Ruskie gierki salonowe

Internetowe wydanie magazynu Wired zamieściło ostatnio szalenie ciekawy tekst na temat muzeum ruskich automatów salonowych.

Nie wątpię, że dla większości z Was, pamiętających dawne, fajne czasy, sformułowanie „ruski automat salonowy” brzmi tak samo dziwnie jak dla mnie. Podobnie jak Wy, dotychczas byłem przekonany, że szczytem ruskiej myśli growej była gra w wilka zbierającego plon kurzych lędźwi (podróba myszki Miki zresztą):

Jednak okazuje się, że rzeczywistość była znacznie ciekawsza… No cóż – ostatnio widziałem nawet ruską klimatyzację (kolejny zachodni wymysł, który teoretycznie nie miał prawa istnieć w azjatyckim mocarstwie), więc wszystko jest możliwe.


Od końca lat ’70 do początku ’90 w Związku Radzieckim wyprodukowano ok. 70 różnych modeli gier salonowych. Wyprodukowano w fabrykach uzbrojenia, żeby była jasność. Z tego powodu w ich instrukcjach można było znaleźć jasno określone przeznaczenie urządzenia: „rozrywka i aktywny wypoczynek, jak również rozwijanie zdolności postrzegania wzrokowego”. Z tego również powodu te właśnie instrukcje były dostarczane w takich oto zgrabnych opakowaniach:


i miały taki oto ergonomiczny czołgowy dizajn:


Nie myślcie sobie, że te wspaniałe maszyny były owocem pracy koncepcyjnej ruskich naukowców – oni mieli znacznie ważniejsze problemy na głowie (jak np. wybuchające reaktory i tonące łodzie podwodne). Podobnie, jak wszystkie co bardziej udane radzieckie wynalazki, były to kopie produkcji zachodnich. A w tym wypadku, konkretnie wschodnich – klony pierwszych japońskich gier wideo (wyobrażam sobie przygody KGBisty, który dostał misję przemytu do Sojuza płyt głównych automatów).

Żeby ostudzić Wasz entuzjazm oznajmiam, że raczej nie znajdziemy tu ruskiej wersji Street Fightera (np. Nowe Przygody Zangiefa) ani Out Run – ale było Awtoralli M:


Nie ma tu nawet przyzwoitego odpowiednika starego dobrego Operation Wolf. Ponieważ Ruskie to pokojowa wiara, nie robili gier z gunem, tylko np. z gaśnicą, którą trzeba było celować w pożar. 01 – u nas gra nazywałaby się 998:


Gry bazują na MEGA wczesnej technologii i tylko niektóre z nich mają grafikę wykraczającą poza wielkie monochromatyczne kwadraty:


Dziennikarz Wired fantazjuje, że w ruskich kinach, stacjach i centrach rozrywki (?) można było znaleźć gierki salonowe równie łatwo jak w Stanach. Obawiam się jednak, że i on, i rosyjscy korespondenci Wired, o połowę pewnie młodsi ode mnie, mocno przeceniają popularność tej rozrywki w Związku Radzieckim, a właściwie rozrywki w ogóle.


Produkcja gier ustała w momencie upadku komunizmu, co miało zapewne związek z a) ruskim przemysłem zbrojeniowym, który miał chyba inne problemy niż produkcja 20-letnich podrób gier i b) zalewem rynku przez tanie pecety i podróby 8-bitowych Nintendo. Pancerne ruskie automaty straciły popularność i popadły w poniewierkę.

Czterech studentów Politechniki Moskiewskiej założyło więc muzeum tychże kuriozalnych urządzeń. Zaczęli wyszukiwać w całym kraju i remontować stare maszyny – dotyczas zebrali 32, często składając jeden sprawny automat z kilku niedziałających. Muzeum otwarto w zeszłym miesiącu, w swojskim schronie pod akademikiem:


Ciekawą cechą kacapskich automatów jest brak list High Score – ponoć takie współzawodnictwo nie było ideologicznie pożądane. Za pewną liczbę punktów można było co najwyżej wygrać dodatkową grę (rzecz nie do pomyślenia w zachodnich automatach). Jedna gra kosztowała 15 kopiejek (fajny nominał, tak przy okazji), co nie było tak mało. Ruskie dzieci mogły sobie pozwolić na gierkę mniej więcej raz na tydzień.

Wired twierdzi, że takie automaty można było znaleźć w miastach wszystkich demoludów. No więc ja sobie takowych nie przypominam, więc w najlepszym wypadku w Polszy występowały śladowo. Natomiast z pewnością parę trafiło do nas jako wyposażenie ruskich jednostek wojskowych.

No ale przejdźmy do prezentacji co ciekawszych tytułów:

Obgon – znaczny odsetek ruskich gier stanowiły wyścigi. Sterowanie kierownicą i pedałem gazu. Hamulec i skrzynia biegów – zbędne:


Wiraż – czyżby gra na podstawie znakomitego ruskiego filmu kryminalnego (tego o napadzie na samochód bankowy)?


Gorodki – gra na podstawie ruskiej gry ludowej polegającej na rzucaniu kijków. Jaki lud, takie jego gry. Automat pamięta jeszcze Breżniewa:


Magistral – kosmiczne formułki. Pierwsza sowiecka gra na dwóch:


Konek-Gorbunak – oficjalnie bazuje na ruskiej bajce ludowej. A tak naprawdę na Zeldzie:


Kulki – jedna z ostatnich produkowanych ruskich gier. Zwracam uwagę na wypas grafę:


Snajper-2 – no dobra, Ruscy robili gry z gunem. Ale strzelało się do białych kółek, a nie do ludziów (BYĆ MOŻE widziałem to kiedyś w salonie przy Targach w Poznaniu – choć raczej była to zachodnia gra):


Morskoj Boj – najpopularniejsza kacapska gra w dziejach. Pływamy ruską łodzią podwodną w WW2 (nie wiedziałem nawet, że Ruskie miały taki sprzęt wtedy) i torpedujemy nazi statki:


Wozdusznyj Boj i Istriebiteli – ruskie Top Guny. Strzelamy do imperialistycznych myśliwców atakujących radzieckie terytoria (np. Polskę):

I to tyle z mojej strony. Temat zaiste porażający. Po pełen tekst i więcej fot zapraszam tutaj. Przyjemności.

THX to Karis for the news!

Komenty FB

komentarzy

Komercha

2 Komentarze(y) na Ruskie gierki salonowe

  1. morskoj boj CHCĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘ!!!

  2. Niesamowite. No ale trzeba przyznać kacapom, że tetris im nieźle wyszedł, choć akurat tu nie obecny.

Dodaj komentarz