Scream 3/Krzyk 3

Tytuł: Scream 3/Krzyk 3
Produkcja: USA, 2000
Gatunek: Komedia
Dyrekcja: Wes Craven
Za udział wzięli: Neve Campbell, Courteney Cox-Arquette, David Arquette
O co chodzi: Kolo z nożem lata i zabija ludzi

Jakie to jest: UWAGA! NIE MA SPOILERÓW!

Nie będę ajnsztajnem, jeśli stwierdzę, że trzecie części cyklu to popłuczyny po tym, co mogło być interesujące w poprzednich odcinkach. Zwykle mają szczęście, jeśli nie wychodzą tylko na video. A tu proszę – wydanie kinowe, i pełna panorama, i Dolby Digital. Nawet główni aktorzy pozostali w komplecie (oprócz zabitych w poprzednich częściach, a i to nie do końca). Słowem – Wes Craven i Miramax próbowali wydoić udany temat do końca, co, powiedzmy sobie szczerze, nawet zakończyło się jakimś tam relatywnym sukcesem.

Stosując tanią sztuczkę psychologiczną film stara się uprzedzić krytykę wysuwając i tłumacząc zarzuty pod własnym adresem (tak jak w Krzyku 2 mówiło się o sequelach lepszych od oryginału). Przez cały czas widz szamocze się jednak wraz z główną bohaterką, która próbuje dojść rozwiązania jakże pasjonującej zagadki pt. kto zabija? Sugerowane jest nawet rozwiązanie nadprzyrodzone (mogłoby się okazać, że Freddy!), a na końcu okazuje się że zabija mleczarz! HAHAHA, SPOILER, ALE WAS NABRAŁEM! Nie, żartuję (ja pierdykam, litości – dopisek 2007). W każdym bądź razie jasne jest, że seria jest mocno na wyczerpaniu, co widać po tym że akcja dzieje się na planie filmowym – tani chwyt ostatniej szansy. Na marginesie, każdy kto orientuje sie trochę w wyglądzie planów filmowych raczej zauważy tu ciężkie bzdury. Innym symptomem zmęczenia materiału są tanie pseudospektakularne sceny (wybuch chaty, zrobiony chyba przez kogoś w piwnicy). Acha – no i scenariusza nie pisał tym razem Kevin Williamson.

Fajne jest natomiast zatrudnienie tematycznych aktorów (Lance Henriksen, na przykład), co oznacza, że jednak ktoś się starał. Trochę debilnym pomysłem jest próba scalenia trylogii w jedną całość, co jest szyte na maxa grubymi nićmi, nawet jak na Scream. No i motyw z generatorem głosu – tak przeeksploatowany jak wymiana twarzy w M:I-2.

Krótko mówiąc, film jest głupi, ale ogląda się fajnie. Na pewno lepszy od dwójki, gdzie nauczony doświadczeniem widz podejrzewał każdego jak leci i na końcu mówił tylko „no tak”. Tutaj jest trochę lepiej, może poprzez nierealistyczne zakończenie. Miło spędzony czas w kinie.

Ocena (1-5):
Blood&Gore: 2
Sensowność zakończenia serii: 1
Gonienie własnego ogona:
4
Fajność: 3

Ciekawostka przyrodnicza: Jak zwykle sporo nawiązań do Friends i Gwiezdnych wojen (Carrie Fisher!). Natomiast mimo najlepszych chęci nie zauważyłem aluzji do Freddy’ego Kruegera. Może nowemu scenarzyście zapomniano wspomnieć o tym nieodzownym elemencie serii…

Written by: Młody Commander John J. Adams

Uwaga: Recka zabytkowa, data pierwszej publikacji: 2.12.2000

Szeruj to!

 

Komenty FB

komentarzy

Komercha

Dodaj komentarz