28 Weeks Later/28 tygodni później

Tytuł: 28 Weeks Later/28 tygodni później
Produkcja: Wielka Brytania, 2007
Gatunek: Zombie movie
Dyrekcja:
Juan Carlos Fresnadillo, pan od Intacto
Za udział wzięli: Rose Byrne – kilka scen w AOTC i wiele scen w Sunshine, Michael z Losta, Jeremy Renner oraz dwójka nie najbystrzejszych bachorów
O co chodzi: 28 tygodni po epidemii Rage

A kuku

Jakie to jest: Dziwne. Nierówne, nieprzemyślane ale i paraliżująco straszne. Oryginał, czyli 28 dni później – Danny’ego Boyle’a, wprowadziło do mocno eksploatowanego ostatnio zombiegeddonu nową jakość. Zombie Boyla, a właściwie zainfekowani wirusem Rage, byli niesamowicie szybcy i agresywni, czym w niczym nie przypominali oswajanego przez Hollywood powolnego zombiaka. Ponadto Danny Boyle zarażony Londyn potraktował dość pretekstowo szukając dyżurnych granic człowieczeństwa, a samych bohaterów stawiając w mocno skrajnych sytuacjach. Naprawdę świetne kino.

Pięć lat później, Danny Boyle, już tylko jako producent, reżyserię sequela oddaje znanemu z Intacto, Juanowi Carlosowi Fresnadillo. Mija 6 miesięcy od wybuchu zarazy wirusem Rage. Zainfekowani pomarli z głodu. Kontrolę nad opustoszałym Londynem przejmuje armia amerykańska, a jedyną bezpieczną i odkażoną strefą są strzeżone przez wojsko, ciężki sprzęt i kamery tereny wokół londyńskich doków. Do strefy przylatują pierwsze samoloty z cywilami. Zarys fabuły przypomina mokre marzenia nerdów o postapokaliptycznym obrazie gdzie marines i hordy zombich napierdzielają się w zniszczonym Londynie. Faktycznie film trzyma klimat. Od początku chwyta za gardło i zimnym dreszczem, nie spiesząc się, pełznie po karku. Szaleństwo, chaos, atawistyczna brutalność, mąż wydłubujący oczy żonie, masakra cywilów, widziane przez noktowizor hałdy trupów w metrze.

US Army zaleca kulki Tokyo Marui

Niestety cały efekt zombiegeddonu psuje idiotyczna, pełnia nielogiczności i nieprzemyślana fabuła. No bo co mamy: Armia strzeże Londynu lecz jego najważniejszy więzień pozostawiony jest bez pojedynczego nawet strażnika. Wojsko amerykańskie nie potrafi zabezpieczyć sali z cywilami czy śledzić dwójki bachorów. Zainfekowani przebiją się przez zabite dechami okna i drzwi ale nie umieją rozbić szyby Volvo (notabene gazo-odpornego Volvo). Z litości nie będę się pastwił nad niezbyt mądrą koncepcją bystrego zombie czy pomysłu z helikopterem. Sam wojskowy Code Red jest śmiechu wart a widok durnej, przewidywalnej końcówki dupę z żalu ściska. Przynajmniej zakończenie jest otwarte, dając zielone światło planowanemu podobno 28 miesięcy później.

Na koniec pytanko czy warto obejrzeć. Chyba tak. Jako straszydło film sprawdza się znakomicie. Co ciekawe, pomimo gore najbardziej obezwładnia klimat bezsilności wobec Rage. Straszny jest moment, w którym „kocham Cię” zmienia się w skowyt rzygającego, własną krwią, zarażonego. Dodajmy, że Londyn i sama Anglia jest wciąż piękna: soczysta zieleń, wszystko skąpane w ciepłym słońcu, otoczone dźwiękami muzyki Johna Murphy. Tylko z samym światem jest coś nie w porządku. Bałem się.

Ocena 1-5:
Straszność: 5
Gore: 4
Logika: 2
Zakończenie: 2
Fajność: 3

Cytat: Step 1: Kill the infected. Step 2: Containment. If containment cannot be done then, step 3: Extermination

Ciekawostka przyrodnicza:
Gdy bawimy się w wojnę warto pamiętać co oznacza wojskowe FUBAR – „Fucked Up Beyond All Repair” (albo Recognition – Cmdr JJA).

Written by: garret

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

9 Komentarze(y) na 28 Weeks Later/28 tygodni później

  1. Spoilery!!!

    Ta dwójka bachorów była gorsza od stada zarazonych. Nie dość, ze miała cały czas pretensje do wszystkich ( " I znowu nas zostawili" – to o świezo zabitych/zarażonych rodzicach) to jeszcze nie miała zielonego pojęcia o zarazie – beztroskie jezdżenie po zakazanej strefie w Londynie i pretensje (znowu) do noszacego brzemię winy ojca. Mozna dorzucić jeszcze skrajny brak odpowiedzialności i rozumu co zaowocowało dwukrotnym rozpowszechnieniem zarazy i smiercia mnóstwa osób ( jakby nie było innego pretekstu, zeby do tego doprowadzić). Mistrzem był też sam wspomniany ojciec, który miał karte otwierająca wszystkie możliwe drzwi, co doprowadziło do niejednej katastrofy. Mozna powiedzieć że cała rodznka po jednych pieniądzach. Poza tym film niezły – klimat, sceny, kolory, dynamika.

  2. A mi się podobało całe. Doskonale spędzony czas, fajne widoczki, ganianka z zombiakami i młoda, która wyrośnie na lasencję nie lada i może skręci jakiegoś fajnego pornola.

    imo lepsze od jedynki.

  3. z laską to się zgadzam i czekam na jej kolejne osiagnięcia:-)
    Co do jedynki to jednak nic nie przebije wyrazistości Cilliama jako bohatera, dlatego, mimo że kameralniej i mniej wystawnie to i tak wole tamten film

  4. witz: jestem po dwóch seansach jedynki i po porównaniu z dwójką. jedynka lepsza, o wiele klimatyczniejsza. dwójka to jak aliens przy alienie. też dobrze ale w inny sposób.

  5. Wszystko fajnie tylko jakie do cholery zombie? W tym filmie nie widzę żadnych zombie 😀

    No i jaki jest sens oceniania logiki w filmie? o_O

  6. Patrzysz, a nie widzisz. Po prostu myślisz wyświechtanymi stereotypami. Tak jak montypythonowskie jaskółki ze sw. Graala dzieliły się na większe – afrykańskie, i mniejsze – europejskie, tak zombiaki dzielimy na powolne – amerykańskie, i szybkie – europejskie.

  7. Fajna teoria z tą klasyfikacją montypythonowską :), ale co z zombie z rimejka "Świtu" Snydera? Chyba jednak hamerykańskie były?

  8. Pamiętajmy, że pierwsze zombie przybyły do Ameryki na pokładzie Mayflower 21 listopada 1620 roku z Anglii. Część zmieszała się z tubylcami reszta stworzyła zombieczną arystokrację czystej krwi. To coś jak z Sithami w ZŁOTEJ ERZE SITH!!!!

  9. Wstyd się przyznać, ale film widziałem dopiero w zeszłym tygodniu. Zważywszy na dużą ilość scen uciekania przed zombiakami, na myśl przychodzi rule no 1 – cardio.

Dodaj komentarz