9. O tyle prawda, że właśnie wykupiono prawa do sequela – ale to jeszcze daleka droga…

  10. Film podobał mi się. Zwłaszcza wywołująca katharsis scena krucyfiksu wiszącego na lusterku.

  11. A i kurdę mi się podobał!!!

    Jak dla mnie to Smith troszkę nie dawał rady w niektórych momentach. Ale fakt, faktem, że rolę miał trudną.
    Bałem się czegoś w rodzaju AVP2.
    Tym bardziej, że warunki sprzyjały. NY, zombiaki, i wojskowy.

    A właśnie. Zombiaki – IMO stanęły na wysokości zadania. Błędnie to to nazywać nawet zombiakami. Aczkolwiek szkoda, że tak naprawdę wybijał się tylko jeden. No i na dobrą sprawę tego jednego tylko widzieliśmy, Reszta to masa. A temat całkiem nieźle zrobiony. Gdyby rozbudować…

    Dla mnie 4 jak najbardziej!

  12. A ja z recka sie TOTALNIE nie zgadzam, popieram Commandera J.J. Adamsa w 100%
    Wasz problem polega na tym, ze nie oglądacie filmu tylko szukacie flag, dzwonów, napięcia generatorów, wody w kranie itd.
    Czy macie w piwnicy model opuszczonego miasta i wiecie, ze prąd kończy sie po 2 latach a woda po 3???
    Pisząc o Shreku gadasz już totalne bzdury skąd teza, że to jego ulubiony film,może Shrek był po prostu ulubionym filmem jego dziecka? Może jego córeczka pierwszy raz powiedziała kocham cie tato w trakcie jego ogladania?Z tego co widziałem oglądał też NEWSY nagrane na VHSie z telewizji no ale może to też jakieś faux pas? Nie wiesz co się dzieje w umyśle człowieka samotnego, izolowanego, gadającego do siebie od 3 lat???
    Mam nadzieje ze choć Boba Marleya oszczędzisz czy możeon też jest nie fajny?
    LUDZIE nie spisujcie dobrej ROZRYWKI SF na straty bo widać flagę czy słychać dzwon. Amerykanie kochają sie w swoich symbolach i tego im nikt nie odbierze.
    Do pana M sarenki i lwy były najlepsza częścią CGI, a i wampiry nie raziły zbyt mocno.

    p.s CO DO FLAGI: Kiedyś byłem na durnej babskiej amerykańskiej komedii w której bohaterem był Amerykanin z polskimi korzeniami i w biurze gdzieś w NY miął za plecami polska flagę i ze trzy razy wspomniał o kolesiach polaczkach i co?? i byłem dumny jak widziałem tę flagę i tylko to z durnego filmu zapamiętałem.

    Daje mocne 4 nawet z plusem

  13. awu, ale ja się cieszę ze zgadzasz się z Adamsem, nudno by było gdybysmy sobie nawzajem słodzili.

    Co do choćby Shreka, mozemy się bawić w odbijanie piłeczki czy ulubiony film Nevilla to Shreck czy nie, dlaczego mając pod ręką wielgachną wypożyczalnie, mówi w wiadomym momencie, cytuje "I like Shreck" i czy oglądanie starych newsów to analiza przeszłości, wspomnienia, szukanie zrozumienia ciągu wypadków czy ogląda bo lubi.. możemy ale każda recka jest w mniejszym lub większym stopniu subiektywna, i dlatego komenty żyją, i dlatego komenty, będąc prawie druga, alternatywną recką najbarwniej opisują film (wykluczając z puli komenty w stylu – zajefany film lub najlepsze, darmowe filmy porno)

    Aha, i Marley.. nie wspomniałem o nim, ale jak sobie z imdb przypomniałem cytacik to mi się nie podoba, chciales wiedziec to masz 🙂

    He had this idea. It was kind of a virologist idea. He believed that you could cure racism and hate… literally cure it, by injecting music and love into people's lives. When he was scheduled to perform at a peace rally, a gunman came to his house and shot him down. Two days later he walked out on that stage and sang. When they asked him why – He said, "The people, who were trying to make this world worse… are not taking a day off. How can I? Light up the darkness."

    a flagi ? mnie raziła choć sama flaga wpasowuje się imo do koncowej sceny, staram sie nie spoilerowac j, jednak świecenie po oczach gwiazdkami w wielu przypadkach uwazam za niepotrzebne 🙂

  14. he he a ja uważam film za przyzwoity ale nie zgadzam sie z nikim z wypowiadających (mogli zostawić wampiry a nie iść pod publike),zrestą wole wersje z Vincentem Pricem 😉

Dodaj komentarz